Blog
Zdziwienie? Wstrząs? A może śmiech?
15.05.2006 - Poniedziałek - 18:50
Trudno powiedzieć jak zareagowałem gdy zobaczyłem dziś pewną sytuację.
Wracam sobie dzisiaj już do domu. Idę sobie chodnikiem przy ulicy idącej wzdłuż torów. Przechodzę obok jednej z tysiąca szkół na Tysiąclecie Państwa (dla nieobeznanych, w latach sześćdziesiątych XX wieku w Polsce zostało wybudowanych ponad 1000 szkół podstawowych). Kątem oka rzucam na boisko szkolne i co widzę? Masę dzieciarni, stojącej w parach chłopak-dziewczyna i ćwiczącej Poloneza!
Tak, na studniówkach Polonez jest tradycją. Nie odbieram go maturzystom (a propos studniówek, sam własną olałem ;-)). Słyszałem już o przypadkach, tańczenia Poloneza na imprezach szumnie zwanych balami absolwentów gimnazjum. Już to mnie nieco dziwiło, ale... Mają już piętnaście lat, jeszcze można to znieść, chociaż fakt tańczenia Poloneza wydaje mi się być naciąganym. Ale żeby szóstoklasiści? Dwunastolatkowie? No ludzie! Czy to już nie jest przesada? Chory pomysł rodziców, czy dzieci tak szybko chcą zasmakować tego "atrybutu dorosłości"?
A wszystko to wyglądało jak Zespół Tańca i Piosenki Dziecięcej "Fasolki" na gościnnych występach w domu spokojnej starości. Komicznie po prostu...
No Kaczorki! Narobiliście!
05.05.2006 - Piątek - 22:04
Szczęka mi opadła, kiedy usłyszałem co się dziś stało. Andrzej został wicepremierem i ministrem rolnictwa - o tym mówiło się już od kilku dni. Ale Roman?! Roman na ministra edukacji (na szczęście nie nauki i szkolnictwa wyższego)?! Szaleństwo! Kompletne szaleństwo!
W naszej nowej, lepszej Czwartej RzeczPiSpospolitej mamy tanią administrację publiczną: 20 ministrów (z niezliczoną rzeszą sekretarzy i podsekretarzy stanu) oraz czterech wicepremierów. A wicepremierami są same wyjątkowe osobistości: Zyta "Donald, ja wolę Jarka" Gilowska, Ludwik "Bura suka" Dorn, Andrzej "Chcesz pan w papę?" Lepper i Roman "Frankenstein" Giertych. Normalnie śmietanka! Chociaż ja mam już wrażenie, że ta śmietanka to się zważyła.
PiS dzisiaj ostatecznie się zbłaźnił i dołączył do mojej listy partii stuprocentowych oszołomów - już jest na równi z UPR-em, Samoobroną, Ligą Polskich Rodzin i tym czymś, co wymyślił Leszek Bubel.
Wczoraj się dowiedziałem, że Biuro Ochrony Rządu zamierza zakupić nowy pancerny samochód, którym ma jeździć Papież w trakcie pielgrzymki, a potem premier lub prezydent. Dziś już wiem dlaczego się zbroją. Od 1922 roku nie zamordowano w Polsce żadnego urzędującego polityka wyższego szczebla. Niewiarygodne!
Dawno nie komentowałem...
29.04.2006 - Sobota - 12:52
...polityki. Tak, tak, najwyższa pora żeby znowu rzucić trochę słów na wiatr, wyrazić swoje niezadowolenie i pośmiać się z nieudolności polskich decydentów ;-)
Dzisiejszym tematem przewodnim będzie koalicja mniejszościowa, która nie powinna istnieć, bo jeszcze kilka dni temu Andrzej Przystawka Lepper twierdził, że nie będzie wchodził w skład mniejszościowego rządu. A jednak... Jednak tak bardzo zachciało mu się stanowiska ministerialnego oraz tytułu wicepremiera, że już wszystko puścił w niepamięć. Nie można temu zaprzeczyć, Lepper przez ostatnie pięć lat przeszedł wielką metamorfozę, ale wciąż pozostał tym samym, niedouczonym chłopem, który powtarza wciąż te same słowa i gesty. A zewnętrznie, Andrzej Naczelny Latynos IV RP Lepper staje się bywalcem wielkomiejskich salonów i reprezentantem kraju. Weźmy na przykład buty już prawie premiera Leppera. Polecam odsłuchanie tego krótkiego nagrania. Kwintesencja pierwszego oficjalnego kryminalisty w polskim rządzie - chwila rozluźnienia rozmowy i ponowna gadka o reprezentowaniu ojczyzny
. Jakiż on jest nudny...
