Reklama

Blogi, które czytam

Kategorie

Archiwum

2008

2007

2006

2005

2004

Stat4u

Stat4u

Blog

Czas do roboty?

21.04.2008 - Poniedziałek - 20:45

Czas do pracy? Ale takiej "normalnej", nie na wakacje i nie w call center? Chyba tak. Znalazłem ofertę, wysłałem CV, jestem umówiony na spotkanie z pracodawcą... Ale wciąż mam pewne obiekcje. Dobrze mi tak jak teraz, kiedy mogę odsypiać na wykładach, ale być na nich, a nie być w pracy. A to naprawdę pomaga. Ciężko będzie mi z takiego stanu zrezygnować...

Ale jak będzie to się dopiero okaże. Po pierwsze muszę spodobać się pracodawcy no i praca musi spodobać się mi. Jeśli oba te warunki zostaną spełnione to i tak zawsze mam możliwość zastanowić się. Zawsze mogę zrezygnować i trwać dalej w błogim stanie "prawie nieróbstwa", albo wreszcie podjąć "normalną" pracę i rozpocząć "karierę" na trudnym rynku prawie absolwentów uczelni wyższych.

Ale decyzja dopiero będzie miała szansę zostać podjęta. Jak będzie to się jeszcze okaże. Najpewniej w tym tygodniu.

Słowa kluczowe: krzysiek praca

Komentarze (0)

Łyżwy

02.02.2008 - Sobota - 23:04

Krzysztof dzisiaj, po raz pierwszy, stanął na lodowisku. Mimo, że już nie raz zdarzyło się Krzysztofowi stać na lodzie, ale nigdy mając łyżwy na nogach.

Jak dotąd łyżwy były rzeczą dla mnie niepojętą. A teraz są dla mnie rzeczą nadzwyczaj trudną. Niestety jestem sztywny jak sztacheta z dębowego drzewa i utrzymanie odpowiedniej do jazdy postawy jest dla mnie strasznym problemem ;-) Ale jakoś udało mi się przeżyć lodowisko zaliczając tylko jeden niegroźny upadek. Mimo wszystko najadłem się sporo wstydu, bo trzyletnie dzieci dużo szybciej łapały o co w tym wszystkim biega niż ja ;-)

Słowa kluczowe: krzysiek

Komentarze (4)

Podsumowanie roku 2007

30.12.2007 - Niedziela - 19:58

Rok 2007 już się kończy. Sporo się zmieniło, sporo się zmieniłem, sporo się działo i sporo mogło się stać. A jak to wygląda w moim skrócie?

