7 000 000 000!

Tak, dzisiaj (symbolicznie) urodził się na świecie siedmiomiliardowy człowiek. Statystycznie rzecz biorąc mamy miliard ludzi na każdym kontynencie. Nie ważne, że jeden prawie nie jest zamieszkały ;-)

Ale cóż to oznacza. Oznacza to, że będziemy mieć problemy. Już mamy problemy, ale będziemy mieć większe. Za kilkanaście lat. Będą kończyć się nam paliwa kopalne i surowce naturalne. Będzie ciężej o pożywienie i wodę pitną. No i w szczególności może być ciężko o miejsce do życia. Kiedyś słyszałem, że szacuje się, że Ziemia jest w stanie bez problemu utrzymać populację ludzką (będzie wystarczało surowców naturalnych, pożywienia i wody pitnej) o wielkości tylko dwóch miliardów. Jak się ma dzisiejsza liczba 7000000000 do niej? Otóż jest trzy i pół raza większa (cóż za odkrycie, prawda?)!

Więcej ludzi oznacza większe zużycie wszystkiego, większe zanieczyszczenia (odpady, ścieki itp.), większe wymagania energetyczne, a to może oznaczać więcej wojen i konfliktów. Mówi się, że trzecia wojna światowa będzie się toczyła w cyberprzestrzeni. Ja niestety podejrzewam, że jednak będzie to wojna konwencjonalna o wodę, jedzenie, ropę i gaz. Dopiero czwarta wojna będzie cybernetyczna. Nie chcę być prorokiem, ale myślę, że ten konflikt o zasoby rozpocznie się już za kilka lat.

Paradoksalnie ludzkość nigdy nie była tak bogata, tak dobrze wyżywiona, tak zdrowa jak teraz. Mamy wystarczająco dużo jedzenia i wody pitnej, żeby utrzymać całą ludzkość. Problem w tym, że te dobra są skupione w kilku miejscach, zaś w innych jest ich ogromny niedobór. No i właśnie tam gdzie jest ten niedobór (przy okazji gorsze wykształcenie, standardy higieniczne i opieka zdrowotna) mamy największy przyrost naturalny. I problem głodu zamiast się zmniejszać, będzie się powiększał, albo co najmniej pozostawał na tym samym poziomie. Rozwiązanie: praca u podstaw! Budowa studni, szczepienia, powszechna edukacja oraz edukacja seksualna. Bez tego problem będzie się tylko powiększał. Przy okazji zapraszam do wsparcia Polskiej Akcji Humanitarnej.

I co dalej? Mówi się, że do roku 2100 będzie nas już 10 miliardów. A ja liczę na to, że wreszcie uda się jakoś powstrzymać ten przyrost. Bo nie pozostanie nam już nic innego jak emigracja… na inne planety ;-)

Ale jest małe „światełko w tunelu”. Według tego artykułu, są rejony świata, w których społeczeństwo się maskulinizuje. W Chinach, dzięki polityce jednego dziecka oraz dzięki naleciałościom kulturowym na każde 100 dziewczynek przypada aż 120 chłopców! Dziewczynka w chińskiej rodzinie jest niepożądana, bo nie ma z niej wielkiego pożytku, a w przyszłości trzeba będzie jeszcze zebrać posag. Niestety jest to dość makabryczne, ale po prostu ogromna ilość żeńskich płodów jest usuwanych albo dziewczynki są mordowane tuż po urodzeniu. W ten mało humanitarny sposób Chiny niedługo już nie będą najbardziej zaludnionym krajem świata.