Zastanawiam się co zrobi wicepremier Zyta Podatek Liniowy to Mżonki Gilowska. Przecież od dawna wymieniali z Andrzejem między sobą dowody sympatii. No, ale to kwestia kilku najbliższych dni.
Wiadomo jednak, że człowiek, który ewidentnie nie pasował do tego rządu, jeszcze Minister Spraw Zagranicznych Stefan Meller odejdzie ze swojego stanowiska, bo nie będzie Stańczykiem na dworze Andrzeja Pierwszego
. Brawo! Pierwszy człowiek w tym rządzie, który odważył się powiedzieć, że koalicja z Samooborą to błąd i łamanie przedwyborczych zapewnień. Miłościwie urzędujący nam Premier Kazimierz Marcinkiewiczionetkiewicz zapytany o swoje zdanie na temat zwąchiwania się z Samooborą kręcił, kręcił, aż zrobił skrócony wykład o biologii i teologii oraz o różnicach w budowie człowieka i anioła. Ach, Panie Premierze! Ja nie mogę się nadziwić skąd takie wielkie poparcie dla Pana?! Prawdopodobnie dlatego, że telewizja tak często nie puszcza nowych kabaretów, jak Pan pokazuje swoje show.
A teraz zajmijmy się stanowiskiem Wicemarszałka Sejmu. Przecież niedługo Andrzej je zwolni. A zajmie je... Nie, nie Renata! Gienia, Gienia Wiśniowska je zajmie. Ponoć ma wyższe wykształcenie psychologiczne. Gdzieś słyszałem, że wykształcenie ma, ale parapsychologiczne, a nauki pobierała u samego Kaszpirowskiego. Ile w tym prawdy, nie wiem. Ale chwytliwa ta plotka ;-) A! Pani Gieniu. Trudno, żeby spirytus miał 100%. Gdyby miał 100% to byłby czystym alkoholem etylowym, a nie spirytusem.
Ostatnio Ludwik Bura Suka Dorn coś przycichł. Szkoda, bardzo lubiłem jego występy. Panie Premierze, czekam na kolejne wykłady z polskiej nowomowy!
No dobrze. Wypisałem swoje żale. Idę myśleć nad następnymi ;-)
Kompetencja?! A jednak się zdarza
18.04.2006 - Wtorek - 20:04
Pamiętacie jak opisywałem problemy mojego banku z wpisaniem poprawnego adresu na potwierdzeniu wpłaty? Pewnie nie, więc opowiem w skrócie. W oddziale banku PKO BP, który mieści się kilkaset metrów od mojego domu, od dłuższego czasu na blankietach wpłaty miałem wypisywany adres, w którym miejscowość wyglądała tak: 96-100 SKIERN96-300żYRARDÓW (pisownia oryginalna). Kilka razy próbowałem to zmienić, ale nikt nie potrafił, a wykręcano się brakiem uprawnień i Pan to musi dyspozycję zmiany danych osobowych w swoim banku złożyć
, chociaż dawno i bez problemów to złożyłem. Od pewnego czasu olewam tę sprawę. Stwierdziłem, że nie ma sensu kopać się z koniem, bo koń i tak silniejszy. Ja się tylko zdenerwuję, a konia to nawet nie ruszy.
Ale dzisiaj... Wchodzę do banku. Kolejka (bo cóżby innego?). Odstałem swoję, podchodzę do okienka, wygłaszam standardową formułkę, że chciałem wpłacić tyle i tyle pieniędzy na ten numer konta. Pani w okienku pyta się mnie czy to jest moje konto. Odpowiadam twierdząco. Pytanie kolejne, czy mieszkam w Żyrardowie czy w Skierniewicach. Odpowiadam, że w Żyrardowie. Tu jest napisanie Skiern...
