Blog
25
2009-09-30 19:36:50
No i poszło... Ćwierć wieku minęło ;-) Jestem stary jak to szwedzkie mięso ;-)
Od dzisiaj mam już tylko równe pięć lat żeby wykonać plan minimum. A plan minimum dotyczy:
- dr przed nazwiskiem
- min. 1 mln € na koncie
Oczywiście wszystko przed 30 września 2014 ;-)
Tagi: krzysiek
2009-06-03 21:29:05
Nie wiem czy zauważyliście, ale jakieś dwa tygodnie temu założyłem sobie konto na Twitterze. W prawej kolumnie pojawia się kilka ostatnich moich wpisów, ale wygląda to nieciekawie. Jak tylko znajdę odrobinę czasu (ostatnio dość często używane przeze mnie zdanie) to zrobię to tak jak być powinno - własna klasa komunikująca się z Twitterem za pośrednictwem ich API, a nie nienajlepszej jakości javascript.
A! Adres profilu to: http://twitter.com/krzsaw
Obiecuję sobie...
2009-05-22 22:37:20
Obiecuję sobie, że od jutra wracam do roboty... Takiej normalnej (min. 95% czasu efektywnej pracy), a nie powolnego obijania się bez zauważalnych postępów.
Plany po studiach
2009-01-28 18:28:00
Zważywszy na fakt, że zostało mi około pięciu miesięcy studiów muszę podjąć decyzję co ze sobą zrobić po uzyskaniu dyplomu.
Naturalnym wyjściem jest praca, normalna praca na etacie. Problem w tym, że nie widzę siebie pracującego w korporacji. Pęd za pieniądzem (jakkolwiek ważny by nie był), wyścig szczurów, podkładanie sobie nóg... To tylko stereotypy, ale odrobina prawdy w nich jest. To nie jest dla mnie.
Dlatego pozostaje jeszcze opcja rozpoczęcia studiów... doktoranckich. Tak, doktoranckich. Cztery lata studiów więcej, wyższy stopień naukowy, satysfakcja i samorozwijanie. Tym bardziej, że jestem zapraszany na te studia.
Ta opcja bardzo mnie kusi. Nawet kiedy pomyślę, że pieniądze, które będę zarabiał (niestety studia doktoranckie nie wiążą się z pieniędzmi) będą nieporównywalnie mniejsze od tego co mógłbym wyciągnąć w normalnym komercyjnym cywilnym rynku pracy.
Ale cóż... Mam przed sobą wyjątkowo ciekawy projekt, ważny i unikalny. I mam nadzieję, że uczestnictwo w tym projekcie zrekompensuje mi (jako doświadczenie, satysfakcja oraz pieniądze) to co tracę "niewypuszczając się" na rynek pracy.
Jednak najpierw to ja muszę obronić magisterkę. Dlatego gadanie "czego to ja bym nie chciał" uważam za przedwczesne i dziwię się sam sobie, że o tym wspominam ;-)
Projekt przejściowy
2009-01-15 23:37:30
Właśnie kończę prace nad moim projektem przejściowym na temat wardrivingu w sieciach bezprzewodowych (de facto wykonałem analizę najczęściej spotykanych zabezpieczeń traktując wardriving trochę po macoszemu). I mogę stwierdzić kilka rzeczy. Po pierwsze strasznie wolno mi to idzie... Rozpracowanie niektórych kwestii to mordęga (szczególnie 4-way handshake w 802.11i). Po drugie specyfikacja 802.11i (dość ciężka do zdobycia) jest znośnie napisana. Spodziewałem się tekstu na znacznie wyższym poziomie abstrakcji. Po trzecie w Internecie nie ma dobrych szczegółowych informacji na temat 802.11i i 802.1x (to samo tyczy się 802.11e). Efekt jest taki, że większość rzeczy muszę samodzielnie rozpracowywać, bo nikt tego jeszcze nie rozpracował i nie umieścił.
Zostało mi jeszcze opisanie kilku wybranych programów do nasłuchu i analizy zabezpieczeń sieci bezprzewodowych (będę chyba musiał też, żeby nie zostać posądzonym o stronniczość, opisać jakiś windowsowy program ;-)) i przeczytanie tego co dotychczas napisałem. Mam nadzieję, że do końca tygodnia zdążę to zrobić, tym bardziej, że w weekend mam jeszcze do przerobienia metodę generacji raportów zamówień (codename Samum ;-)) do jednego z prowadzonych przeze mnie projektów, dorobienie kilku funkcjonalności do innego projektu (w którym pokładam ogromne nadzieje), zrobienie prezentacji z analizatorów sieci (w mojej działce bezprzewodowych), nauczenie się na zaliczenie z Sieci IP (IPSec, Mobile IP, itp.), zdebugowanie programu kolegi i ewentualne wymyślenie i opracowanie kolejnej laborki...
A w przyszłym tygodniu... Muszę wygłosić "prelekcję" o analizatorach, poprowadzić dwie laborki, napisać zaliczenie z Sieci IP i zacząć zbierać 26 wpisów do indeksu (o ile indeks już będę mieć w ręku).
Taaak... Sesja się zbliża - zaczyna się hardkor! ;-)
Odrobina byczenia (się)
2009-01-02 18:04:08
W tym roku moja uczelnia zafundowała mi sporo wolnego na przełomie nowego roku. Właściwie to częściowo sobie sami zafundowaliśmy, ale uczelnia nie robiła problemów. Zajęcia skończyłem 18 grudnia, na uczelnię wrócę pewnie dopiero 8 stycznia, co daje całkiem przyjemne 20 dni wolnego.
Jest okazja, żeby się trochę pobyczyć, ale czy na pewno? Właśnie nie. Przez ten czas praktycznie cały czas siedzę przed komputerem i coś robię. A to drobne poprawki do jednego projektu, a to poprawki do drugiego, a to rozszerzenie trzeciego (aktualnie mam pięć projektów na głowie). Do tego dochodzą wszystkie "zaległości" z uczelni (sprawozdania, wstępy do laborek, które mi przyszło prowadzić itp.) Efekt jest taki, że chwilę odpoczynku zrobiłem sobie praktycznie tylko 26 grudnia, kiedy to na siłę zostałem wyciągnięty na wizytę u rodziny. A laptopa ze sobą nie wziąłem, bo nie wypadało ;-)
Jest jednak dobra strona takiego zajęcia. Wypadły mi z głowy wszystkie głupie pomysły, a wpadły pomysły inteligentne ;-) Może część z nich doczeka się realizacji prędzej czy później i może niektóre z nich nawet wypalą... Jedyne czego potrzeba to sporo zacięcia, chęci i odrobina pieniędzy ;-) I tego sobie na ten nowy rok życzę ;-)
Podsumowanie 2008
2008-12-31 18:53:55
Gdyby założyć, że w 2008 roku działo się tyle ile działo się na blogu, to ten rok miałby ogromne szanse na zdobycie miana najbardziej nudnego roku ze wszystkich. Jednak relacja jest odwrotna. Mało się działo na blogu, bo dużo się działo ogólnie. A teraz postaram się przytoczyć ważniejsze sprawy. O ile wszystkie je pamiętam...
Najważniejszą zmianą w mijającym roku była dla mnie praca. Skończyłem "pracę" dla CTB, gdzie "pracowałem" ponad cztery lata. Zacząłem pracować wreszcie w pełnym tego słowa znaczeniu, mimo że nadal na umowę o dzieło. Nie liczę epizodu z telemarketingiem z poprzedniego roku, bo lepiej się nie przyznawać ;-)
I tak: najpierw był Pierwszak.pl, który zajął mi prawie cztery miesiące naprawdę morderczej pracy i za niewielkie pieniądze... Szybko zrezygnowałem z dalszej pracy. Praca nie była satysfakcjonująca finansowo, a i zaczynały się pojawiać pierwsze zgrzyty w kontaktach ze zleceniodawcą - brak zdecydowania, ciągłe zmiany wcześniej ustalonych rzeczy, a czasami nawet traktowanie mnie jak niewolnika. Oddałem projekt i go porzuciłem. Do dzisiaj projekt trwa w prawie niezmienionej postaci - można rzec wegetuje. Z tego co wiem nikt na dłuższą metę nie podjął się kontynuacji mojego dzieła. I przypuszczam, że rezygnowali nie ze względu na pieniądze (i tak pewnie niewielkie).
W międzyczasie, tak po znajomości (tak się większość zleceń niestety załatwia...) wykonałem szybki, ale niezbyt prosty projekt dla pewnej warszawskiej agencji reklamowej. System reklamowo-konkursowy dla Petronas Lubricants Poland - Dzień Dobry Chiny - Ni hao China. W porównaniu z Pierwszakiem, to praca była przyjemna i znacznie lepiej płatna (w przeliczeniu na miesięczną stawkę to sześciokrotnie lepiej ;-)). Nadal zajmuję się tym projektem i będę się nim zajmował jeszcze kilkanaście dni, bo właśnie konkurs się kończy. Dzięki temu zdobyłem jeszcze większe doświadczenie.
W sierpniu musiałem zrealizować praktykę miesięczną. Odbyłem ją w Instytucie Łączności w Miedzeszynie. Praktyka bardzo przyjemna. A ponieważ pracowałem w PHP to trochę się nauczyłem i trochę wiedzy przekazałem ;-)) Jednak sam sierpień to jednak był miesiąc makabryczny. Cztery godziny snu to była norma. Pobudka po piątej, pociąg o 6:30, o ósmej w Miedzeszynie, w domu około szesnastej, obiad i praca do pierwszej w nocy... Straszne zmęczenie... Ale terminy goniły.
Wrzesień to kolejny miesiąc zawalony pracą. Pierwsze dni września to jeszcze Pierwszak, kolejne dni to już trzy następne projekty dla agencji reklamowej. Pracy było tyle, że w pewnym momencie "zatrudniałem" dwóch znajomych ;-) Ale jakoś ze wszystkim zdążyliśmy. I we wrześniu, z części zarobionych pieniędzy zaopatrzyłem się w odrobinę nowego sprzętu ;-)
We wrześniu nawet występowałem w telewizji, ale o tym lepiej się nie rozpisywać ;-)
Październik... Nowy rok akademicki, ostatni mój rok na uczelni jako student. Okazało się, że wyniki z poprzedniego roku pozwoliły mi zdobyć stypendium (a właściwie drugi próg stypendialny, średnia powyżej 4,4 ;-))
Jeszcze pod koniec października trafiła się kolejna praca. Tym razem projekt dla uczelni. Ktoś, nadal nie wiem kto, powiedział, że jestem dobrym PHP-owcem i w ten sposób trafiłem do zespołu konstrukcyjnego serwera praw autorskich... Efekt? Srebrny medal na "Brussels Innova 2008" i złoty na "Seoul International Invention Fair 2008". Opłacało się? Satysfakcja bardzo wielka, pieniądze i tak większe niż za Pierwszaka (chyba Pierwszak stanie się moim źródłem odniesienia) ;-)
I jakoś tak do grudnia się rok potoczył. Pierwsza połowa (no powiedzmy do maja) nie wyróżniała się niczym szczególnym. Po maju - zupełnie inny świat.
Ale wszystko to tylko praca i szkoła. A w życiu osobistym? Praktycznie nic nowego. Przybył kolejny rok na karku, przez wakacje cztery kilogramy utyłem, trochę mi się zakola powiększyły, podwyższyła mi się samoocena, ale dziewczyny się nie dorobiłem. Właściwie to nic dziwnego, bo po tym roku stałem się jeszcze trudniejszym do zniesienia geekiem i kompletnie niereformowalnym bucem ;-)
Tagi: krzysiek
Skończyłem osiemnastkę!