Czyli Indie… Ogromny potencjał, ogromna bieda i ogromne bogactwo. Kraj, który jest bardziej problematyczny od Chin. Ale może też jakiś wypracuje sposób. Mniej lub bardziej brutalny… Bo jeśli nie, to czeka nas jeszcze większy zalew filmów z Bollywood ;-)

Ale ogromne zaludnienie ma też swoją dobrą stronę. Otóż, więcej ludzi oznacza również szybszy rozwój nauki. Ciekawe jak będzie wyglądał świat w roku 2100…

A jak wygląda Polska w tym całym rozgardiaszu. Jak praktycznie każdy kraj rozwinięty – ujemny przyrost naturalny oraz starzejące się społeczeństwo. Pewnie za paredziesiąt lat ten trend się odwróci i będziemy znowu rosnąć, potem maleć, potem rosnąć… I pewnie tak zostaniemy w okolicach tych 40 milionów obywateli ;-)

A wszystkim, którzy twierdzą, że Polaków powinno być więcej, bo inaczej zaleją nas Azjaci mówię: macie rację :-) Ale co z tego? W jaki sposób nasze 40 milionów ma konkurować z trzema miliardami Chińczyków i Indusów? ;-) Ewolucja ma to do siebie, że przetrwają te osobniki, które są lepiej przystosowane. A skoro Azjaci sobie lepiej radzą… No cóż. Już po nas ;-)
Poza tym, za dwa, trzy tysiące lat, pewnie różnic rasowych wśród ludzi już nie będzie (albo będą prawie zatarte). A najpopularniejszym nazwiskiem w Europie będzie Lee. Więc Wy wszyscy, którzy zaraz zaczniecie krzyczeć, że trzeba to powstrzymać, że nie należy wpuszczać „żółtej fali” do Europy, pamiętajcie o jednym: za kilkaset lat, wasi potomkowie będą nosić nazwiska Lee, Huang, Mao, Kim lub temu podobne. I nic na to nie poradzicie, bo po prostu tak ma być :-) Ja jakoś się tego nie boję ;-)

Uzupełnienie wpisu „Zbliżają się wybory”

Zarzucone mi zostało, że w poprzednim wpisie nie ustosunkowałem się do „Ruchu Palikota”. Wtedy (w sierpniu) praktycznie się nie liczył. Ale jakaż zmienna jest nasza polska polityka…

Co z Palikotem. Otóż… Sam nie wiem co mam myśleć. Po prostu wypunktuję kilka uwag:

  • Jestem za: ograniczenie roli Kościoła Rzymskokatolickiego w życiu publicznym, ograniczenie finansowania KRK z budżetu centralnego
  • Jestem za: likwidacja Senatu, redukcja liczby posłów itp.
  • Jestem za: połączenie ZUS i KRUS (a najlepiej likwidacja)
  • Jestem za: postulaty z grupy „Przyjazne państwo” (większość z prac nadzwyczajnej komisji Palikota)
  • Jestem przeciw: legalizacja marihuany i lekkich narkotyków
  • Jestem przeciw: ograniczenie wydatków na obronność do 1% i przeznaczenie zabranego 1% na kulturę
  • Jestem przeciw: straszny miszmasz kandydatów na listach wyborczych (i pojawiające się doniesienia o ich karalności)

Przyznać się muszę, że przez pewien czas byłem już prawie zdecydowany do głosowania na Ruch Palikota. Ale jednak tego nie zrobię. Doszedłem do wniosku, że postulaty (większość dobra) są nierealizowalne – przynajmniej nie z takimi kandydatami.

Ale nie będę narzekał jak Palikot wejdzie do Sejmu. Dzięki temu Grześ Napieralski może się ocknie…

Zbliżają się wybory

Zbliżają się wybory parlamentarne. W zasadzie to w ostatnich latach rzadko zdarzało się, że żadne wybory się nie zbliżały. Właściwie to żyjemy w stanie permanentnej kampanii wyborczej :-) No i dlatego chciałbym się podzielić swoimi spostrzeżeniami, zupełnie prywatnymi i bardzo subiektywnymi.

Polityka w Polsce jest zdominowana przez duże partie. Małe ugrupowania mają naprawdę nikłe szanse na to, żeby się dostać do Parlamentu. Czy to źle? Być może. Ale ja uważam, że niektóre małe partie to po prostu garść ludzi, którzy są oszołomami (to słowo padnie w tym wpisie kilka razy). Wystarczy poczytać http://planktonpolityczny.blox.pl/html. Ale przejdźmy do rzeczy. Po kolei skomentuję najistotniejsze ugrupowania.