Tak, wiem co tam jest napisane. Już kilka razy zwracałem na to uwagę przy wpłacaniu, ale nikt nie potrafił tego zmienić.
A to zaraz zmienimy.
Pyk, pyk. Drukarka w ruch. Dostaję papier do podpisu i co widzę? Jest dobrze?!
Nie wierzę! Nie wierzę! A jednał dałosię. Wystarczyło tylko uważać na kursie obsługi programu, a nie tylko wpierniczać ciastka i złopać kawę...
Nowy dziennik
18.04.2006 - Wtorek - 13:29
Dzisiaj na rynku pojawił się nowy dziennik, o jakże zaskakującym tytule: "Dziennik" ;-) Miałem już pierwszy numer tej gazety w ręku. Nie wczytywałem się jeszcze głęboko w treści, które tam są przekazane. Jedynie przejrzałem pobieżnie ten numer i szybko przeczytałem co niektóre artykuły. Oto moje spostrzeżenia.
Po pierwsze - na pewno nie można zaliczyć tej gazety do miana tabloidów. Nie zauważyłem tam wielkich na pół strony zdjęć nowego dziecka jakiejś nikomu nie znanej gwiazdy z Ugandy czy nowego koloru włosów pewnego polskiego (niby) gwiazdora. A to już coś! Odpadają czytacze, którzy zazwyczaj czytali tylko takie strony (tak, tak, jest ich dużo - widzę to codziennie w autobusach).
Po drugie. Ciężka jest ta gazeta! Sama gazeta ma prawie pięćdziesiąt stron. Do tego dochodzi osiem stron dodatku lokalnego (w moim przypadku warszawskiego) i kilka stron dodatku ze sportem. Zapełnienie takiej sporej ilości stron wymaga sporej grupy dziennikarzy. No chyba, że wstawia się zdjęcie na całą stronę i pisze kilka zdań komentarza do zdjęcia, który to komentarz ma być całym artykułem. Ale, jak już pisałem, tego tutaj nie zauważyłem. Widać, że wydawca zainwestował dużo pieniędzy w uruchomienie tego dziennika.
Układ graficzny jest stonowany, ale sprawia dobre wrażenie. Tekst jest pisany małą czcionką, ale jest czytelny. Zdarzają się gazety, które są źle wydrukowane. Tutaj tego nie widać. Jakość papieru też nie jest najgorsza.
Artykuły wyglądają na napisane przez fachowców. Na swojej stronie internetowej piszą, że nie chcą nikomu narzucać własnej opinii. To dobrze. Mam już dość tych dennych artykułów z niektórych gazet, w których (pseudo)redaktorzy próbują narzucić swój punkt widzenia czytelnikom.
Mają nawet własny dział o nauce i technologii ;-)
Ogólnie gazeta sprawia pozytywne wrażenie. Jej pojawienie na pewno nie zostanie niezauważone (Gazeta Wyborcza już zauważyła i obniżyła cenę) i coś musi się zmienić na polskim rynku mediów papierowych nietabloidalnych. Wydawca - Axel Springer - bardzo mnie zaskoczył tym, że wypuścił na rynek produkt tak różny od ich, można powiedzieć, flagowego produktu - szmirowatego Faktu. No, ale to dopiero pierwszy numer. Kilka rzeczy mi się nie podoba (nie opisuję tego, bo może to wynikać właśnie z faktu pojawienia się pierwszego numeru), ale zobaczymy jak gazeta się rozwinie.
I co się zmieniło?
02.04.2006 - Niedziela - 21:33
Rok temu denerwowała mnie cała ta medialna nagonka. A co się zmieniło przez ten rok? Raczej nic. No może prócz tego, że media już nic nie insynuują. A ludzie?
Odpowiedź jest prosta. Ludzie cały czas twierdzą, że wydarzenia sprzed roku ich zmieniły. Ale to jest nieprawda. Faktem jest, że w kościołach widać większe tłumy, ale to tylko obraz zewnętrzny. Wnętrza tych ludzi są takie same, choć oni nie chcą dopuścić tego do własnej wiadomości. Ludzie nasycili się nie naukami głoszonymi przez Papieża, a samą "solidarnością", która ich tak porwała. I to im wystarczyło. W żaden sposób się nie zmienili...