2008-09-30 15:17:57
Dzisiaj kończę 18 lat... Wróć! 0x18 lat ;-) Jestem stary, zgrzybiały i stetryczały, ale przynajmniej mogę się heksadecymalnie odmłodzić ;-)
Tagi: krzysiek
Przenosiny
2008-09-25 15:19:01
W ciągu najbliższych kilku dni Antylameriadę czekają kolejne przenosiny. Tym razem przeniesiemy się za Ocean, konkretnie na drugi koniec świata, bo aż do Los Angeles ;-)
Wykupiłem hosting na Dreamhost.com z dożywotnio nieograniczonym pasmem i przestrzenią dyskową (promocja na jedenaste urodziny ;-)) i zamierzam to wykorzystać ;-)
Być może Antylameriadę czekać będzie też przebudowa... Jakby nie było trzon Antylameriady ma pięć lat, a od tego czasu trochę się w technologiach pozmieniało ;-)
P.S. Kurna... Jakbym nie miał nic do roboty ;-)
Tagi: antylameriada krzysiek hosting
Pozostał tydzień
2008-09-24 22:04:21
Już za tydzień znowu zaczyna się rok akademicki. Dla mnie będzie to już piąty, miejmy nadzieję, ostatni rok w Akademii, a zarazem dziewiętnasty rok nauki...
Ale ten czas szybko leci.
Z cyklu: chwila rozrywki
2008-09-20 15:17:46
Chwila rozrywki podczas pisania kodu - komentarz, który otrzymałem niedawno na Allegro:
Kiedyś, gdy będę już za stary by handlować na Allegro , zasiądę przy kominku , zapalę fajkę i opowiem wnukom o aukcji z Tym Człowiekiem ! To Lśniący Diament wśród Allegrowiczów. Dziękuję i pozdrawiam
A ja tylko potrzebowałem taniego pendrive'a do automatycznego robienia backupów ;-)
Telewizja kłamie! ;-)
2008-09-11 00:18:56
Krzysztof dzisiaj był... Wróć! Przestań wreszcie pisać o sobie w trzeciej osobie!
Dzisiaj byłem w Złotych Tarasach na nagraniu programu "Między sklepami", do którego zostałem zaproszony jako gość i miałem opowiedzieć o kłamstwie w pracy telemarketera. Ponieważ nagranie miało się zacząć około godziny trzynastej spokojnie mogłem rano załatwić kilka spraw związanych z pracą i chwilę przed dwunastą pojawiłem się w Złotych Tarasach.
Krótka rozmowa z kilkoma osobami z ekipy programu i wysyłka na makijaż ;-) Wybaczcie, ale muszę to opowiedzieć ;-) Jak wiadomo telewizja ma to do siebie, że nawet największa maszkara ma prawo w niej wyglądać wyśmienicie (no może dobrze), a wszystko dzięki wynalazkowi jakim jest makijaż. Ja, jak każdy szanujący się geek swojej cerze poświęcam naprawdę niewiele uwagi, co skutkuje eeee... Lepiej nie opowiadać. Ponadto, jak przyjęło się w naszym społeczeństwie, przedstawiciele płci brzydkiej makijażu nie używają lub używają go sporadycznie. Mi nigdy nie zdarzyło się mieć tego na twarzy, więc nie wiedziałem jak to wygląda z perspektywy tej istoty przykrytej "tapetą". Zaraz po nałożeniu ogromnej ilości fluidu/pudru (czy jak to się nazywa) świat stał się piękniejszy. Tak piękny, że aż prawie się popłakałem. Niestety piękność świata spowodowana była reakcją alergiczną na chemikalia, która objawiła się łzawieniem oczu, które jakoś udało mi się opanować przed nagraniem ;-) Ale efekt wizualny niesamowity. Skóra gładka jak wiadomo co niemowlaka, ale z bliska w jakimś dziwnym, nienaturalnym kolorze. A jakie problemy ze zmyciem tego ze skóry... Nie udało mi się wszystkiego usunąć na miejscu i wracałem z tym pociągiem... Wśród ludzi... W makijażu telewizyjnym... I stałem się obiektem mimowolnych, ciekawskich spojrzeń współpasażerów... Trudno. Najwyżej będą mnie mieli za "innego" ;-)
Dobra, koniec z makijażem. Przejdźmy do samego programu. Tematem programu było kłamstwo w życiu prywatnym i zawodowym. Z racji mojego (niedługiego) doświadczenia z telemarketingiem miałem opowiedzieć o kłamstwie w życiu zawodowym. No i opowiedziałem. I dowiedziałem się, że jestem diabłem wcielonym i nie mam kręgosłupa moralnego ;-) Diabłem wcielonym nie jestem, najwyżej diabełkiem, bo dopiero się uczę, a resztki kręgosłupa moralnego jeszcze pozostały. Co prawda kręgosłup jest z wyraźnym garbem, pokrzywiony i trzeszczy jak się rusza, ale jeszcze jest ;-) Po stwierdzeniu, że w trakcie tej rozmowy nie kłamałem zostałem ogłoszony nawróconym grzesznikiem ;-)
W efekcie nie zrobiłem z siebie idioty, ale chyba wioskowego głupka ;-)
Trudno. Teraz cały kraj, miliony widzów TVN Religia nie będą mnie znać jako człowieka, który coś wie o technologiach sieciowych, o systemach uniksowych, o kolei... Moja twarz już do końca życia będzie przypominała im o upierdliwym człowieku, który dzwonił do nich w czasie emisji "M jak miłość" i próbował sprzedać im najwyższej jakości bawełniane gacie z pięcioprocentowym dodatkiem elastanu. A akurat taki fajny odcinek był i nie mogli się w spokoju delektować sielanką u (chwila przeglądania Wikipedii) Mostowiaków ;-)
Dobra, teraz mam robotę. W ciągu sześciu dni muszę oddać jeden projekt, za dziesięć dni dwa następne. Następnym razem wypatrujcie mnie w programie "Jestem zbyt pazerny i biorę za dużo zleceń" ;-)
P.S. Telewizja kłamie. Ten wariat na ekranie co opowiada o sprzedaży męskiej bielizny to wcale nie ja! ;-)
Tagi: krzysiek telewizja telemarketing praca religia kłamstwo
Zaproszenie do telewizji
2008-09-08 00:59:05
W piątek dostałem maila z zaproszeniem do wystąpienia w programie "Między sklepami", emitowanego na antenie (tak, to nie żart) TVN Religia ;-)
Co Krzysiek ma wspólnego z religią i dlaczego właśnie Krzysiek został zaproszony. Otóż program ten, prowadzony przez Szymona Hołownię, ma konwencję talk-show i, jak na talk-show przystało, porusza w każdym odcinku inny temat. Akurat program, w którym mam wystąpić będzie dotyczył kłamstwa w życiu prywatnym i zawodowym. Zatem kolejna zagadka: czy Krzysiek kłamie w życiu prywatnym? A może w zawodowym? ;-)
Wyjaśnienie tego problemu jest niezwykle proste. Pamiętacie jak rok temu (a nawet ponad rok temu) opisałem w kilku wpisach swoje spostrzeżenia na temat pracy w zawodzie telemarketera? No właśnie, ten temat zainteresował twórców programu. Mam przedstawić swoje doświadczenia w "kłamstwie" nabyte podczas pracy w call center. Miejmy nadzieję, że Krzysztof nie będzie wypytywany o kłamstwa w życiu prywatnym, bo program będzie musiał być emitowany po dwudziestej drugiej ;-)
Oczywiście mogłem odmówić, ale tego nie zrobiłem. Z kilku prostych przyczyn:
- Uważam, że mam co nieco do powiedzenia na temat tej pracy mimo, że pracowałem tam tylko dwa i pół miesiąca i to rok temu.
- W swojej skromności zakładam, że nie zrobię z siebie głupka, chociaż założenie może okazać się błędne ;-)
- Twórcy programu wykazali się nadwyraz dużą determinacją, żeby się ze mną skontaktować, że już nie miałem sumienia odmówić.
- No i najważniejsze: kto mnie zobaczy? Powiedzmy sobie szczerze, czy ktoś z Was, tych sporadycznych czytelników ma dostęp do TVN Religia i świadomie ogląda programy w tej stacji? Naprawdę jest to niewielka liczba w porównaniu do 36 mln Polaków ;-)
Zatem w środę jadę do Złotych Tarasów (tam jest nagrywany program), poddam się "przesłuchaniu", a następnie sam przysłucham się komentarzom specjalistów, którzy pewnie skrytykują mnie za brak sumienia ;-)
Życzcie mi powodzenia ;-)
Tagi: krzysiek praca telemarketing telewizja
Wrzesień się zaczął
2008-09-06 20:18:51
Skończył się sierpień, skończyły mi się praktyki w Instytucie Łączności w Miedzeszynie i mogę się pełnoetatowo zająć zarabianiem pieniędzy ;-)
Praktyki były naprawdę w porządku, bo mogłem w praktyce wykorzystać swoje możliwości, do czegoś konkretnego się przydałem i raczej nie stanowiłem piątego koła u wozu ;-) A przy okazji wyjeździłem się linią otwocką i już mi jej wystarczy ;-)
Pierwszego września oddałem do użytku serwis komercyjny - Pierwszak.pl, czyli wyszukiwarkę placówek edukacyjnych, zajęć dodatkowych itp. W praktyce okazuje się, że jest to najbardziej rozbudowany portal tego typu w Polsce, bo jego konkurencją jest tylko jeden serwis, który nie oferuje tak wielu informacji. W przyszłości Pierwszak.pl będzie oferował znacznie bardziej kompleksową bazę danych, ale jak to wypali to dopiero pokaże czas.
Przede mną jeszcze trzy projekty do zrealizowania. Wszystkie analogiczne do Ni Hao China!, który wykonałem w lipcu i całkiem ładnie się na nim obłowiłem. Trzy projekty, warte sumarycznie kwotę z czterema zerami :-)
I trzeba znowu się brać do roboty ;-)
Tagi: krzysiek praca webmastering
Mądrość przyszła po miesiącach...
2008-07-22 18:43:51
Jakiś czas temu postanowiłem w jednym ze starych komputerów wymienić chłodzenie na procesorze, bo stare było wyjątkowo głośne i powodowało ból głowy. Zakupiłem nowy radiator z wiatrakiem niskoobrotowym, ale z dużymi łopatkami, zdjąłem stary, założyłem nowy i... Komputer się przestał uruchamiać...
Ponieważ nie mam zbyt wiele doświadczenia przy zakładaniu chłodzenia (moim zdaniem jest to najtrudniejsza czynność przy składaniu komputera, szczególnie przy Athlonach), a sam docisk uważałem za bardzo silny, to pierwsze co mi przyszło do głowy było "ukruszyłem rdzeń"...
Po kilku miesiącach stwierdziłem, że warto jednak uruchomić ten komputer i kupiłem na Allegro płytę z procesorem (fabrycznie wbudowany w płytę Duron 900). Cena, powiedzmy, nie warta wspominania ;-) Ponieważ i tej płyty nie udało mi się uruchomić (ale jeszcze będę kombinował), to spróbowałem jeszcze raz z tą starą. To samo. Wyłącza się po chwili. I w tym momencie objawił się mój geniusz! A może tak wyczyścić ustawienia BIOS-u? Wyczyściłem i co? I uruchomiła się... Kilka miesięcy musiałem czekać na tak prosty pomysł ;-)
Dobra, wracam do instalacji Debiana na tym komputerze ;-)
Godzinami przed komputerem
2008-07-11 21:23:27
Sesja się skończyła (nawiasem mówiąc średnia 4,75 jest rekordowo wysoka ;-)), wakacje się zaczęły i Krzysiek zaczął przesiadywać około osiemnastu godzin przed komputerem. Oczywiście Krzysztof nie gra, nie siedzi na czatach, nie podrywa różowych nastolatek. Krzysztof pracuje. Zasuwa jak tylko się da, klepiąc setki linii kodu w PHP licząc, że będzie działać jak należy...
Jeden z projektów jest już właściwie na ukończeniu i niedługo ujrzy światło dzienne. Ten projekt jest mały, ma jakieś 2300 linii kodu klas i jakiś 1000 linii poza klasami. Ale wystarczył, żeby mnie zmęczyć...
Teraz myślę o sobie jako o $this. Chcąc się podrapać wywołuję w głowę $this->_scratch($head), a lustro, kiedy do niego podchodzę klonuje mnie za pomocą mojej metody __clone(). Teraz już nie jest dobrze, a co dopiero będzie później, jeśli co najmniej do października jestem zawalony robotą w PHP...
Tagi: programowanie krzysiek php
Rzeczy się prostują...