Platforma Obywatelska

Na chwilę obecną rządząca partia. Według przyjętej reguły określana jako partia centroprawicowa. Podział na lewicę-centrum-prawicę w Polsce moim zdaniem się nie sprawdza. PO jest po prostu partią liberalną, ale nie do końca. Zacznijmy od kilku dobrych słów. Należy im się uznanie, że jakoś ten kraj funkcjonuje w czasie, kiedy dookoła kryzys i same problemy. Po części jest to zasługa Rządu (właśnie dzięki temu, że nie starał się nadmiernie ingerować), a po części samych Polaków, którzy jednak czasem trzymają łeb na karku i nie dają się przekonać nastrojom (tak, kryzys to nie stan gospodarki tylko umysłu). Kolejna rzecz to „Polska w budowie”. Jeśli ktoś mi powie, że się nic nie dzieje, to po prostu będę bił po pysku ;-) Remonty, budowy, inwestycje. Jest tego sporo. Chciałoby się więcej i szybciej. No ale to przecież Polska. Jak ma Rząd sprawnie działać jeśli my, obywatele, mamy wszystko gdzieś i jakoś się do pracy nie palimy ;-)

Rząd Tuska nie jest może wzorem rządu, ale odnoszę wrażenie, że potrafił się zmobilizować, żeby pewne palące inwestycje rozpocząć (a niektóre może nawet i skończyć ;-) ). Mimo tego mojego głosu na pewno Platforma nie dostanie. Dlaczego? Z kilku przyczyn. Po pierwsze zamiast olewać „szczekanie” PiSowców oni się wdawali w potyczki tracąc czas, pieniądze i energię. Po drugie ich światopogląd niestety jest wciąż zbyt konserwatywny. Chociaż są w partii pojedyncze osoby, które można nazwać liberałami, o tyle niektórzy to zapiekli konserwatyści, którzy w PiS nie są tylko dlatego, że się z Jarkaczem pokłócili (patrz Niesiołowski). Po trzecie… Projekt ustawy o całkowitym zakazie aborcji… W zasadzie to punkt drugi… Po czwarte, minister Grabarczyk przesunął gro środków dotychczas przeznaczonych na kolej na budowę dróg. Jako mikol tego wybaczyć nie mogę. Po piąte, dziwna profesjonalizacja Armii, która została przeprowadzona moim zdaniem na chybcika. Można było poczekać jeszcze rok i lepiej się przygotować. Z tym samym punktem wiąże się psychiatra na stanowisku Ministra Obrony Narodowej. Bierny i pasywny… Byle aby… Efektem jego rządów było… No właśnie, żadnych efektów oprócz nieprzygotowanej profesjonalizacji. Po szóste, sporo nietrafionych inwestycji. No ale przynajmniej były te inwestycje.

A teraz kilka słów o istotnych postaciach z PO. Stefan Niesiołowski – chociaż w ogromnej ilości spraw się z nim nie zgadzam to osobiście wzbudza moją sympatię. Ma cięty język, ale potrafi naprawdę dobrze prowadzić interesującą rozmowę. Ponadto jeździ pociągiem do Łodzi ;-)
Donald Tusk – podziwiam go za spokój i opanowanie w tym nawale gównianej krytyki z PiS. No i nie robi nam „siary” za granicą jak pewien były premier ;-)
Reszta polityków nieistotna ;-)

Prawo i Sprawiedliwość (aka Przeproście i Spierd…)

To dopiero grupa! Chyba nie muszę mówić o tym, że musiałbym zostać poddanym wymianie mózgu na jakiś zwierzęcy, żeby na nich zagłosować ;-)

To jest grupa ludzi, którzy sprawiają wrażenie jakby poznali się w zamkniętym ośrodku dla osób psychicznie chorych i przez przypadek zostali wypisani. Nie chciałbym, żeby ktoś poczuł się obrażony słowami o osobach chorych psychicznie – choroba jak każda inna, ale niestety inne porównanie mi nawet do głowy nie przychodzi.