Coś w tym jest
31.03.2006 - Piątek - 12:38
Kilka miesięcy temu, kiedy PiS przejął władzę, a jeden z braci został prezydentem zaczęła się ogólna nagonka na tych polityków. W dużej części, trzeba się przyznać, nagonka ta była spowodowana ogólną awersją do tych ludzi, niekoniecznie podpartą dobrymi argumentami, ale niektórzy krzyczeli, bo mieli coś konkretnego do powiedzenia. Kolejność niekoniecznie chronologiczna:
Minęło kilka miesięcy. Nowa władza w ogóle nie zrobiła nic, za co ciemny lud mógłby ją polubić. Mało tego! Robią wszystko, żeby jeszcze bardziej się skompromitować.
- Uchwalają nową ustawę o Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji, w której uzależniają ten twór od siebie. Ustawa okazuje się niezupełnie zgodna z Konstytucją, ale nowa Rada już zdążyła namieszać.
- Straszą lekarzy
braniem w kamasze
. Kilkanaście tygodni później zaczynają ich nawet powoływać do wojska. - "Burosuczą", czyli minister Dorn wyzywa dziennikarzy od burych suk. Inne określenia są też interesujące.
- Pożyczają rządowe samochody toruńskiej elicie medialnej.
- Chcą rozwiązać Parlament. Nie rozwiązują go. Potem znowu chcą rozwiązać, ale już nie mogą tak łatwo.
- Bratają się z ludźmi, którzy dotychczas byli uważani za chołotę. Chołota zostaje chołotą, ale jej przewodniczący otrzymuje Wielki Order Kawalera Przystawki.
- Próbują stworzyć Czwartą Rzeczpospolitą. Inkrementują więc zmienną RP, ale zapominają o tym, że była to zmienna dwubitowa. W rezultacie RP przyjmuje wartość zero.
- Zapominają o podawaniu rąk w kontaktach dyplomatycznych. Zapominają też o właściwej kolejności barw na polskiej fladze.
- Podpisują co popadnie, a potem robią wielką aferę. Nawet nie jest im wstyd, kiedy wychodzi to na jaw. Ponoć wszystkiemu był winien urzędnik, pracujący jeszcze za starego obozu. Kto w to wierzy?
- Mają niewyparzoną gębę. Mówią co im ślina na język przyniesie. Nie tylko Dorn tutaj jest przykładem, ale i minister Urbański - szef kancelarii Prezydenta.
- Zajmują się pierdołami zamiast rzeczami aktualnie najważniejszymi!
- Faworyzują media. A właściwie jedno medium. Jedna osoba - trzy media. Medialna trójca święta pod postacią ojca grzybika.
- I jakby tego było mało, wciąż twierdzą, że jest ich tylko dwóch, choć tak naprawdę jest ich czterech. Pułkownik Lesiak o tym wiedział!
Oni cały czas się kompromitują. I to w najgorszy sposób, bo własną niekompetencją!
Pomóżcie mi to rozszyfrować
24.03.2006 - Piątek - 20:08
Dziś dostałem krótkiego maila:
zdiecja th prosze doda je ok ok pozdrawm cie sandra i pa
Niestety, mój algorytm analizy zdań nie jest tak skomplikowany i na tym przykładzie zwyczajnie się wykłada...
Obsesja?!
16.03.2006 - Czwartek - 21:52
W Polsce można na każdym kroku spotkać ludzi, którzy mają obsesję na punkcie Żydów. W rządzie sami Żydzi, w bankach sami Żydzi, w kierownictwie zakładu pracy sami Żydzi, w telewizji sami Żydzi, w radiu... No właśnie, w radiu. Obejrzyjcie sobie list do redakcji TokFM. Tylko ręce opadają...
Słowa kluczowe: komentarz społeczeństwo
Wywar, a właściwie wyciąg z dzisiejszej poczty
11.03.2006 - Sobota - 23:44
Oglądam dzisiejsze maile i co widzę? Zachowałem oryginalną treść i pisownię.
blog jak blog troszke mało rysunków obrazków
www.blogerkaa-aneczka.blob.onet.pl to mój blog troche mało ciekawy pa
Ja się w takim razie pytam, co (jaka norma, zarządzenie, definicja) twierdzi, że na blogu mają być "rysunki obrazki"? ;-)
I jeszcze jedno pytanie: co to za serwer blob.onet.pl? Czyżby to był blog.onet.pl? Wchodząc na którykolwiek blog w tej domenie stwierdzam, że serwis faktycznie powinien się nazywać blob.onet.pl...