2008-06-24 15:05:53
Semestr się prawie skończył. Zostało jeszcze kilka zaliczeń i egzaminów, ale to nic strasznego. Można powiedzieć, że wakacje tuż, tuż. Od października zaczynam piąty rok studiów. Ostatni... Czas niesamowicie szybko minął i już najwyższy czas myśleć o projekcie dyplomowym i samej pracy dyplomowej. Ale przede mną jeszcze trzy miesiące leżenia bykiem ;-)
No dobra, z tym leżeniem bykiem to solidnie przesadziłem. Wakacje w tym roku będą znacznie bardziej pracowite niż zeszłoroczne. W tamtym roku całe wakacje pracowałem na po południu w call center (do dziś z tej traumy nie mogę się wyleczyć ;-)), a nocami i wczesnymi porankami klepałem projekt w PHP (oczywiście za marne pieniądze). W tym roku nie idę do call center (nigdy więcej!), za to w sierpniu mam miesięczne praktyki w Instytucie Łączności (cywilnym) w Miedzeszynie. Niezorientowanym wyjaśnię, że Miedzeszyn jest częścią Warszawy położoną po prawej stronie Wisły, w dzielnicy Wawer, praktycznie na samym jej końcu. Pociągiem z dworca Zachodniego jedzie się 37 minut, autobusem minimum godzinę. Krótko mówiąc szykuje się niezła zabawa z dojazdami... Ale sam chciałem ;-) A na praktykach będę klepał w... PHP.
W lipcu i pod koniec czerwca również nie będę miał wolnego. Mam dwa projekty do zrealizowania. Oczywiście w PHP ;-) Jeden jest sporym serwisem i trochę czasu na niego trzeba poświęcić, a pieniądze będą niespecjalne, a drugi jest znacznie mniejszym serwisem programu partnerskiego jednej ze znanych międzynarodowych firm z branży petrochemicznej, będzie do wykonania w około trzy tygodnie, a pieniądze za niego będą naprawdę ciekawe ;-) Zatem, jak widać, nie będę mógł sobie próżnować... No może odrobinę we wrześniu ;-) Ale wtedy pewnie trafię do wariatkowa od ciągłego powtarzania $this ;-)
Ale skończmy gadać o pracy. Ważniejsza jest rzecz do obgadania! Ukończenie pierwszego etapu remontu linii Łódź - Warszawa! Wreszcie rozkład na dłużej niż miesiąc! Wreszcie koniec makabrycznych spóźnień (z wyjątkiem 16.06, kiedy to nastąpiło wykolejenie niedaleko Radziwiłłowa Mazowieckiego) i koniec postojów w Pruszkowie! No i mamy jakiś takt i łatwiej spamiętać godziny...
Dopowiem jeszcze, że byłem znowu na Pikniku Naukowym w tym roku, od rana do wieczora, nagadałem się, zmęczyłem, ale i sporo się nauczyłem. I to wszystko...
Praca
2008-05-17 22:17:14
A jednak! Jednak Krzysiek skusił się na pracę. A może to praca skusiła się na Krzyśka? Ciężko powiedzieć ;-)
Nie mogę na razie zbyt wiele powiedzieć, a właściwie zdradzić, na temat tej pracy. Ogólnie chodzi o to, że będę musiał napisać w PHP sporej wielkości serwis, którego podstawą będzie jedna z ogólnodostępnych baz danych. Jaka baza? A to na razie nie jest dla Was ważne ;-) Powiem tylko, że baza jest dystrybuowana w postaci plików Excela i ma bardzo nieprzemyślaną strukturę. Ale, tym będę się martwił za kilka dni jak zacznę ją gryźć. Póki co gryzę się z koncepcją realizacji technicznej niektórych zagadnień, aktualnie logowanie i bezpieczeństwo oraz co nieco już klepię w Vimie ;-)
Życzcie powodzenia ;-)
Czas do roboty?
2008-04-21 20:45:58
Czas do pracy? Ale takiej "normalnej", nie na wakacje i nie w call center? Chyba tak. Znalazłem ofertę, wysłałem CV, jestem umówiony na spotkanie z pracodawcą... Ale wciąż mam pewne obiekcje. Dobrze mi tak jak teraz, kiedy mogę odsypiać na wykładach, ale być na nich, a nie być w pracy. A to naprawdę pomaga. Ciężko będzie mi z takiego stanu zrezygnować...
Ale jak będzie to się dopiero okaże. Po pierwsze muszę spodobać się pracodawcy no i praca musi spodobać się mi. Jeśli oba te warunki zostaną spełnione to i tak zawsze mam możliwość zastanowić się. Zawsze mogę zrezygnować i trwać dalej w błogim stanie "prawie nieróbstwa", albo wreszcie podjąć "normalną" pracę i rozpocząć "karierę" na trudnym rynku prawie absolwentów uczelni wyższych.
Ale decyzja dopiero będzie miała szansę zostać podjęta. Jak będzie to się jeszcze okaże. Najpewniej w tym tygodniu.
Łyżwy
2008-02-02 23:04:43
Krzysztof dzisiaj, po raz pierwszy, stanął na lodowisku. Mimo, że już nie raz zdarzyło się Krzysztofowi stać na lodzie, ale nigdy mając łyżwy na nogach.
Jak dotąd łyżwy były rzeczą dla mnie niepojętą. A teraz są dla mnie rzeczą nadzwyczaj trudną. Niestety jestem sztywny jak sztacheta z dębowego drzewa i utrzymanie odpowiedniej do jazdy postawy jest dla mnie strasznym problemem ;-) Ale jakoś udało mi się przeżyć lodowisko zaliczając tylko jeden niegroźny upadek. Mimo wszystko najadłem się sporo wstydu, bo trzyletnie dzieci dużo szybciej łapały o co w tym wszystkim biega niż ja ;-)
Tagi: krzysiek
Podsumowanie roku 2007
2007-12-30 19:58:42
Rok 2007 już się kończy. Sporo się zmieniło, sporo się zmieniłem, sporo się działo i sporo mogło się stać. A jak to wygląda w moim skrócie?
- Styczeń
- Zaczęło się ostro. Wojskowa Akademia Techniczna miała zostać zlikwidowana. Studenci protestowali pod Sejmem. Ówczesny minister obrony narodowej - Radosław Sikorski miał kompletnie irracjonalny pomysł połączenia wszystkich uczelni wojskowych w jedną, co w rzeczywistości doprowadziłoby do zaprzepaszczenia dorobku WAT, AMW, WSOSP i WSOWLąd. Starania ówczesnego ministra na szczęście nie wypaliły, wskazany przez niego rektor rektorem już nie będzie od pierwszego stycznia, a sam minister zmienił barwy klubowe i znowu stał się ministrem... Ale innego resortu. Paranoja... Poza tym w styczniu przeszedł nad Polską huragan Cyryl. Straty, straty, straty...
- Luty
- Luty to oczywiście kolejna sesja na uczelni. Czysta i zaliczona w pierwszym terminie ;-) Prócz tego zacząłem wtedy pisać silnik sklepu internetowego. Sklep działa do dzisiaj, ma się nieźle i jego właściciel nie narzeka ;-)
- Marzec
- W marcu rozpoczęły się zmiany rozkładu co dwa tygodnie. Ciężko było się przyzwyczaić, bo jednego dnia jechałem 6:09, drugiego już musiałem 5:54. Ale jakoś się przeżyło. Szósty semestr studiów był już wtedy rozpoczęty na dobre. Zaparłem się, że będę chodził na wszystkie zajęcia (oczywiście mowa o nieobowiązkowych wykładach, bo ćwiczenia i laboratoria to konieczność) i chodziłem. A nawet dochodziłem ;-)
- Kwiecień
- W kwietniu sklep został oddany do użytku, a mi po głowie chodziła możliwość przejścia na studia mundurowe. Chodziła dość mocno, dopóki nie okazało się, że musiałbym cofnąć się na drugi rok studiów. Wtedy przestała mi chodzić...
- Maj
- Maj spędziłem pod znakiem Pikniku Naukowego Radia Bis oraz laboratoriów. Laboratoriów była masa. Ciężko było znaleźć czas na cokolwiek innego.
- Czerwiec
- Czerwiec to sesja. Sesja całkiem udana, bo zaliczona bez jednej drobnej rzeczy, której nie zaliczyłem tylko z powodu własnego lenistwa. We wrześniu udało się to zrobić bez problemu. W czerwcu też szukałem pracy na wakacje i jakimś dziwnym zrządzeniem losu trafiłem do telemarketingu... 26.06.2007 rozpoczęła się era Krzysztofa telemarketera ;-)
- Lipiec, Sierpień
- Dwa miesiące połączone, bo w praktyce niewiele się różniły. Wstawałem rano, pisałem silnik drugiego sklepu, a o trzynastej jechałem do roboty. Od piętnastej do dwudziestej pierwszej wciskałem ludziom produkty, których nie chcieli. Wracałem do domu, pisałem silnik sklepu i szedłem spać. Dzień za dniem moją jedyną rozrywką było ubieganie się o premię za wyniki. Jedyne różnice między lipcem i sierpniem to: pogoda i godzina zachodu słońca (w lipcu jeszcze było jasno jak wychodziłem z roboty). Ot całe wakacje.
- Wrzesień
- Miesiąc chyba najbardziej warty uwagi. Zakończyłem przygodę z telemarketingiem, oddałem drugi sklep do użytku, Parlament się samorozwiązał, udało się zaliczyć zaległość z szóstego semestru. No i jeszcze jedna rzecz, która napsuła mi krwi, sprawiła, że najpierw najadłem się strachu, potem wstydu, a w efekcie na końcu zmieniła moją własną opinię o sobie samym na jeszcze gorszą. Prawdopodobnie było to potrzebne, bo kilka rzeczy sobie uświadomiłem, a mimo wszystko do dziś jak sobie o tym przypomnę to mnie szlag trafia. Teraz pewnie się tak szybko nie odważę na podobne posunięcie.
- Październik
- Rozpoczął się kolejny rok akademicki. Dla mnie już czwarty. Pozwolił mi trochę zapomnieć o wydarzeniach września i przywrócił mi równowagę psychiczną. Ponownie zaczęło się wstawanie o piątej rano i dojazdy zatłoczonymi pociągami ;-) Jakimś dziwnym trafem, w niezupełnie demokratycznych wyborach, a właściwie w kuluarowych rozmowach "ludzi z układu" stałem się starostą własnej grupy. Poza tym wybory, porażka PIS-u, zakup laptopa i zmiana dostawcy Internetu.
- Listopad, Grudzień
- Dwa kolejne miesiące bardzo do siebie podobne. Nic nadzwyczajnego się nie stało. No może poza kolejną zmianą rozkładu i problemami natury gastrycznej w ostatnich dniach. Nie warto wspominać ;-)
A jakbym ogólnie ocenił ten rok? Jako udany i nieudany. Udany w sferze rozwijania własnych umiejętności zawodowych, a nieudany w sferze każdej innej, w szczególności prywatnej. Mógł być lepszy, mógł być ciekawszy, mogło wreszcie mi się parę rzeczy udać. Ale trudno...
Tagi: krzysiek
Święta, koniec roku, ehh...
2007-12-24 20:33:11
Zaczęły się Święta. Znowu w większości stacji radiowych leci ten przeklęty, hiperwkurzający "przebój" wszechczasów "Last Christmas". Ścierpieć go nie mogę. Włączam tylko TOK FM, w którym zarzekli się, że nie będą go puszczać.