Dlaczego tak uważam? Dlatego, że… Czy w ogóle jest sens tłumaczyć? Jednak jest, bo są ich wielcy zwolennicy. Otóż, ta partia nie posiada żadnego rozsądnego postulatu w swoim programie (a raczej w tym o czym mówią). Oni po prostu są partią „na nie”. To nie, tamto nie… Ci są winni, tam było ZOMO, to nie państwo prawa itp. itd.

Lider tego ugrupowania, Jarosław Kaczyński, jest moim zdaniem destruktorem! Ten człowiek nie potrafiłby nawet złożyć zabawki z jajka niespodzianki! Zniszczyłby ją, a za zniszczenie obwinił Rząd Tuska, „układ” i Putina. A ktoś obok powiedziałby, że to wynik gry przeciwko nie mu i specjalnie sprzedano mu jajko z zabawką, której nie da się złożyć. Kilka dni później zbrojne grupy moherowych beretów protestowałyby przeciwko sprzedaży jajek niespodzianek, a Antoni Macierewicz rozpoczął by lustrację wszystkich zabawek.

Kaczyński na dodatek otacza się ludźmi, którzy moim zdaniem są tłumokami. Takim tłumokiem jest np. wiceprezes PiS Beata Szydło. Chodzące nieporozumienie, które się wzięło nie wiadomo skąd. O posłance Kempie nie wspomnę, bo to materiał na zupełnie oddzielny wpis. Agent Tomek? Typowy przykład pisowskiego aparatczyka.

PiS nie posiada żadnego merytorycznego planu. Nie myśli o przyszłości, za to próbuje wszelkie możliwe siły przeznaczyć na wyjaśnienie (czyt. udowodnienie winy Tuska i Komorowskiego) katastrofy smoleńskiej. Pomysły, które wysnuwają są tak idiotyczne, że aż straszne i destrukcyjne. Jeśli dojdą do władzy będziemy mieć równię pochyłą. Bardzo pochyłą.

Chciałbym jeszcze wyrazić swoje zdanie na temat Antoniego Macierewicza. Na mojej osobistej „liście oszołomów” zajmuje zaszczytne miejsce numer jeden. Zaraz za nim jest Jarkacz ;-) Macierewicz to człowiek, który ma obsesję – tacy są najgorsi. Ma obsesję, że wszyscy są przeciwko niemu, że każdy go podsłuchuje, a samoloty mogą być „obezwładniane”. Oprócz oszołoma do głowy przychodzą mi jeszcze słowa takie jak: dureń, nieuk, karierowicz oraz parę innych niecenzuralnych.

PiS jako partia narzekaczy, którzy generują bzdurne, populistyczne hasła nie do zrealizowania nigdy, przenigdy nie dostanie mojego głosu. Już wolałbym głosować na Korwina-Mikke, chociaż to też oszołom, ale przynajmniej do Parlamentu nie wejdzie (czyli oddać głos stracony).

Sojusz Lewicy Demokratycznej

Z przykrością patrzę jak SLD leci w dół dzięki działaniom kompletnie niewypalonego przewodniczącego Grzegorza Napieralskiego. Jest sztuczny, nie wzbudza zaufania i jeszcze składa obietnice bez pokrycia. Za jego przewodniczenia do partii znowu przylgnęło określenie betonu. Niestety, to co powoli rozpoczynał Olejniczak zostało zaprzepaszczone przez Napieralskiego.

W SLD nie podoba mi się ich zbyt duże przywiązanie do związków zawodowych. No cóż, taki jest charakter partii lewicowej, ale związki zawodowe w Polsce to w moim osobistym odczuciu jeden z największych problemów, które nękają ten kraj. Zawsze są na nie. Chociaż to raczej Solidarność bliżej związana z PiS niż OPZZ związany z SLD. Ale związek zawodowy, jaki by nie był, działa destrukcyjnie.