A teraz mała sonda. Czy mam wzbogacić swój blog o kategorie wpisów? Jogger2 ma, to ja mam nie mieć? ;-)
Strach przed bankomatem
08.03.2006 - Środa - 13:04
Czasem, na szczęście nie często, zdarza mi się pójść do oddziału pewnego banku, który to oddział jest jakieś 300 metrów od mojego domu. I zawsze kiedy tam jestem zalewa mnie krew. Jest to jedyny oddział tego banku (swoją drogą, wciąż największego w Polsce) w czterdziestoczterotysięcznym mieście. Jak wiemy, ten wciąż największy bank w Polsce ma sporo klientów starszej daty. No właśnie...
Wchodzę do banku. Widzę sporą kolejkę. Z czterech okienek czynne jest tylko jedno. Oczywiście, przecież wystarczy jedno. Klient może poczekać. Może, czy raczej musi? Ma inny wybór? Drukarki igłowe pracują najwyżej na ćwierć gwizdka. Nie czuć tam atmosfery ciężkiej pracy. Wszystko idzie ślamazarnie. Nawet ochroniarz, około sześćdziesięcioletni inwalida, też idzie ślamazarnie. Staję grzecznie w kolejce. Już zaczynam się wkurzać, bo widzę, że będę tutaj czekał dłużej niż zamierzałem. Przede mną kilka starszych pań.
Pierwsza starsza pani, daje dowód osobisty i prosi dwieście złotych. Kasjerka pyta się jej, czy ma "kartę bankomatową". Ona odpowiada, że ma. Kasjerka tłumaczy jej, że pobierając mniej niż 500 złotych w okienku będzie musiała zapłacić prowizję. Starsza pani mówi: Trudno, nie mam karty ze sobą.
Kolejna starsza pani. Sytuacja się powtarza, kwota również poniżej pięciuset złotych. Gdy usłyszała, że powinna skorzystać z bankomatu, w jej oczach widać przerażenie. Ale dalej tkwi przy swoim i chce z okienka. Podobna sytuacja powtarza się jeszcze raz. Tak, tak, trzy razy w czasie nie większym niż 20 minut!
Obok okienka jest stojaczek z ulotkami. Kredyty, obligacje, itd. itp. Jedna z pozycji w tym stojaczku to "Bankomat krok po kroku". Dość duża ulotka, z pewnością napisana większymi literami. Wątpię, żeby zaznajomienie się z tą broszurą stanowiło większy problem dla osób starszych.
Ale skoro wszyscy wychodzą z założenia "Panie! Nie ruszę tego, bo popsuje co jeszcze!"... Przecież bankomat nie gryzie! Ale po co ja to piszę. Przecież i tak nie czytają mnie starsi klienci tego banku. Skoro bankomat to dla nich rzecz skomplikowana to co dopiero komputer...
Słowa kluczowe: komentarz społeczeństwo
"Układ" i "specsłużby" - słowa klucze
27.02.2006 - Poniedziałek - 21:22
Z coraz większym przerażeniem oglądam i słucham serwisów informacyjnych w radiu i telewizji. Kiedy tylko temat dotyczy polskiej rzeczywistości politycznej, jest prawie pewne, że padnie któreś ze słów klucz - "układ" (w szczególności nadużywane przez prezesa PiS Jarosława K., brata prezydenta (IV) RP Lecha Kaczyńskiego) oraz "specsłużby" (nadużywane przez wszystkich innych).
Układem dla PiS jest wszystko - powiązania biznesu z polityką, szemrane związki prominentów z przestępcami, ale też znajomość dwóch dziennikarzy, którzy znają się, na przykład, z podstawówki.
Specsłużby to już w ogóle ogromny wątek. Minister bez własnego ministerstwa, Zbigniew "ogrzewam sobie gazem łazienkę z drogą wanną" Wasserman, moim zdaniem jest paranoikiem. Paranoicznie żądą, żeby wszystkie agencje, służby, instytucje posiadające "status" specjalne podlegały jemu. On przecież nie pozwoli, żeby służby specjalne były zależne od kogoś z "układu". Sam jednak nie zauważa, że jest członkiem innego "układu". Kto wie, czy aktualnie ten jego układ nie jest najgroźniejszy i najbardziej szkodliwy.