Święta coraz bardziej, z roku na rok, mnie denerwują. Może nie same Święta, ale przesadne do nich podejście. Nierzadko można zaobserwować hipokryzję ludzi, którzy z jakiegoś dziwnego powodu nagle stają się aniołami. Oczywiście etat anioła przyjmują najwyżej na tydzień. Ja nie jestem idealny, nie chcę być hipokrytą, więc Święta staram się olać. Dla mnie to kolejny okres, w którym nie muszę jechać na uczelnię, mogę przesiedzieć sporo czasu przed komputerem i coś zrobić. To, że w telewizji leci po raz n-ty Kevin czy inne przeboje sprzed kilkunastu lat, a lista przebojów radiowych zawęża się do kilku pozycji, jeszcze jakoś jestem w stanie przeżyć. Jeszcze dwa lata temu byłem na tyle zdeterminowany i stwierdziłem, że wyślę życzenia do swoich znajomych. Rok temu i teraz stwierdziłem, że nie warto się wysilać na wymyślanie własnych życzeń (nie, nie używałem "gotowca", każdemu pisałem inne życzenia), skoro i tak w odpowiedzi dostanę jakiś oklepany wierszyk z błędami ortograficznymi. Zwątpiłem w ogóle w ideę tych życzeń. I tak się nikomu nie spełnią. Jeszcze takiej mocy sprawczej nie posiadłem ;-) Jednak nie wypada nie podziękować, więc wszystkim, którzy mi czegoś życzyli (nawet natychmiastowej śmierci) dziękuję, Wam życzę tego samego. I tak nic z tego nie wyjdzie ;-)
Zostało jeszcze kilka dni do końca roku. Trzeba się zebrać i zrobić jakieś podsumowanie. A jest co podsumowywać. Trochę rzeczy się działo. Ale o tym w oddzielnym wpisie już niedługo.
Mam kilka zaległości, muszę wreszcie się zmobilizować i zacząć pisać kilka rzeczy, które są aktualnie priorytetowe. Skoro się podjąłem, to muszę to wykonać. Szkoda tylko, że tak ciężko ostatnio przychodzą mi pomysły. Tych rewelacyjnych praktycznie nie mam w ogóle. Prawdopodobnie się starzeję... ;-)
Poza tym, mam nową antenę. I mam naprawdę niesamowite wrażenia. Okazało się, że moje łącze jest symetryczne. Mam megabit zarówno z, jak i do Internetu. Nawet na tej starej karcie D-Linka z chipsetem ACX (karta 802.11b!). Chodzi szybciutko, mam niewielkie opóźnienia do bramki, a retransmisja TCP występuje bardzo rzadko. Nawet połączenie do mojego komputera z zewnątrz działa bardzo szybko ;-)
Teraz jeszcze chcę sobie zrobić access pointa w domu, żeby nie podpinać do laptopa skrętki. Zakupiłem nawet drugą kartę na chipsecie Atherosa. Konkretnie TP-Link WN551G. I pojawił się problem. Otóż ta karta wymaga PCI 2.2, a mój router posiada tylko PCI 2.1 i płyta główna w ogóle nie widzi tej karty. Teraz muszę wymienić router na coś nowszego ;-) Już znalazłem komputer z Pentiumem III 733 MHz i płytą na chipsecie i810. Trochę nowsza, więc pewnie i PCI 2.2 już będzie mieć. Przy okazji zrobię upgrade Dappera do Gutsy'ego ;-)
Ok, starczy wylewności na dziś ;-)
Tagi: krzysiek
Zmiana operatora
2007-10-23 22:50:34
To już jutro! Czy Krzysztof sobie ze wszystkim poradzi? Czy nie wystąpią problemy natury technicznej? Czy megabit będzie w rzeczywistości megabitem? Odpowiedzi na te pytania w jutrzejszym odcinku ;-)
I doczekałem się ;-)
2007-10-22 22:30:41
Po pięciu tygodniach czekania, wreszcie doczekałem się mojego laptopa. Ale za to, jakby w ramach rekompensaty, zapłaciłem za niego nieco mniej ;-)
Siedzę sobie teraz na łóżku, z laptopem na kolanach i ogarnia mnie przerażenie, kiedy sobie zaczynam zdawać sprawę ile mam jeszcze rzeczy do zainstalowania i skonfigurowania. Nie wszystko mogę tak bezpośrednio przekopiować ze swojego desktopowego /home/krzysztof. Coś trzeba sobie zostawić do skonfigurowania ;-)
Ubuntu (już 7.10) zainstalowało się ładnie i bezproblemowo. Komputer w trakcie instalacji otrzymał nazwę ed74, jako że zdarzyło mi się dzisiaj nim jechać, a nazywać go en57 nie miałem sumienia ;-) Jest kilka rzeczy, które nie działają jak należy. Nie mogę wyłączyć karty Wi-Fi, nie działa rozjaśnianie wyświetlacza za pomocą przycisku Fn i... I to właściwie wszystko. Nie miałem okazji jeszcze wszystkiego przetestować, ale z pewnością wreszcie będę miał taką możliwość i porozwiązuję sobie napotkane problemy. Bo cóż innego, jak nie własnoręcznie skonfigurowany system sprawia największą przyjemność? ;-)
Ok, wracam do instalacji pakietów ;-)
Jak się rzeczy miewają
2007-10-20 19:23:18
A rzeczy miewają się tak, że trochę zalatany jestem. Na uczelni jeszcze w miarę spokojnie, same wykłady, codziennie pobudka o piątej rano. Jednak dla mnie nie do końca tak spokojnie bo zostałem starostą swojej grupy. Głupi Krzysiek, głupi!
Będę zmieniał też swojego dostawcę Internetu. Stary przestał mnie zadowalać, ze swoimi cenami i przepustowościami niezmiennymi od trzech lat. Teraz, za niewiele większe pieniądze będę miał łącze megabitowe z publicznym adresem IP. Oczywiście radiem ;-)
Stałem się też miłośnikiem kebabów na Dworcu Zachodnim. Jem i wcale się nie zastanawiam co jem. Może lepiej jak będę nieświadomy ;-)
Mój zamówiony laptop prawdopodobnie już jest w Polsce, albo właśnie do niej dopływa i będę miał go na dniach.
Jak będę miał już lepsze łącze to dokonam aktualizacji systemu z Feisty na Gutsy. Teraz mi się nie opłaca ;-)
Będę też udzielał korepetycji z matematyki na poziomie liceum. Rozruszam sobie trochę szare komórki ;-)
Aktualnie w wolnym czasie kończę czytać "Shoguna". Niestety przez wakacje nie zdobyłem trzeciego tomu tej powieści. Teraz mi się udało. W zanadrzu mam jeszcze Kotowskiego i Grooma.
A jutro obowiązkowo oczywiście pójdę oddać swój głos. Wiecie na jaką listę.
A najlepsze w tym jest to, że wszystko się kumuluje w tym samym czasie (laptop, korepetycje, Gutsy, zmiana providera, kolokwium z TST i kilka innych obowiązków). Ale trzeba sobie z tym jakoś poradzić ;-)
Tagi: krzysiek
Kolejny bezowocny rok
2007-09-30 22:56:16
No i minął kolejny bezowocny rok mojej egzystencji na tym świecie. Dwudziesty trzeci z kolei... Czuję się stary, zgrzybiały, stetryczały i zgorzkniały. A właściwie nie czuję się, a jestem stary, zgrzybiały, stetryczały i zgorzkniały.
Zawsze pod koniec września łapie mnie melancholijny nastrój. Zawsze wtedy zaczynam sobie zdawać sprawę jak beznadziejny jestem - czego nie umiem i czego się boję. Oczywiście postanawiam wtedy coś ze sobą zmienić i, tu dwie opcje, albo postanowienie upada, albo próba jego realizacji staje się kompletną klapą. Z roku na rok coraz mniej postanowień upada - co jest dobre - ale coraz więcej realizacji staje się kompletną klapą - co już takie fajne nie jest.
Mimo wszystko zauważam w sobie jakieś zmiany na plus. Niewielkie, ale są. Nie wymienię ich bo jeszcze się uśmiejecie, a mój "imidż" na tym straci ;-)
Zobaczymy co mi przyniesie dwudziesty czwarty rok życia. Może wreszcie coś się przełamie? Może wreszcie coś mi się we łbie poprzestawia? Ee.... Mało prawdopodobne...
A teraz pora spać, bo jutro o piątej pobudka i zaczynamy siódmy semestr studiów!
Tagi: krzysiek
Kilka słów o tym i tamtym
2007-09-09 23:02:18
Na początku muszę wyrazić swoje zadowolenie z samorozwiązania Parlamentu. Niestety wykazuję obawę, że następny może być taki sam o ile nie gorszy. Mimo to cieszę się, że wreszcie Kaczory zorientowały się, że ich możliwości się skończyły. Oby ich czas się skończył!
Po drugie, muszę się pochwalić, że praktycznie skończyłem już drugi w swojej karierze sklep internetowy. Napisany od początku do końca w obiektowym PHP 5, pozbawiony najbardziej rażących wad (może nie tyle wad, co nieeleganckich rozwiązań) swojego poprzednika oraz wykorzystujący AJAX pochłonął prawie dwa miesiące mojego czasu (tego, który miałem "wolny"). Już jest dostępny w sieci, ale adresem pochwalę się później ;-)
Po trzecie jestem zaskoczony swoim planem zajęć na przyszły semestr. Codziennie na ósmą rano, a to oznacza, że będę musiał swoje zwłoki podnosić z wyra już o 4.50 ;-) Prawie jak piekarze ;-)
Po czwarte, przechodzę swego rodzaju metamorfozę. Momentami na lepsze, momentami na gorsze (niestety w tych ważniejszych momentach na gorsze) i zaczynam się naprawdę głęboko zastanawiać nad swoimi wadami. Można powiedzieć nawet, że za głęboko bo samoocena mi drastycznie spadła w dół. Nie bez powodu... Powiedzmy sobie szczerze. Kilka dni temu doznałem szoku po tym jak uświadomiłem sobie, że w pewnych sytuacjach, nie pytajcie jakich, totalnie panikuję, a chwilę później jestem już spokojnym, rozluźnionym... totalnym chamem. Czar prysł. Nie jestem taki wspaniały jakim się sobie wydawałem.
Po piąte, muszę wreszcie się wziąć za zaległość z poprzedniego semestru.
Po szóste, noszę się z zamiarem kupna laptopa. Ale raczej takiego z niższej półki. Upatrzyłem sobie Fujitsu-Siemensa Amilo Pro V3515. Najbardziej interesuje mnie konfiguracja z Pentiumem Dual Core (taki zubożony Core Duo) 1,73 lub 1,86 GHz i 1 GB RAM-u. Oczywiście wersja z Linuksem, bo za Windowsa nie będę dopłacał. Potrzebna mi Vista jak dziura w moście. Ten laptop nie jest wzorem wyposażenia dodatkowego, ale ma wszystko czego mi potrzeba. Charakter mojego użytkowania komputera jest dość prosty. Byle działała przeglądarka, Gajim, Sylpheed, Vim i OpenOffice. A to działać będzie napewno ;-)
Swoją drogą, przeglądam czasem różne opinie o laptopach i czasem mnie szlag trafia jak widzę, że coraz więcej opinii o laptopie opiera się tylko na tym, że działa/nie działa jakaś gra. Uważam za ostatni kretynizm kupno laptopa tylko po to, żeby grać. Ja, z pewnością, nie będę wybierał laptopa kierując się takimi kryteriami...
Po siódme... Albo już skończę ;-)
Krzysztof już nie telemarketer
2007-09-08 18:11:03
Wczoraj po raz ostatni wciskałem "produkt" przez telefon. Zakończyłem swoją przygodę z telemarketingiem i nigdy więcej do tego nie wrócę. Zarobek niespecjalny, a namęczyć się trzeba. Codzienna chrypka i drapanie w gardle. Na dodatek ten zmieniony tryb dnia... Praca od piętnastej do dwudziestej pierwszej naprawdę może wybić z normalnego rytmu życia. Na szczęście do końca września mogę trochę odpocząć. Właściwie to mam jeszcze wiele planów do zrealizowania do końca września, ale nie są one tak wyniszczające ;-)
W trakcie swojej pracy sprzedałem przez telefon, bagatela, 702 sztuki męskiej bielizny ;-) A zatem wygenerowałem przychód 10459,80 zł. Zarobiłem z tego... E... Lepiej nie wspominać. Schudłem pięc kilogramów, powiększyła mi się łysina i zdarłem głos...
Jednak poznałem wiele fajnych osób, z którymi się przyjemnie pracowało. Co jak co, ale tamta atmosfera była bardzo fajna i trochę szkoda było się stamtąd uwalniać ;-)
A jednak teraz trzeba zająć się rzeczami ważniejszymi, chociażby uzupełnieniem tej jednej, jedynej zaległości z szóstego semestru ;-)
Tagi: krzysiek telemarketer
Tchórz, ciąg dalszy
2007-09-06 12:10:35
Dobra, może Krzysiek nie jest takim wielkim tchórzem, jak siebie przedstawiał w poniedziałek, ale nie zmienia to faktu, że coś z nim jest nie tak...