W partii jest mało osób, które zasługują na moje uznanie. Osobiście lubię Janusza Zemke oraz oczywiście Ryszarda Kalisza. Janusz Zemke za dość trzeźwe spojrzenie na sprawy wojska, Ryszard Kalisz za poglądy społeczne. Cenię go za to, że nie boi się działać na rzecz ruchu LGBT. W zasadzie SLD to dla mnie tylko tych dwóch panów. Reszta to w ogóle jakaś pomyłka. I tylko jako głos poparcia dla nich w najbliższych wyborach będę głosował na listę SLD. Tylko dla nich. Niestety nie da się wyrazić sprzeciwu dla Grzegorza Napieralskiego.

Polskie Stronnictwo Ludowe

To też dziwna partia. Dziwna, a może raczej przewidywalna. Nie ma u nich medialnych transferów, nie ma afer… Po prostu nudaaaaa ;-) A jednak coś można o nich opowiedzieć. Zawsze są na granicy progu wyborczego, ale jak dotąd zawsze wchodzą do Parlamentu. W dużej mierze dzięki poparciu twardego elektoratu ze wsi. Chociaż osobiście nie potrafię zrozumieć dlaczego wieś na nich głosuje. Nie widzę silnego ich związku ze wsią. Po prostu nie widzę. Ale cóż. Tak to jest.

Waldemar Pawlak to bardzo kolorowa postać. Kolorowa, ale w dobrym znaczeniu. Osobiście wzbudza moją sympatię. Z kilku powodów. Po pierwsze jest bardzo zafascynowany nowoczesnymi technologiami (i najlepszym dla niego stanowiskiem byłby minister ds. nowych technologii) i darmowym oprogramowaniem. Osobiście widziałem, że na swoim laptopie ma zainstalowanego Linuksa. Po drugie jeździmy tym samym porannym pociągiem z Żyrardowa. I nie są to jakieś pojedyncze przypadki – praktycznie codziennie jeździ o 7.25 pospiesznym ;-) Kiedy zaczynał jeździć na peronie zawsze wzbudzał sensację. Teraz to już normalka ;-) Po trzecie ma dość trzeźwe spojrzenie na gospodarkę. Czasami ludzie uważają, że bzdury opowiada i się nie zna. Ale po chwili zastanowienia widać, że on to rozumie (a nie zawsze można powiedzieć to o niektórych ministrach).

Ale cóż… Przyjął złą strategię. A raczej partia przyjęła. Wystawienie w Warszawie Władysława Kozakiewicza to jakiś kabaret. Ten facet jest kompletnie nieprzygotowany. Ale to ich wybór. No i jeszcze dość konserwatywne poglądy społeczne oraz kwestia KRUS-u… A to już niefajne dla mnie.

W zasadzie to najlepszy kandydat dla mnie to byłby człowiek z poglądami społecznymi Ryszarda Kalisza i świadomością technologiczną oraz gospodarczą Waldemara Pawlaka, ale bez kwestii KRUS ;-)

Kongres Nowej Prawicy

Brr…. Jedyna formacja pozaparlamentarna o której wspomnę. Ugrupowanie Janusza Korwina-Mikke. Wspominam o nim dlatego, że często słyszę ludzi twierdzących, że na PiS nie zagłosują bo są idiotami (i słusznie), że na PO nie zagłosują, bo nie potrafią rządzić (trochę prawdy w tym jest) a SLD to beton (z Napieralskim niestety tak). Więc na kogo? Na Korwina, bo on wie co chce zrobić. Otóż on wie, wie… Ale to się kupy nie trzyma. Ten człowiek to po prostu przykład wszystkich możliwych skrajności. Homofob totalny, zwolennik kary śmierci (ciekawe jak chciałby ją przywrócić), idiota komunikacyjny (kilka lat temu chciał przerobić tunel średnicowy w Warszawie na dwupasmówkę przez Wisłę; a ostatnio stwierdził, że buspasy to dyskryminacja kierowców osobówek), anarchista (chciałby znieść podatki) oraz po części zwolennik totalitaryzmu (no bo jak inaczej te jego pomysły wprowadzić w życie). Niestety wykształcił u siebie niesamowitą zdolność nadawania populistycznego bełkotu i „ciemny lud” to kupuje… Na szczęście ma marne szanse na wejście do Parlamentu.