W gruncie rzeczy niczego specjalnego nie napisałem. Już od dawna gazety, radio i telewizja (a przynajmniej te, które jeszcze wykazują resztki odwagi) piszą i mówią o tym, że PiS zasadza się na władzę w niespotykanym, jak dotąd, stopniu. A mnie, po prostu, denerwuje te ich kłamstwa i dwulicowość!
Obiecywali, że skończą z aferami! Jak na razie to robią wszystko, żeby uzależnić wszystko od siebie i wykorzystać wszystkie okazje do zrobienia machlojki. Czyż okazja nie czyni złodzieja? Obiecywali, że poprawi się bezpieczeństwo. Jak na razie to minister Ludwik "Trzeci Bliźniak" chciał powołać do wojska lekarzy oraz wprowadził wspólne patrole Żandarmerii Wojskowej i Policji. Czyżby chciał tych lekarzy do Żandarmerii Wojskowej wcielić? Obiecywali poprawę pracy sądów. Jak na razie minister Zbigniew "Zero" Ziobro sam zaczyna wpływać na decyzje niezawisłych sądów. Tyle lat się kształcił na prawnika, a nie rozumie co to jest niezawisłość. Jak tak dalej pójdzie, to sądy nie będą miały pracy, bo minister Zero będzie, niczym Król Salomon, wydawał wyroki na pierwszych lepszych konferencjach prasowych.
Nagle, jakby z wygnania, powrócił zakaz lżenia władzy. Już niedługo będziemy mieć pierwszego politycznego więźnia - pewnego bezdomnego z Dworca Centralnego, który do Policjantów powiedział: Wy kmioty Kaczyńskiego
. Nie przypominam sobie, żeby ktoś poniósł jakąkolwiek karę za, bardzo rozpowszechnione niegdyś, plakaty porównujące Kwaśniewskiego do tylnej części ciała.
A nasz sterowany radiem premier bryluje w sondażach popularności. Jak to możliwe? Są dwie możliwości: sondy są przeprowadzane wśród słuchaczy, którzy dodzwonili się do Radia Maryja lub RCPM jest popularny bo po prostu nic nie robi, tylko krzywo się uśmiecha.
A ptasia grypa jakoś nie może się zdecydować wejść do Polski... No chodź, pomóż nam naprawić błąd...
Wyrafinowana gra polityczna
14.02.2006 - Wtorek - 13:01
Kto by pomyślał, że można w ciągu kilku godzin zrobić niesamowicie napiętą atmosferę?! A wystarczyło tylko pogrozić palcem, a już Samoobora i LPR na kolanach przyszły do starszego Kaczyńskiego i dobrowolnie zrobiły z siebie lenników.
Nastrasz, zniewól, a potem powiedz, że żartowałeś - tak to nowa ideologia braci.
Raazem, raazem...
23.01.2006 - Poniedziałek - 20:43
Warunki pogodowe powodują, że można zauważyć wiele ciekawych sytuacji. Ludzie czasem tracą głowę, a czasem z opanowaniem i zrozumieniem podejmują właściwe decyzje, takie, których nie podjęliby przy wyższej temperaturze.
Zapewne widzieliście kiedyś zdjęcie z lat siedemdziesiątych, na którym pasażerowie autobusu pchają zamarzniętego Jelcza PR110. Dziś, trochę nowsza odmiana tego samego Jelcza - Jelcz Supero też przymarzł. Widziałem na własne oczy jak pasażerowie autobusu nr 310 pchali grodziskiego Jelcza na przystanku... Raaaazem, raaazem, raaazem!
Rano pociągi miały spore opóźnienia. Cóż... Polski tabor jest już dość wiekowy, a niezawodność infrastruktury też maleje wraz z temperaturą. Dzisiaj zaryzykowałem i wsiadłem do już opóźnionego kibla - zaczynał bieg w Żyrardowie, i już w Żyrardowie miał 25 minut spóźnienia. Dlaczego? Po prostu zamarzł rozjazd, który jest zjazdem z toru postojowego na szlakowy. W końcu puścił, ale jeszcze po południu widziałem kręcących się przy nim ludzi.