Tagi: krzysiek
Tchórz!
2007-09-03 22:37:09
Krzysztof jest obrzydłym, głupim, śmierdzącym tchórzem. O! I tyle mogę o sobie powiedzieć!
Tagi: krzysiek
Z frontu walki o premię i wyższą stawkę godzinową...
2007-08-28 11:51:17
Powiem tylko, że Krzysztof będzie pracował do dzewiątego września, czyli de facto do piątku, siódmego września. Krzysztof ucieka stamtąd, żeby mieć czas na wykurowanie głosu, przytycie kilku kilogramów oraz mentalne przygotowanie się do powrotu do Akademii.
Krzysztof, mimo wszystko, będzie bardzo mile wspominał pracę w tym dziwnym zawodzie ;-)
Tagi: krzysiek telemarketer
Pakiet kontrolny
2007-08-22 00:09:30
Żebyście nie zapomnieli o mnie opublikuję wreszcie kilka słów.
Po pierwsze, minęła już połowa sierpnia, a co za tym idzie minęło również pół moich wakacji. Krzysztof nadal pracuje, chociaż już zaczyna myśleć o zakończeniu pracy (najwyższa pora), bo rekordowo schudł. Bardzo schudł... Krzysztof również wyłysiał. Niestety, coraz bardziej zaczyna przypominać rzecznika (jeszcze istniejącego) rządu, któremu zakola sięgają prawie środka głowy. Krzysztof na dodatek ma bardzo zniszczony głos i cieszy się kiedy nie musi nic mówić.
Po drugie, pracuję nad kolejnym sklepem internetowym. Mogłem skorzystać z poprzedniego, ale ponieważ w tamtym popełniłem kilka błędów w założeniach projektowych (nie wspomnę już o tym, że projekt był naciągany do wymagań odbiorcy), postanowiłem napisać coś znowu od zera. Jestem już na etapie w pełni działającego sklepu, ale niestety jeszcze ma on niezbyt wielkie możliwości. Nowością, w tym sklepie jest wykorzystanie AJAX-a, w postaci użycia biblioteki xajax w panelu administracyjnym (bardzo wygodnie dzięki niej się pracuje) oraz do koszyka. Adżaksowy koszyk jest wręcz kapitalną sprawą. Właściwie już nie wyobrażam sobie innej możliwości ;-) Robię też wyszukiwarkę produktów, która będzie również korzystała z adżaksa. Oczywiście w planach są również wersje alternatywne koszyka i wyszukiwarki, nieadżaksowe, ale nie są one na wysokim priorytecie. Muszę również przyznać, że teraz pisanie sprawia mi przyjemność. Dobrze przemyślany projekt oraz wykorzystanie obiektowego PHP5 wszystko rozjaśniają ;-)
Krzysztof z niedowierzaniem, kompletnym ogłupieniem i szerokim uśmiechem obserwuje również jak czwarte erpe gnije śmierdząc bardziej niż trzecia. Nie, oczywiście, że z tego się nie cieszę. Wolałbym żyć w kraju rozsądnie rządzonym... Ale skoro mi nie jest dane, to trzeba jakoś to przeżyć i wesołe podejście do tego tematu może być jedynym właściwym... A nowe billboardy PiS są niesamowicie naciągane. Zdjęcie samego pana premiera Jarosława, w połowie swojej okazałości, z dziwną miną (na szczęście nie z grymasem á la Lech), okularami w ręku i podpisem "Zasady zobowiązują"? Jakie zasady? PiS? To raczej same kwasy, a nie zasady ;-)
Krzysztof korzysta również z tego, że pogoda nie jest taka zła i nadal jeździ pociągami z wystawioną głową. Z powodów czysto praktycznym tylko powrotnym, czyli (prawie) w nocy. Krzysztof ćwiczy swój zmysł powonienia wąchając zapachy smaru do zwrotnic, ścieranych wkładek hamulcowych, pracujących piekarni i padliny leżącej przy torach. Jestem dziwny, ale sprawia mi to przyjemność (no, może prócz tej padliny ;-))
Krzysztof już zaczyna tęsknić za Akademią. Ale niedługo pojedzie na WAT i będzie po tęsknocie. Swoją drogą zadziwiające jak bardzo można się do czegoś przyzwyczaić, a wręcz uzależnić, prawda?
Krzysztof również próbuje zebrać w sobie siły oraz odważyć się na wykonanie pewnej niezbyt skomplikowanej czynności, jednakże dla niego wręcz niewyobrażalnie trudnej. Jeśli mu się uda, to może coś napisze, jeśli nie to Krzysztof będzie na siebie zły... Z resztą, żadna to nowość...
I dlaczego Krzysztof zaczyna o sobie pisać w trzeciej osobie? Paranoja, czy co?! ;-)
Krótki wpis informacyjny
2007-07-19 23:22:09
Wbrew krążącym pogłoskom Krzysztof żyje. Trochę zmizerniał, ale wciąż jeszcze chodzi o własnych siłach.
Krzysztof wciąż poszerza swoją wiedzę w zakresie telemarketingu i, trzeba przyznać, staje się w tej dziedzinie coraz lepszy. Oczywiście współczuję klientom, którzy natrafiają na Krzysztofa ;-)
Z życia przeklętego telemarketera - dzień czwarty
2007-07-05 00:28:10
Dziś (właściwie wczoraj) minął czwarty dzień mojej pracy jako telemarketer. Wrażenia? Nie jest źle. Faktycznie jest to dość nużąca praca, ale można to przeboleć. Gorzej tylko z godzinami pracy, bo okazało się, że nie ma szans na pracę rano i niestety będę musiał przyzwyczaić się do wieczornego trybu życia. Najgorsze jest to, że rano praktycznie nie mam szans na zrobienie niczego, bo za cokolwiek się wezmę, to z pewnością nie zdążę.
Ale pracuje się całkiem w porządku. Już dwa razy zarobiłem premię za sprzedaż ;-) Oczywiście miałem kilka rzutów słuchawką, nieco ostrzejszych słów, ale żadnej wiązki mięsa jeszcze nie otrzymałem ;-) Dzienna ilość rozmów waha się pomiędzy 150 a 160 i wygadany czas w okolicach trzech i pół godziny (reszta to uzupełnianie danych i czekanie na połączenia). Jak już się zacznie, to potem leci jak z płatka i nawet nie zauważa się mijającego czasu ;-)
Dobra, a teraz idę spać, bo już jestem padnięty ;-)
Tagi: krzysiek telemarketer
Z życia przeklętego telemarketera - dzień pierwszy
2007-06-26 00:15:50
I stało się. Wybiła godzina czternasta, dnia 25.06.2007, kiedy to Krzysztof, dotychczas ogólnie nielubiany mimowolny członek społeczeństwa wkroczył na drogę wciąż mimowolnego członka społeczeństwa, ale za to bardziej nielubianego. Krzysztof stał się telemarketerem...
O godzinie czternastej, miałem jeszcze spotkanie, na którym musiałem przeprowadzić rozmowę na sucho. Po tej rozmowie, okazało się, że Krzysztof jest bardzo zdolnym uczniem i może zacząć kłamać dzwonić od razu, a niektórzy powinni jeszcze przysłuchać się kilku rozmowom. I tak, około piętnastej czterdzieści wykonałem swój pierwszy telefon. Oczywiście zakończony porażką ;-) Okazało się, że osoba, której miałem dane, nie mieszka już pod tym adresem... Potem kilka standardowych odmów, rzuceń słuchawką, a w najlepszym razie zgód na zadzwonienie w innym terminie. Krzysztofowi się nie szczęściło. Mówi się trudno. W międzyczasie Krzysztof stał się inwigilowany, czyli jego rozmowy stały się kontrolowane. I nagle, jak za dotknięciem magicznej różdżki pojawia się pierwsza pozytywnie zakończona rozmowa! Osoba z Rawy Mazowieckiej! Czyżby lokalna solidarność? ;-)
A potem już jakoś szło. Nasłuchałem się sporo interesujących odpowiedzi: "Nie ma. W kartoflach jest.", "Do Niemiec pojechała", "Z dzieciakiem u doktora, bo wie Pan, dzieciakowi się porobiło..." itp. Zamówienia powoli szły. Około godziny dziewiętnastej, postanowiłem sobie zrobić przerwę, o którą nawet żołądek się upraszał. Ale, z ciekawości podliczyłem jeszcze wykonane rozmowy (a właściwie połączenia): 101! Sto jeden wykonanych połączeń, z czego około 60% kończyło się po przedstawieniu produktu, a nie przed ;-) Na 101 rozmów, osiem zamówień. Nie jest źle, jak na pierwszy dzień pracy ;-)
Ale czas leciał, po dziewiętnastej, mimo, że byłem w pełni sił, a regułka w moim wydaniu brzmiała coraz naturalniej, niestety zainteresowanie spadło. Dostałem nawet ochrzan od męża pewnej pani, którą miałem w bazie, że nie powinienem do niej dzwonić, bo nie wypada ;-) Poza tym natłumaczyłem się również w jaki sposób dane klientów trafiły do nas, nawet pomimo tego, że mają zastrzeżone numery telefonów. Przed godziną dwudziestą pierwszą miałem już jedenaście zamówień. Jeszcze jedno, a będę miał premię! Ale niestety nie dane mi było zdobyć premii. Wybiła godzina 21.00 i dzwonić już się nie dało... A ja wciąż próbowałem, bo zegarek mojego komputera oszukiwał mnie przez cały czas o dwadzieścia minut ;-) Licznik tego dnia zakończył się na 155 połączeniach ;-)
Kilka uwag po pierwszym dniu:
- Muszę nauczyć się wolniej czytać. Niestety łapię się na tym, że wpadam w wysokie obroty, co czasem bywa przydatne, ale niestety nie w tej pracy.
- Muszę lepiej aranżować całą rozmowę, bo wciąż mam problemy z utrzymaniem wątku, kiedy odbiegam od skryptu.
- Dochodziły mnie słuchy, że w bazie danych są same młode matki. Chyba jest to prawdą, bo po dwudziestej kompletnie nie dało się rozmawiać. W najlepszym wypadku słychać było tylko krzyki dziecka, a zazwyczaj trzeba było odkładać rozmowę na później, bo było albo usypianie albo kąpanie dziecka...
- A najgorsze w tej pracy jest to, że trzeba być miłym, a do tego nie jestem przyzwyczajony ;-)
- Pozostało mi jeszcze 36 milionów Polaków do obdzwonienia :-)
I jeszcze rada dla Was: Uważajcie na wszelkie pola typu "Zgadzam się na przetwarzanie moich danych osobowych...", bo do Was też kiedyś może zadzwonić BTFH, a wtedy już nie macie szans ;-)
Tagi: krzysiek telemarketer
Zawodowy kłamca
2007-06-23 12:21:57
Od poniedziałku, zaczynam pracę jako kłamca. Wczoraj przeszedłem szkolenie i od poniedziałku zaczynam pracę jako... Proszę się nie śmiać.... Telemarketer ;-) Jak to się stało, że tam trafiłem? Nie wiem, nie pytajcie. Jak mi to wyjdzie w praktyce? To się jeszcze okaże.
W ogóle byłem niesamowicie zaskoczony, ponieważ okazało się, że z pewnej grupy chłopaków, którzy byli na rozmowach kwalifikacyjnych tylko ja przeszedłem. W efekcie tego byłem wczoraj jedynym chłopakiem na szkoleniu. Mało tego! W moim wieku to w tej firmie jest już wyższa kadra, a ja zaczynam od najniższego stanowiska ;-) I nie pytajcie się, co będę sprzedawał ;-)
A sesja nadal trwa...
Wszelkie przekleństwa, narzekanie na telemarketerów, życzenia śmierci i pogróżki przyjmuję w komentarzach ;-)
Tagi: krzysiek
Jak Krzysztof wtorek spędził...