Na mojej osobistej liście oszołomów zajmuje jedno z czołowych miejsc. Które? Powiem jak ją posortuję do końca ;-)

Podsumowanie

I to by było na tyle. Za chwilę pewnie w komentarzach zostanę wyzwany od antychrystów i synów ubeka ;-) Mój czytelnik zza oceanu, zwany również trollem, z pewnością wyrazi bardzo dobitnie swoje zdanie o mnie. A ja tak chciałbym konstruktywnych wypowiedzi ;-)

Mam nadzieję, że nikt też mnie nie poda do sądu za słowa, które napisałem. Chyba nie przekroczyłem granicy wolności słowa. Gdybym chciał napisać wszystko co myślę prawdopodobnie ktoś by do mnie zapukał o szóstej rano ;-)

Ustawa o związkach partnerskich

Jestem po lekturze projektu ustawy o związkach partnerskich. I, szczerze mówiąc, nie bardzo rozumiem skąd wokół niej aż tyle rozgłosu.

Jestem osobą popierającą prawa mniejszości (narodowych/etnicznych/seksualnych itp.). Propozycja takiej ustawy już od dawna mnie interesowała. Bo dostrzegam problem. Problemem są: zmniejszająca się liczba zawieranych małżeństw (cywilnych i konkordatowych), zwiększająca się liczba rozwodów oraz powiększające się grono par żyjących w konkubinacie (określanym barwnie jako „życie na kocią łapę”). Hmm… Przy czym to ostatnie to w zasadzie nie problem.

Kościół Rzymskokatolicki w Polsce cały czas krzyczy, że to źle, że młodzi ludzie nie decydują się na wstąpienie w związek małżeński. Na ich miejscu też bym krzyczał. W końcu przecież na tym zarabiają. Jak młodzi nie wezmą ślubu to pewnie i do chrztu nie poślą dzieci. A jak nie poślą do chrztu to i komunia, bierzmowanie i śluby też przepadną. W dłuższej perspektywie to przekreślenie sporego, nieopodatkowanego dochodu…

A Polacy coraz częściej decydują się na związki nieformalne. I dobrze! Mniej zachodu z formalnościami, brak wpływów do kasy Kościoła itp. Ale z drugiej strony źle, bo Rzeczpospolita Polska traktuje ich jako dwie niezależne jednostki… A ta ustawa ten problem rozwiązuje!

Oczywiście ta ustawa rozwiązuje też bardziej palący problem – związków jednopłciowych. Pewnie nawet nie zdajemy sobie sprawy jak wiele jest takich związków dookoła nas. I tacy ludzie nie mogą po sobie dziedziczyć (w przypadku śmierci jednego z nich majątek prędzej trafi do jakiegoś pociotka w piątej linii po kuzynie ze strony matki niż do partnera), nie mogą dowiadywać się o stan zdrowia partnera podczas jego pobytu w szpitalu, nie mogą podejmować decyzji o pochówku czy, tak już bardzo płytko, nie mogą skorzystać z ulgi podatkowej.

Moje zdanie jest następujące: jeśli te osoby tworzą związek dwóch osób, prowadzą wspólne gospodarstwo domowe, podejmują wspólne decyzje i wzajemnie się sobą opiekują to mają mieć prawo do tego, żeby po sobie dziedziczyć czy dowiadywać się o stan zdrowia! Koniec i kropka!

Zaraz pewnie odezwą się głosy przeciwników. Zarówno te kulturalne jak i te, w których będę wyzywany od części rowerowych. Już Wam, drodzy przeciwnicy, odpowiadam. Otóż to, że ktoś z kimś mieszka w jednym domu, że posiadają wspólny budżet domowy, że się sobą opiekują nie jest waszym interesem. To jest PRYWATNE życie tych ludzi i nikomu, szczególnie Wam, nie wolno w to ingerować, a tym bardziej próbować ich ograniczać w prawach. Wprowadzenie tej ustawy nie spowoduje w waszym życiu najmniejszych zmian. Nie poniesiecie żadnych jej kosztów, nie będziecie musieli się w żaden sposób do tego dostosowywać – w praktyce będzie to dla Was tak istotne jak zeszłoroczny śnieg. Oczywiście będzie to Was drażnić. Ale pytam się, co Was drażni? Co się Wam nie podoba? Wprowadzenie ustawy nie zmusi Was do szukania partnera tej samej płci.