W kiblu (EN57-1916) nie zamykały się do końca drzwi - Koleje Mazowieckie nie mają denaturatu. I w miarę ciepły jeszcze w Żyrardowie pociąg, przestał być ciepłym już w Jaktorowie. No, ale za to siedziałem sobie w "przedziale pierwszej klasy" ;-)
Zakoczeniem dla mnie była decyzja Zarządu Transportu Miejskiego. Dla wszystkich autobusowych linii ekspresowych i przyspieszonych, wszystkie przystanki napotykane, ale inne niż podstawowe, są przystankami na żądanie. I tak do niedzieli. Dobry pomysł! Ja na pewno nie będę narzekał, że będę jechał dwie minuty dłużej. Sam też się nastałem rano na przystanku i rozumiem pasażerów czekających na przykład na takim przystanku PKP Wola (na których, notabene, zatrzymało się dziś 523 ;-)).
Po południu, opóźnienia dotyczyły już raczej tylko kibli. Mój pospieszny (22509) przyjechał do Żyrardowa tylko z pięciominutowym opóźnieniem. Wróciłem do domu. Zobaczyłem, że kołnierz kurtki mi zamarzł... Bo na niego nachuchałem ;-)
Spóźniony komentarz
18.01.2006 - Środa - 18:53
Opisywana sytuacja wydarzyła się już ponad tydzień temu, we wtorek. Byłem wtedy w Skierniewicach. Przyjechałem prosto z uczelni, załatwiłem szybko to co miałem załatwić, a potem wróciłem do domu, bo przecież tydzień był niesamowicie "zawalony" zajęciami. Ale to nie jest najważniejszym tematem. Do rzeczy!
Czekałem kilkanaście minut na dworcu w Skierniewicach. Usiadłem sobie na ławce w poczekalni i relaksowałem się nic nierobieniem (którego mam teraz braki ;-)). Obok mnie usiadły jakieś dwie dziewczyny, zapewne studentki, bo to wynikało z ich rozmów. Potrafiły się nawet wysłowić, nie rzucały przekleństw co drugie słowo, a to już jest coś w dzisiejszych czasach, ale temat ich rozmowy, a właściwie treść była szokująca.
Rozpoczęło się od tego, że jedna spytała się drugiej o jakiś egzamin. Ta druga zaczęła opowiadać, jaki to wykładowca jest niedobry bo dał dziwne zadania (i tu zaczynają się najlepsze wycinki z ich rozmowy). Normalnie uczysz się pojęcia i regułki, która go wyjaśnia. A on dał regułkę i trzeba było dopisać pojęcie.
W tym momencie ja aż się zdziwiłem, ale ponieważ ciężko po mnie poznać emocje, to nic nie okazywało mojego już lekkiego zszokowania. A ona (jedna z tych studentek) jakby chciała zobaczyć moją zszokowaną minę. Powiedziała przykład. Szybko wypowiedziałą jakąś definicję. Tak szybko, że ja jej aż nie zrozumiałem, ale byłem pewien, że było to cytowanie fragmentu jakiegoś podręcznika. Następnie powiedziała, że trzeba było napisać pojęcie - jedno słowo, tak, jedno słowo! I tekst: Przyszłoby Ci do głowy, żeby się uczyć w drugą stronę?!
Zamurowało mnie... Spuściłem głowę, trochę powstrzymując się od śmiechu, a trochę z powodu smutku, bo przecież to było moje pokolenie i to moje pokolenie będzie kiedyś rządziło tym krajem. Przyjechał pospieszny do Warszawy. Wyszły na peron i wsiadły do pociągu. Ja siedziałem dalej. Miałem jeszcze kilkanaście minut do swojego pociągu. Zacząłem się bać. Co to będzie?
Teraz dochodzę do wniosku, że osoby, które w swoim krótkim życiu spotkałem i nazwałem (niekoniecznie prosto w oczy) głąbami, wcale głąbami nie były. Większość z nich to zwykli przeciętniacy. A to oznacza, że ja, z grona przeciętnych, nieskromnie awansowałem sam siebie do elity intelektualnej...
Słowa kluczowe: społeczeństwo komentarz