2007-06-20 00:33:38
Wybaczcie, że będzie tak szczegółowo ;-)
Krzysztof Ażzabardzopunktualny
Miałem dzisiaj mieć dwie rozmowy kwalifikacyjne w sprawie pracy (na początek na wakacje, a później to się jeszcze okaże). Nie powiem Wam jakiej pracy, ale z moimi kwalifikacjami... Domyślicie się ;-) O godzinie dwunastej byłem umówiony na rozmowę na Okęciu (nie, nie lotnisku, ale blisko). Pojechałem Ostrowianinem 10.12. O 10.56 miałem z Zachodniego 154, które spóźniło się jakieś dziesięć minut. Na miejscu byłem około 11.20. Zwiedziłem więc okolicę, obejrzałem rozkłady jazdy okolicznych przystanków, popatrzyłem na startujące samoloty i jakoś spędziłem... dwadzieścia minut. Trudno, dwadzieścia kolejnych poczekam na miejscu. Kilka minut przed dwunastą zostałem zaproszony na salę rekrutacji. Ja i jeszcze jeden chłopak. Prawdopodobnie miało się stawić więcej osób. Stchórzyli? ;-) Po krótkim wstępie zostałem sam na sam z rekruterką i rozpoczął się magiel, zwany rozmową kwalifikacyjną...
Krzysztof Rozgadany
W trakcie rozmowy kwalifikacyjnej dostałem serię pytań, różnych. Począwszy od opisania swoich wad i zalet do pytania o to co bym zrobił, gdybym dostał milion złotych. Traf chciał, że dzień wcześniej znalazłem w Sieci 150 najczęściej zadawanych pytań i jedynym, które mnie zaskoczyło było właśnie to pytanie z milionem złotych. Rozgadałem się. Stres praktycznie żaden, zdecydowane i oryginalne odpowiedzi, aż zaskoczyłem sam siebie ;-) Tak naprawdę, to była moja pierwsza rozmowa kwalifikacyjna w życiu przeprowadzona w ten sposób. Nie spodziewałem się, że tak gładko mi pójdzie. I nie wiedziałem też, że stwierdzenie, że studiuję na Wojskowej Akademii Technicznej wywoła taką reakcję. Jednak uczelnia ma siłę przebicia, nawet w tak niezwiązanej branży ;-)Wyszedłem po około dwudziestu minutach z zapewnieniem, że dostanę jeszcze dziś telefon i będę umawiać się na szkolenie.
Krzysztof Nieufny oraz Krzysztof Czasemgapa
Idę na przystanek. Pada deszcz. Już nigdy więcej nie zaufam prognozie pogody z Onetu. Według nich miał być krótki przelotny deszczyk, a tu się rozpętała spora burza (pioruny w okolicach lotniska) z oberwaniem chmury. Idę na przystanek 106. I Krzysztof Czasemgapa nie zauważył, że akurat dla 106 ten przystanek jest warunkowy. Zły na siebie pożegnałem wzrokiem mijające mnie Urbino 12 z Veolii. Trudno, trzeba to swoje głupstwo przełknąć. Idę na przystanek 154, mam za kilka minut. W rozkładzie brygada niskopodłogowa, może trafię na Grodziską Scanię... Nie trafiłem na Jelcza z Redutowej, trudno. Jadę do Zachodniej, wsiądę w jakiś pociąg i dojadę do Śródmieścia, bo następny punkt mojej podróży to agencja pracy przy Rondzie Dmowskiego. W międzyczasie ulewa jeszcze bardziej się rozhulała. Na szczęście, akurat ten Jelcz był szczelny ;-) Wysiadając z autobusu (już suchy) i wbiegając w tunel pod Zachodnim i tak zdążyłem zmoknąć. Poczułem się jakby ktoś mnie wiadrem wody oblał... Naprawdę ostry deszcz. Zastanawiałem się czy w taką pogodę jest sens jechać jeszcze do Centrum. W końcu tam nie mam konkretnego terminu wyznaczonego, ale zaryzykowałem. Akurat przyjechał kibel z Radomia. Kiedy dojeżdżałem do Ochoty deszcz przestał lać i już po prostu padało ;-) Przejście ze Śródmieścia na północno-wschodni róg Alei Jerozolimskich i Marszałkowskiej nawet nie spowodowało zbyt wielkiego nasiąknięcia deszczówką. Dotarłem na miejsce.
Krzysztof Rozchwytywany
Trochę zdezorientowany dziwnie opisanymi strzałkami dowiaduję się, że muszę wypełnić kwestionariusz. Wypełniam. Praktycznie to samo co w CV i liście motywacyjnym. Wchodzę do pokoju, w którym mam go oddać. Dowiaduję się na czym polega praca, czytam regulamin pracy (nawiasem mówiąc, czytając go poczułem się jak w obozie pracy) i dowiaduję się o warunkach. Gorsze, na Okęciu dużo lepsze warunki pracy i stawka większa. A tutaj... Chcą już podpisywać umowę i od jutra zaczynam pracę... Niestety. Hola, hola, proszę państwa. Sesję mam do końca następnego tygodnia, a poza tym wolę Okęcie. Stanęło na tym, że umowę mogę podpisać pod koniec czerwca, a pracę rozpocząłbym od drugiego lipca. Mi to pasuje. Będę miał czas na zastanowienie się ;-)
Krzysztof Czasemfartowny
Wracam. Idę na Śródmieście. Wchodząc widzę pociąg do Skierniewic. Biegiem! Niestety... Uciekł... Na Centralny nie idę, bo nie zdążę na Wrocławianina dobiec. Czekam na osobówkę do Radomia, może uda mi się przesiąść na Zachodnim (Wrocławianin odjeżdża 13.55 z szóstki, a osóbowki do Radomia też stają przy szóstce). Niestety na Ochocie wyprzedził mnie Wrocławianin, a przed Zachodnim, tam gdzie droga tej osobówki krzyżuje się z torami dalekobieżnymi jeszcze postałem trochę, żeby przepuścić Jaćwinga. Trudno, trochę poczekam. Wysiadam na Zachodnim, schodzę na dół, żeby zobaczyć, czy jest pospieszny do Łodzi o 14.25 (przy tak wielu zmianach rozkładów już sam się gubię), gdy nagle słyszę, że "Pociąg pospieszny Prząśniczka z Warszawy Wschodniej do Łodzi Fabrycznej przez Żyrardów, Skierniewice, Koluszki wjedzie na tor pierwszy przy peronie szóstym". O! A jednak mam farta ;-) Prząśniczka przesunięta 40 minut później. ;-) Wracając jeszcze odebrałem telefon i dowiedziałem się, że przeszedłem pomyślnie rekrutację i zaproszono mnie na szkolenie w piątek ;-)
I tak Krzysztof spędził wtorek. A teraz drodzy czytelnicy, zastanówcie się po co ja to w ogóle pisałem? Bo ja też nie wiem ;-)
Tagi: krzysiek
Graficzne beztalencie
2007-05-13 20:47:40
Rozmawiając z kolegą, przez przypadek zeszliśmy na temat braku umiejętności rysowniczych. Przypomniało mi się, jak w trzeciej klasie podstawówki (w 1993 roku... Ale ten czas leci....) zostałem przymusowo wysłany na "zajęcia wyrównawcze" z plastyki, po tym jak oddałem pracę, na której namalowałem jakąś postać, która miała ręce do ziemi, krzywe nogi, płaską głowę i wiele innych mankamentów oraz uparcie twierdziłem, że to człowiek ;-) Pamiętam to upokorzenie ;-)
Dzisiaj więc stwierdziłem, że może warto coś narysować. A cóż ja mogę narysować? Oczywiście, że coś kolejowego. Wziąłem więc jakieś zdjęcie (konkretnie wzorowałem się na łódzkiej EU07-443 i katowickiej EU07-433 - nawet numery mają podobne), ołówek, gumkę i kartkę papieru i namazałem. Dobrze, że zrobiłem tylko rysunek czoła, a nie ryzykowałem perspektywy, bo skutki byłyby pewnie jeszcze bardziej opłakane. A więc proszę! EU07-443 sprofanowana przez Krzysztofa Sawickiego (mikole mnie wyklną za to) ;-)
Blogowa zabawa
2007-03-03 22:42:40
Od jakiegoś czasu krąży po blogach kolejna zabawa polegająca na wypisywaniu pięciu interesujących faktów o sobie. Wiedziałem, że prędzej czy później ktoś też mnie do niej wytypuje, ale że strzał przyjdzie stąd to się nie spodziewałem ;-) Ale, skoro już jest... A dorzucając fakt, że jestem rasowym narcyzem... Dobra, wchodzę w to ;-)
Od czego by tu zacząć? I jak wiele ujawnić? ;-)
- Mimo swojego mikolstwa wcale nie zwiedziłem wiele pociągiem. Od jakiegoś czasu myślę, żeby wreszcie nieco nadrobić i chociaż przejechać okoliczne linie, ale jakoś nie mogę się zdecydować.
- Zawsze dążyłem do tego, żeby być oryginalnym, ale w taki sposób, żeby za bardzo nie wyróżniać się z tłumu. W podstawówce, kiedy to wszyscy bawili się jojo i zbierali rysunkowe kartki z notatników ja zajmowałem się gromadzeniem najpierw monet, a potem znaczków pocztowych. Do dzisiaj trzymam cztery klasery swoich zbiorów ;-) Mało tego! Wtedy nawet miałem na tyle dużą siłę przebicia, że sporo osób zainteresowałem numizmatyką i filatelistyką. Jednak, jak zauważyliście, monety i znaczki nie przetrwały próby czasu i narodziła się miłość do kolei. Ale to się już stało, kiedy byłem starszy i ciężko będzie nazwać ją "młodzieńczym hobby".
- Kiedyś miałem drobny epizod piromana. Eksperymentowałem z prochem (na szczęście nie udało się ;-)), różnymi łatwopalnymi środkami, a nawet bombami. Kiedyś prawie podpaliłem szkołę. Dobrze, że mi to nie wyszło. Ale tak ogólnie to byłem spokojny. Takie głupoty do głowy odpalały chyba każdemu trzynastolatkowi. No, ale za to nigdy nie zapaliłem papierosa! :-)
- Jestem chorobliwie nieśmiały w stosunku do kobiet. I zdaję sobie z tego sprawę. Niestety... Niestety, bo kiedy próbuję z tym walczyć, to przestaję kontrolować to co mówię... Aj, źle to brzmi... Nie kontrolować, a zastanawiać się. Przestaję zastanawiać się nad tym co mówię i po prostu gadam głupoty. A im więcej głupot gadam, tym bardziej się denerwuję i efekt tego jest jeszcze gorszy. Kiedyś mi to praktycznie nie przeszkadzało, teraz coraz bardziej odczuwam skutki i wkurza mnie ten problem.
- Numer pięć... Co jako numer pięć? Może nieco kulinariów? ;-) Nie lubię mięs i wędlin. Nie lubię też większości zup. Nie cierpię gotowanej marchwi, ale za to surową lubię. Uwielbiam czosnek i cebulę, mógłbym je jeść na okrągło (ale wtedy już kompletnie wszyscy by ode mnie uciekali ;-)), ale tylko surowe. Lubię też grzyby, ale jakoś nie palę się do ich zbierania. Nie jadłem nigdy żadnych produktów kuchni chińskiej, wietnamskiej i tureckiej, bo na myśl o tym jak one są przyrządzane... Z fastfoodów ogólnie też rzadko korzystam i tylko gdy naprawdę wmówię sobie, że da się to zjeść.
- I jako bonus dopowiem tylko, że ostatnio głupio zaczynam się uśmiechać, kiedy wychodzę rano z domu na pociąg i obserwuję wschód słońca. I czy ktoś mi wytłumaczy dlaczego? ;-)
A ponieważ zabawa wymaga również wyznaczenia pięciu innych osób do kontynuowania, dlatego wyznaczam:
Kolejność przypadkowa, proszę się niczym nie sugerować. Ustrzelonych proszę o nieignorowanie obowiązku ;-)
Postanowienia noworoczne
2007-01-02 15:10:13
Najpewniej zestarzałem się i zgłupiałem do tego stopnia, że postanowiłem coś postanowić na nowy rok ;-)
Niektórzy chcą rzucić palenie, inni schudnąć kilkanaście kilogramów. Ja nie palę, więc jedno oklepane postanowienie odpada, a i schudnąć nie mam z czego (co najwyżej nieco przytyć), więc i drugie popularne postanowienie mnie nie dotyczy. Więc co tu wymyśleć?