Pozdrawiam wszystkich przeciwników i życzę im spokoju ducha. Bo pewnie o jego brak w tym całym gniewie i nienawiści chodzi :-)

Płatność kartą

Od dawna jest zwolennikiem płacenia kartą płatniczą. Jest to wygodne i szybkie. Nie trzeba się liczyć z drobniakami, nosić pełnego portfela a bank za nas prowadzi zestawienie wydatków.

Konto bankowe mam w Inteligo. Od pewnego czasu ten bank posiada w swojej ofercie kartę MasterCard z technologią PayPass. Inteligo jest chyba pierwszym bankiem, który zauważył jakie jest niebezpieczeństwo w pasku magnetycznym – taki pasek można skopiować w ułamku sekundy. Dlatego też, na tych kartach można w ogóle wyłączyć możliwość użycia paska magnetycznego. I tak też zrobiłem.

Kartę swoją mam już drugi miesiąc. Dotychczas nie miałem problemów, chociaż w kilku miejscach tłumaczyłem sprzedawcy, że jeśli jest chip to powinien z niego korzystać. Ale zawsze udawało mi się zapłacić. Do dzisiaj…

Tankowałem dzisiaj na stacji Lotos w Żyrardowie (na 1 Maja, na wyjeździe w kierunku Sochaczewa). Chciałem zapłacić kartą. Sprzedawczyni przeciągnęła pasek przez czytnik. Od razu zwróciłem jej uwagę, że w ten sposób nie powinna robić i autoryzacji nie będzie. Powiedziałem jej, żeby użyła chipa. Włożyła do czytnika i co? I nic… Czytnik chipów jest wyłączony… W drugim terminalu to samo. Inna karta również…

W efekcie musiałem dymać z buta do bankomatu (na szczęście jakieś 15 minut tylko). Po powrocie chciałem się widzieć z kierownikiem, żeby mu spokojnie wytłumaczyć dlaczego w ten sposób blokują się na przykład na klientów z zagranicy (np. karty brytyjskie o ile mi wiadomo w ogóle nie autoryzują się paskiem). Niestety dzisiaj sobota. Kierownika nie ma.

Ale kiedyś zrobię to samo w dzień powszedni. Sprowokuję ponownie tę samą sytuację. Ciekawe co powie kierownik…

Szkoda tylko, że to ja muszę im tłumaczyć zasady bezpieczeństwa jakie rządzą przy płatności kartą płatniczą.

Taurus

image

Złapałem go na wjeździe do Pruszkowa – EU44-007

Co tam Panie w polity… w piłce nożnej?

Kibicem piłki nożnej nie jestem. Nigdy nie byłem i pewnie już mi to nie grozi. W zasadzie to w ogóle nie interesuje mnie sport, zarówno czynny jak i ten oglądany w telewizji. Ale swoje zdanie co do ostatnio nagłośnionej sprawy burd kibiców mam!

Po meczu o Puchar Polski (dobrze mówię?) w Bydgoszczy rozpętała się burda kibiców, a zaraz po niej nagonka w mediach, która tylko obnażyła jak bardzo nieskuteczni jako naród (nie rząd, nie parlament, nie policja, tylko naród) jesteśmy w zwalczaniu chamstwa i agresji. Bijatyki na stadionach (i ogólnie akty chuligaństwa) mają kilka najważniejszych przyczyn:

  • Społeczne przyzwolenie – niestety Polacy to naród chamów (tak, mówię w tym miejscu również niestety o sobie), którzy nie rozumieją, że kultura, chociażby ograniczona do nie używania przekleństw w miejscach publicznych czy nawet nie palenia papierosów na chodniku albo przystanku autobusowym, to coś co wskazuje na to, że jesteśmy ludźmi cywilizowanymi. Stąd też mamy grupy dwunastolatków idące chodnikiem i rzucające takimi przekleństwami, że aż uszy więdną czy nawet biznesmenów w garniturach, którzy jak tylko „gębę otworzą” to od razu widać, że ten garnitur to tylko bardzo niepasująca otoczka.
  • Słabe prawo – jeśli za wyrwanie przystanku autobusowego nikt nie ponosi odpowiedzialności, bo „niska szkodliwość społeczna”…
  • Słaba egzekucja prawa – łączy się z punktem powyżej. Chuligani na stadionach często nawet nie zasłaniają twarzy – wiedzą, że nikt im nic nie zrobi. Nie muszą być anonimowi, a kara ich i tak nie dosięgnie. A gdyby tak każdemu wymierzyć dziesięć batów, nie później niż 24 godziny od zdarzenia? Jestem przekonany, że drugi raz już by się zastanowił czy chce wyrywać te krzesełka ;-)

Słyszałem dzisiaj o propozycji wprowadzenia zakazu zasłaniania twarzy na stadionach. Pomysł dobry, ale skoro i tak nie będzie ten zakaz przestrzegany? Po co?

Dlaczego Policja sobie nie poradziła w Bydgoszczy? Było jej za mało? Była za słabo przygotowana? Może za mało sprzętu? A może dowodzący operacją po prostu nie sprawdza się na swoim stanowisku?

A może warto wprowadzić bardzo szczegółowe kontrole przy wejściu na stadiony? Na wzór kontroli bezpieczeństwa na lotnisku? I wszystkich równo „przetrzepać”? ;-)

A może warto po prostu powiedzieć „NIE” chuligaństwu i nie przypatrywać się bezczynnie? Może czasem warto zainterweniować kiedy widzimy, że jakiś idiota kogoś zaczepia? Albo pijani chuligani wyrywają znaki drogowe? Każdy z nas ma komórkę. Czy tak ciężko zadzwonić na Policję albo Straż Miejską?

I dlaczego jeden debil potrafi samym krzykiem sterroryzować pełen autobus ludzi? Czy naprawdę nie rozumiemy tego, że to właśnie w nas – obywatelach – i w naszej współpracy jest siła?

Troll

Ponad rok mój blog był zamrożony. Większość czytelników gdzieś sobie poszła i pewnie już nie wróci. Ale…

Ale, pochwalić się muszę, że mam jednego zagorzałego czytelnika – trolla, który przedstawia się jako „kapral Wacek”, „kapral Bolek” albo „kapral Ziutek”. Do każdego nowego wpisu dodaje swój komentarz w stylu „powstań, piardnij, padnij”. Szczyt kunsztu literackiego ;-)

Dziękuję Ci kapralu Wacku/Bolku/Ziutku! Dzięki Tobie wiem, że warto coś czasem naskrobać. Przynajmniej ktoś to czyta ;-)

Proszę państwa, oto Basia :-)

image

image

image

Królewski ślub, a gospodarka

Nie mogę wyjść ze zdumienia. Wielka Brytania od wielu miesięcy jest w stanie głębokiego kryzysu ekonomicznego. Rząd tnie ostro wszystkie wydatki. Już nawet Polacy korzystający z ich pomocy socjalnej zaczynają narzekać ;-)

A mimo to wydają ogromne ilości gotówki na organizację ślubu i wesela. Ich przywiązanie do archaicznej monarchii jest niesamowite. Są tak tym zaślepieni, że pewnie wszystkie, nawet najbardziej absurdalne wydatki zdobyłyby poparcie społeczeństwa.

W Polsce na szczęście monarchii nie mamy. I pewnie tak szybko się nie dorobimy z powrotem ;-) Chociaż… Jeśli wybory jesienią wygra PiS, a Jarosław Kaczyński zostanie premierem… I jeśli będzie chciał się żenić (od dawna się przecież o tym mówi ;-) )… Zobaczycie Brytyjczycy! Takie wesele urządzimy, że wasze to będzie przy nim pikuś! Cały świat przyjedzie! Warszawę to całą zamkniemy, a państwo młodzi przejadą przez każdą, nawet najmniejszą uliczkę w Warszawie, a pewnie i na Wawel karocą zajadą! :-)