Ale i tak nie będę oryginalny. Po pierwsze: chciałbym się zmobilizować do nauki i codziennie, choćby na kilkanaście minut, usiąść i rozwiązać jakieś zadanie. Po drugie chciałbym też nieco więcej pracować i nie odkładać wszystkiego na później, bo to "później" się kiepsko kończy. No i jeszcze chciałbym nieco częściej odwiedzać Parowozownię i pracować na jej rzecz.
A czy mi się uda? To jeszcze zobaczymy
Podsumowanie roku 2006!
2006-12-31 17:27:13
Najwyższa pora, żeby podsumować rok, który już (prawie) się skończył.
- Styczeń
- W styczniu usłyszeliśmy pierwsze plotki o rozszerzeniu składu rządu o Andrzeja Leppera. Plotki później okazały się prawdą. A poza tym: silne mrozy, męczący okres na uczelni (kumulacja zajęć), rekordowe spóźnienia pociągów, pojedyncze jednostki ekstremalnie nabite... I zacząłem ćwiczyć, dla własnej przyjemności ;-)
- Luty
- W lutym rozwiązałem wreszcie swój problem z Internetem, po tym jak wpadłem na pomysł zmiany MTU ;-) W lutym zaczęła się seria egzaminów z półprzewodników. Seria ta trwała do września ;-) Antylameriada przeniosła się do nowej firmy hostingowej i zaczęła korzystać z "przyjaznych adresów", przez co PageRank głównej strony skoczył do pięciu, a większości podstron do czterech :-)
- Marzec
- Marzec upłynął pod znakiem wolnego powrotu wiosny... i zaliczania zaległości, które warto było zaliczyć w miarę szybko ;-) Powoli rozpoczynałem też udany sezon fotograficzny ;-)
- Kwiecień
- Kwiecień to prócz ładnej pogody, sporo zajęć na uczelni i niczym szczególnym się ten miesiąc nie wyróżnił... No może poza pierwszymi sesjami na CMK ;-)
- Maj
- W maju CMK już była przeze mnie dość często odwiedzana. Całą grupą braliśmy rowery i fruu do Jaktorowa ;-) Styczniowa plotka stała się prawdą. Lepper został wicepremierem, a razem z nim Giertych... W maju miałem jeszcze więcej zajęć i jeszcze mniej wolnego czasu. Ale jakoś przeżyłem ;-) A Antylameriada zanotowało dziesięć tysięcy odwiedzin! :-)
- Czerwiec
- Czerwiec to praktycznie same studia i sesja... Ale ponieważ fiskus oddał część mojego podatku dorobiłem się nowego aparatu, więc fotografowania trochę też było ;-)
- Lipiec
- A w lipcu. W lipcu wreszcie miałem trochę odpoczynku. Często jeździłem na CMK (także o czwartej rano) i byłem po prostu szczęśliwy! :-) Dowiedziałem się też, że zostałem przyjęty na specjalność Systemy Teleinformatyczne, czyli będę kontynuował naukę w zawodzie wyniesionym z technikum ;-) A Roman zaczął dawać matury...
- Sierpień
- Sierpień to miesiąc, w którym nieco pogorszyła się pogoda, ale to nie przeszkodziło zbytnio w robieniu zdjęć ;-) W sierpniu również, bez żadnej decyzji, kompletnie spontanicznie, przerzuciłem się na Linuksa i trzymam się do dzisiaj. Na szczęście nie musiałem się uczyć tego systemu, bo już go od dłuższego czasu znałem ;-) Wciąż byłem zadowolony!
- Wrzesień
- Kampania wyborcza już się zaczynała. Niestety zbyt ciekawa i dynamiczna nie była :-/ A studia się zbliżały. Wakacje dobiegały już końca i trzeba było się wreszcie wziąć do roboty... Jako tako udało mi się pozaliczać. Zdałem też połprzewodniki, co było wielkim naszym sukcesem :-)
- Październik
- W październiku wziąłem się ostro do roboty. Ale niestety był to krótki okres... Większość rzeczy leżała później dość długo bez żadnych zmian. Ech, ten mój słomiany zapał... Ogólnie październik minął raczej na ponownym przystosowaniu się do studiów ;-)
- Listopad
- Listopad wyróżniającym się miesiącem nie był. No może prócz tego, że nawet polubiłem VHDL-a ;-)
- Grudzień
- Grudzień, jakich dawno nie było. Ciepły, bez śniegu, nawet słoneczny ;-) Spędzony niestety w większości na uczelni... No i bogaty w rozmyślania...
A jak ogólnie podsumować ten rok? Jako udany. Wiele się zmieniło. Poznałem sporo osób, nauczyłem się wielu rzeczy i coraz rozsądniej zacząłem myśleć. W porównaniu z poprzednim rokiem wygląda na to, że sporo zmądrzałem ;-) Ciekawe co przyniesie nowy rok ;-)
Mądrość ludowa
2006-12-06 22:49:51
Dzisiaj będzie w nieco innym stylu, niż w tym, do którego nawykliście czytając tego bloga. Mianowicie, będzie osobiście.
Kiedyś (nie ważne gdzie, nie ważne jak) usłyszałem stwierdzenie, że co siedem lat człowiekowi zmienia się charakter. Nie zastanawiałem się wtedy nad prawdziwością tego stwierdzenia, ale dzisiaj jestem skłonny stwierdzić, że coś w tym jest.
Oczywiście pierwszej "zmiany charakteru" nie pamiętam. Mając siedem lat człowiek nie zastanawia się nad własnym uwarunkowaniem psychicznym. Ale z "drugiej" zmiany już coś pamiętam. Szósta i siódma klasa podstawówki. Zmian było sporo, ale to można jeszcze wytłumaczyć okresem dorastania.
Trzecia zmiana, w wieku dwudziestu jeden lat przypadła w moim przypadku na początek drugiego roku studiów. Z oczywistych względów pamiętam najlepiej co się stało. Zmiany nie były nagłe, ani bardzo drastyczne, ale mimo wszystko były i nie można ich zbagatelizować. A cóż we mnie ewoluowało? Otóż stałem się bardziej otwarty. Mało kto stwierdziłby, że jestem otwarty do ludzi, ale ja zauważyłem, że trochę się posunąłem w tamtym kierunku. Zacząłem rejestrować to co nienamacalne, czyli wszelkie odczucia, przeczucia, uczucia itp., co wcześniej praktycznie dla mnie nie istniało. Stałem się pomocny. Już nie odmawiam pomocy w rozwiązaniu jakiegoś problemu "bo po prostu", a odmawiając przynajmniej posiadam jakiś argument przeciw. Ustabilizowały mi się poglądy, szczególnie w kwestiach etyki i moralności. Bardzo rażą mnie zachowania nieetyczne. No i się uspokoiłem, a właściwie stałem się bardziej cierpliwy, dużo mniej wybuchowy, rozmawiając mówię spokojnym głosem. Może nawet stałem się flegmatykiem...
A co pozostało? Nadal jestem nudziarzem. Nie potrafię (albo ludzie nie potrafią) ze mną nawiązać rozmowy na temat inny niż kolej czy studia. Niestety jestem monotematyczny, chociaż mam wiele do powiedzenia na różne tematy... Mimo wzrostu swojej otwartości na ludzi, wciąż mam ogromne problemy z bezpośrednim kontaktem człowiek-człowiek. Nieśmiałość... Nieśmiałość to jedna z przyczyn tego problemu. Zauważalna szczególnie w stosunku do kobiet. Pięć lat technikum, prawie całkowicie zmaskulinizowanej szkoły daje efekty - nie mam pojęcia jak rozmawiać z kobietami, nie rozumiem ich... Rozmowa z kobietą tak jak z facetem niestety nie jest dobrą opcją. Druga przyczyna to brak czegoś co się zwie empatią. Nie potrafię odczytywać myśli moich współrozmówców, dopóki swojego niezadowolenia (bo tu zazwyczaj o to chodzi) nie zaczną wyrażać słowami albo gestami. Mój humor nadal pozostaje niezrozumiały dla większości. Wciąż mam o sobie zbyt duże mniemanie, wciąż jestem leniwy, wciąż mam problemy z motywacją. Wciąż to, wciąż tamto...
I stało się! Publicznie opisałem swoje słabości. Mój długo kreowany wizerunek runął. Odkryłem przed wszystkimi swoje słabości! A przy okazji sam przed sobą dokonałem analizy samego siebie. Szczegółowe wyniki zostawiam dla siebie, czas wyciągnąć wnioski...
Przepraszam wszystkich, których zanudziłem tym tekstem. Wygląda na to, że potrzebowałem coś takiego napisać.
Specjalizacja
2006-07-11 00:10:14
Pojawiły się wyniki podziału na specjalizacje mojego roku. I, co było do przewidzenia, udało mi się zostać wpisanym na STI - czyli Systemy Teleinformatyczne.
Na mojej specjalizacji zostaną utworzone dwie grupy. Na drugiej specjalizacji w tym instytucie - STK - Systemach Telekomunikacyjnych - jedna grupa. Specjalizacja SRE - Systemy Radioelektroniczne - tylko jedna grupa, a szkoda, bo sporo osób chciało się tam dostać. Systemy Teledetekcyjne - STD - specjalizacja unikalna na skalę co najmniej krajową, też tylko jedna grupa, ale ona zbyt wielką popularnością się nie cieszyła. I jeszcze ISB - Inżynieria Systemów Bezpieczeństwa - tutaj baaardzo dużo osób chciało się dostać, ale nie ja - dwie grupy.
I z tego wynika, że 186 studentów drugiego roku Elektroniki i Telekomunikacji właśnie rozpoczęło prawdziwe studiowanie... Aż się boję ;-)
Katastrofa?! Kataklizm?!
2006-06-21 21:45:06
Wieczorem zerwał się wiatr i przyplątała się burza. Nieświadom niczego poszedłem sobie pod prysznic.
Woda sobie leci na mnie równym strumieniem, gdy nagle.. pyk! Zgasło światło! Myślę sobie, trudno. Prysznic dokończe, a ogolę się najwyżej przy świeczce. Minęła chwila. Nagle spostrzegam, że woda zaczyna coraz słabiej płynąć. Zakręcam ciepłą, odkręcam zimną... To samo! Wina wodociągu! Jeszcze leci, jakoś przetrzymam. Przyspieszam, żeby zdążyć przed punktem krytycznym. Niestety, punkt krytyczny przyszedł niespodziewanie szybko. A ja stoję sobie, cały w mydle, bez światła i bez wody. Fajnie! Nawet w wodociągach prądu nie ma i pompy nie tłoczą wody do sieci... Super. Już zaczynam obmyślać plan awaryjny: wstanę jutro około czwartej (zakładam, że będzie już woda), wezmę prysznic, ogolę się, umyję zęby, ubiorę się, zjem i pójdę na pociąg. Trudno. Nie wypada jechać na egzamin śmierdząc potem ;-)Tylko co zrobić z tym mydłem? ;-)
A tu nagle... Pyk! Światło! Nadzieja wraca! Woda też zaczyna nieśmiale lecieć, ale widać, że się "rozkręca". Jestem uratowany! ;-)
Hmm... Bez prądu jestem w stanie żyć (oczywiście najwyżej kilkadziesiąt godzin), ale życia bez bieżącej wody sobie nie wyobrażam już kompletnie! Odcięcie wody jest nieludzkie! A brak prądu i wody... Pierwszy raz mi się coś takiego zdarzyło. Byłem wręcz przestraszony!
P.S. Wreszcie dorobiłem się nowego aparatu - Canona Powershot A520. Niby nic wielkiego, a jak cieszy ;-)
Tagi: krzysiek
Potrzebuję zmian!
2006-06-18 17:59:05
Zaczynam zauważać (być może po prostu się starzeję), że cała moja egzystencja jest kompletnie bezużyteczna. Chodzę tu i tam, robię to i tamto, ale nikt nie ma z tego pożytku. Jestem kolejnym, szarym bytem żerującym tylko na (niezupełnie) zdrowym społeczeństwie.
Popadam w kompletną paranoję. Zaczynam wszystko robić wręcz rutynowo, niezupełnie kontrolując swoje odruchy. Zdaję sobie sprawę, że to nie poprowadzi mnie do niczego dobrego. Momentami wydaje mi się, że osiągnąłem już szczyt - zachowanie Adama Miauczyńskiego w "Dniu Świra" Marka Koterskiego. Oglądając ten film jeszcze się śmiałem. Teraz nie wiem, czy w ogóle bym choć trochę wykrzywił usta do uśmiechu. Mało prawdopodobne...
Mam prawie dwadzieścia dwa lata. Właściwie nic przez te lata nie osiągnąłem. Czuję, że wszystkie moje możliwości, wszelkie pomysły, których kiedyś byłem pełen, uszły ze mnie i już nie wrócą. Ja tego nie chcę! Ja chcę coś tworzyć, czym się zajmować, mieć jakieś konkretne cele. Ja wciąż mam niewykorzystany potencjał! Ja chcę go jakoś wykorzystać! Tylko jak... Póki co wykorzystywanie potencjału sprowadza się do rozwiązywania banalnych problemów różnorakiej natury. A ja czuję, że stać mnie na więcej. Tylko jak zmusić siebie do tego?!
Jeszcze dwa miesiące temu taki wpis, nie miałby możliwości się tu pojawić. Ale coś we mnie się przestawiło, pękło i coś się zaczyna ulatniać. Teraz ulatnia się chęć bycia potrzebnym...
P.S. Prawda, że to za wcześnie na kryzys wieku średniego?
Tagi: krzysiek patetycznie
WueF
2006-06-13 20:35:38
To już ostatni wpis, w którym narzekam na wuef. Ostatni, bo wreszcie, po piętnastu latach, skończył mi się przedmiot zwany wychowaniem fizycznym! Skończył się! Wreszcie!
A chyba dobrze wiecie jak bardzo nie lubiłem tego przedmiotu, jak wieszałem na nim psy, jak rzucałem mięsem na wuefistów... Teraz to się skończyło! Już nie będę się denerwował z powodu wuefu. Ale z łezką w oku to go wcale nie żegnałem ;-)
Ostatni wuef zakończył się dość optymistycznie, bo dostałem na koniec semestru czwórkę, która, tak mi się wydaje, mi się nie należała, jeśli chodzi o umiejętności, ale należała mi się za wszystkie te krzywdy ;-)
A na dodatek, mam jeszcze 4,5 z laboratoriów z Układów Analogowych, a z tego wynika, że będę miał czwórkę z egzaminu z tego przedmiotu. Ha!
Godziny (dni) szczytu
2006-06-07 18:38:18
Tak, zaczęło się. Teraz wszystko się skumuluje. Do sesji jeszcze półtora tygodnia, a przede mną jeszcze: dwie laborki z Zasilania, dwie laborki z Optoelektroniki, zaliczenie ćwiczeń z Przetwarzania Sygnałów, zaliczenie z Zasilania, zaliczenie z Optoelektroniki, zaliczenie z Telekomunikacji, zaliczenie z Teledetekcji i n-ty egzamin z Półprzewodników... Jeszcze też kilka sprawozdań i ich obrony. A na wszystko mam... w sumie pięć dni, ponieważ zajęcia kończą się w środę. Ech... Pięknie, kapitalnie, wspaniale, jak to na WAT przystało.
A najgorsze jest to, że, choć tego po mnie jeszcze nie widać, zaczynam się już nieźle stresować. Szybko się wkurzam i mam wszystkiego dość. Nie będę wspominał o tym, że zmalała też średnia długość mojego snu :-/
Czasem aż nie można uwierzyć...
2006-05-31 20:51:51
Czasem aż nie można uwierzyć... Ale to za chwilę. Najpierw krótkie stwierdzenie: tak, udało się przekroczyć 10 000 (słownie: dziesięć tysięcy) odwiedzin w tym miesiącu. Mały sukces.
A teraz wracamy do zasadniczego tematu wpisu. Czasem aż sam nie mogę się nadziwić jaki głupi jestem. Los jak dotąd sprawiał, że bardzo często, bez większego wysiłku, udawało mi się zaliczać różne przedmioty. Przyzwyczaiłem się do tego tak bardzo, że ostatnio praktycznie w ogóle nie wkładałem pracy w naukę i albo liczyłem na szczęście albo liczyłem na zdrowy rozsądek, który, nieskromnie to powiem, parę razy uratował mnie przed niezaliczeniem. Jednak wszystko co dobre, kiedyś musi się skończyć. Dzisiaj dowiedziałem się, że nie zaliczyłem testu z Telekomunikacji. I w sumie nie mogę się za bardzo dziwić, bo wcale się nie uczyłem, ale jestem na siebie strasznie zły, bo test był łatwy i jego zaliczenie nie było wielkim wyczynem.
Czasem solidny kopniak w tyłek, chociażby w postaci takiego niepowodzenia, może mieć zbawienny wpływ. Czy będzie na mnie miało? Nie mam pojęcia. Skłaniam się jednak ku stwierdzeniu, że spłynie to po mnie jak majowy deszczyk, a ja znów będę robił to co zwykle, czyli nic.
Weź się do roboty Krzysiek, bo daleko tak nie zajedziesz! Kilka tygodni temu dostałem maila, w którym jego autor stwierdził, że jestem nadętym bufonem, który myśli, że pozjadał wszystkie rozumy. Może miał trochę więcej racji niż przypuszczał...
Tagi: krzysiek ogólne antylameriada
Dziwne rzeczy się dzieją
2006-04-05 22:46:37
Mam problemy ze skupieniem uwagi i z koncentracją. Ktoś do mnie mówi, ja go słucham, ale nie mam pojęcia o czym mówi. Oczywiście zakładam, że to efekt zmiany pogody, a nie jakieś początki schizofrenii lub czegoś podobnego (nawiasem mówiąc dzisiaj przed oczami zmaterializowała mi się śrubka na podłodze).
A może po prostu już się zaczynam starzeć. Skoro łysieję, to czemu nie miałbym się zestarzeć ;-)
Mało tego! Z dnia na dzień coraz bardziej zbliżam się do stwierdzenia, że jestem głupi. Proste rzeczy stają się dla mnie coraz trudniejsze. Nic mi się nie chce, nie mam pomysłów, jestem wypalony. I mimo tego, że jestem aspołeczny, to te relacje międzyludzkie, które jeszcze pozostały coraz bardziej się kruszą, bo nie potrafię złapać wspólnego języka z innymi ludźmi. Coraz bardziej się wyobcowuję.
Kurcze! Tak nie może być!
Tagi: krzysiek
O kurcze!
2006-03-28 20:37:32
Przed chwilą usłyszałem: Im bardziej ktoś jest inteligentny, tym większą chęć odczuwa na poprawianie innych przez wyszukiwanie błędów i kruczków
. O kurcze! To ja jednak jestem inteligentny, bo jednym z moich hobby jest ciągłe poprawianie innych ;-)
Tak, wiem, wiem. Popadam w samozachwyt :-/
Tagi: krzysiek
Luki w pamięci?
2006-03-07 21:39:20
Kiedy ja zainstalowałem sobie Gimpa 2.2? Rękę bym sobie dał uciąć, że mam wciąż 2.0. Dziwne...
Szatan! Szatan ze mnie!
2006-02-19 00:46:19
Mam słomiany zapał, ale choć trochę uprzykrzę życie swoim uprzykrzaczom :-)
Pytanie brzmi: czy na blog.onet.pl (niech czeluści piekielne pochłonią tę domenę) można z poziomu jakiegoś panelu administracyjnego usuwać komentarze? Ktoś wie? Bo chętnie bym popsuł szczególnie upierdliwym osobnikom trochę krwi ;-)
P.S. Jeszcze jeden pomysł wpadł mi do głowy: blokada komentarzy po wejściu z refererem z http://blogi.toplista.pl/ ;-)
Tagi: blog antylameriada krzysiek
Uderzyło mnie coś w głowę?
2006-02-15 22:04:06
Od kilku tygodni robię coś, o czym kiedyś nawet bym nie pomyślał - ćwiczę. Ot, tak po prostu robię pompki albo macham hantelkami.
Ale dlaczego? Nie wiem... Czyżby dlatego, że kiedyś zobaczyłem się w lustrze i stwierdziłem, że wyglądam jak żywy trup - chude ręce, zapadnięty brzuch, wystające żyły z szyi. Spontanicznie zacząłem pompować.
Efekty pojawiły się dość szybko. Nadal wyglądam jak trup, ale jestem w stanie zrobić jednego dnia nawet 200 pompek (w seriach po 20 - 25), a byłem w stanie zrobić dwie. Kiedyś zdarzało mi się szybko męczyć. Teraz już raczej nie. No i ładnie mi się triceps wyróżnia :-)
Póki co nie zacząłem jeszcze chodzić w dresie, nie zgoliłem wszystkich włosów, a kark mi się nienaturalnie nie powiększa, więc nie jest jeszcze źle ;-)
Tagi: krzysiek
Stres - wielki come back
2006-02-05 21:37:56
Było dobrze, byłem zupełnie spokojny, prawie w ogóle się niczym nie przejmowałem. Aż usłyszałem tę straszną wieść. Załamał się cały mój spokój, a serce zaczęło walić niczym seria impulsów Diraca. Jutro mam egzamin z Układów analogowych, ustny! Czyli żegnaj swobodna myśli! Nie będzie możliwości uzupełnić braków w wiedzy logicznym myśleniem. Szansa na zdanie egzaminu spada gwałtownie... Bardzo gwałtownie, bo w bezpośredniej relacji student - wykładowca zawsze student jest na gorszej pozycji niż w przypadku, gdy między studentem, a wykładowcą pośredniczy kartka papieru.
Ale nie... Ja muszę pozostać spokojny. Nie chcę żeby powtórzyły się zdarzenia sprzed roku...
Tagi: krzysiek
Mam 21 lat...
2006-01-09 21:19:14
Mam 21 lat, można powiedzieć, że jestem w pełni sił witalnych, a całe życie przede mną. Można powiedzieć, ale nie będzie to prawdą. Dziś zaobserwowałem u siebie rzecz dziwną. Łysieję. I nie mam na myśli tutaj naturalnego wypadania kilku zużytych włosów, ale dość szybko powiększające się "zakola" nad czołem. Mógłbym dać głowę, że jeszcze kilka tygodni temu czoło miałem dużo niższe.
A teraz muszę się zastanowić, kto z mojej rodziny, jest odpowiedzialny za moje przedwczesne łysienie ;-)
Tagi: krzysiek
Oko
2005-09-30 22:27:47
I stuknęło! W dniu dzisiejszym rozpocząłem dwudziesty drugi rok swojego nędznego bytu.
Zauważam w sobie sporo zmian. Większość z nich pojawiła się lub bardzo rozbudowała właśnie w dwudziestym pierwszym roku mojego życia. Stałem się bardziej zrównoważony, inaczej patrzę na otaczającą mnie rzeczywistość, zacząłem rachować korzyści i straty wszystkich posunięć. Coraz częściej myślę długofalowo. Wybudowało mi się silne własne zdanie na wiele tematów, jednak wciąż często ulegam różnym wpływom. Nieskromnie też powiem, że bardzo różnię się mentalnie od innych osób w moim wieku - nie bawią mnie, ani nie interesują pomysły typowe dla pokolenia połowy lat osiemdziesiątych. Częściej poświęcam się własnej pasji i wolę spędzać wolny czas, na przykład, z książką.
A stosunki międzyludzkie wciąż są kiepskie. Nie potrafię znaleźć wspólnego języka z ludźmi (nie mam tutaj na myśli mojej ciągłej paplaniny o kolei), a ludzie nie potrafią znaleźć wspólnego języka ze mną. Może to jest spowodowane różnicami mentalnymi...
Jeśli chodzi o płeć przeciwną - nie wykazuję wystarczająco dużo entuzjazmu. Może to dobrze, na wszystko przyjdzie kolej pora.
A teraz sam sobie życzę: przyrostu wiedzy i inteligencji, chęci do produktywnej pracy, poprawienia swojego stanu psychicznego i pozbycia się manii wielkości wyższości.
I dziękuję wszystkim za miłe życzenia :-)
Tagi: krzysiek