Styczeń
Zaczęło się ostro. Wojskowa Akademia Techniczna miała zostać zlikwidowana. Studenci protestowali pod Sejmem. Ówczesny minister obrony narodowej - Radosław Sikorski miał kompletnie irracjonalny pomysł połączenia wszystkich uczelni wojskowych w jedną, co w rzeczywistości doprowadziłoby do zaprzepaszczenia dorobku WAT, AMW, WSOSP i WSOWLąd. Starania ówczesnego ministra na szczęście nie wypaliły, wskazany przez niego rektor rektorem już nie będzie od pierwszego stycznia, a sam minister zmienił barwy klubowe i znowu stał się ministrem... Ale innego resortu. Paranoja... Poza tym w styczniu przeszedł nad Polską huragan Cyryl. Straty, straty, straty...
Luty
Luty to oczywiście kolejna sesja na uczelni. Czysta i zaliczona w pierwszym terminie ;-) Prócz tego zacząłem wtedy pisać silnik sklepu internetowego. Sklep działa do dzisiaj, ma się nieźle i jego właściciel nie narzeka ;-)
Marzec
W marcu rozpoczęły się zmiany rozkładu co dwa tygodnie. Ciężko było się przyzwyczaić, bo jednego dnia jechałem 6:09, drugiego już musiałem 5:54. Ale jakoś się przeżyło. Szósty semestr studiów był już wtedy rozpoczęty na dobre. Zaparłem się, że będę chodził na wszystkie zajęcia (oczywiście mowa o nieobowiązkowych wykładach, bo ćwiczenia i laboratoria to konieczność) i chodziłem. A nawet dochodziłem ;-)
Kwiecień
W kwietniu sklep został oddany do użytku, a mi po głowie chodziła możliwość przejścia na studia mundurowe. Chodziła dość mocno, dopóki nie okazało się, że musiałbym cofnąć się na drugi rok studiów. Wtedy przestała mi chodzić...
Maj
Maj spędziłem pod znakiem Pikniku Naukowego Radia Bis oraz laboratoriów. Laboratoriów była masa. Ciężko było znaleźć czas na cokolwiek innego.
Czerwiec
Czerwiec to sesja. Sesja całkiem udana, bo zaliczona bez jednej drobnej rzeczy, której nie zaliczyłem tylko z powodu własnego lenistwa. We wrześniu udało się to zrobić bez problemu. W czerwcu też szukałem pracy na wakacje i jakimś dziwnym zrządzeniem losu trafiłem do telemarketingu... 26.06.2007 rozpoczęła się era Krzysztofa telemarketera ;-)
Lipiec, Sierpień
Dwa miesiące połączone, bo w praktyce niewiele się różniły. Wstawałem rano, pisałem silnik drugiego sklepu, a o trzynastej jechałem do roboty. Od piętnastej do dwudziestej pierwszej wciskałem ludziom produkty, których nie chcieli. Wracałem do domu, pisałem silnik sklepu i szedłem spać. Dzień za dniem moją jedyną rozrywką było ubieganie się o premię za wyniki. Jedyne różnice między lipcem i sierpniem to: pogoda i godzina zachodu słońca (w lipcu jeszcze było jasno jak wychodziłem z roboty). Ot całe wakacje.
Wrzesień
Miesiąc chyba najbardziej warty uwagi. Zakończyłem przygodę z telemarketingiem, oddałem drugi sklep do użytku, Parlament się samorozwiązał, udało się zaliczyć zaległość z szóstego semestru. No i jeszcze jedna rzecz, która napsuła mi krwi, sprawiła, że najpierw najadłem się strachu, potem wstydu, a w efekcie na końcu zmieniła moją własną opinię o sobie samym na jeszcze gorszą. Prawdopodobnie było to potrzebne, bo kilka rzeczy sobie uświadomiłem, a mimo wszystko do dziś jak sobie o tym przypomnę to mnie szlag trafia. Teraz pewnie się tak szybko nie odważę na podobne posunięcie.
Październik
Rozpoczął się kolejny rok akademicki. Dla mnie już czwarty. Pozwolił mi trochę zapomnieć o wydarzeniach września i przywrócił mi równowagę psychiczną. Ponownie zaczęło się wstawanie o piątej rano i dojazdy zatłoczonymi pociągami ;-) Jakimś dziwnym trafem, w niezupełnie demokratycznych wyborach, a właściwie w kuluarowych rozmowach "ludzi z układu" stałem się starostą własnej grupy. Poza tym wybory, porażka PIS-u, zakup laptopa i zmiana dostawcy Internetu.
Listopad, Grudzień
Dwa kolejne miesiące bardzo do siebie podobne. Nic nadzwyczajnego się nie stało. No może poza kolejną zmianą rozkładu i problemami natury gastrycznej w ostatnich dniach. Nie warto wspominać ;-)

A jakbym ogólnie ocenił ten rok? Jako udany i nieudany. Udany w sferze rozwijania własnych umiejętności zawodowych, a nieudany w sferze każdej innej, w szczególności prywatnej. Mógł być lepszy, mógł być ciekawszy, mogło wreszcie mi się parę rzeczy udać. Ale trudno...

Słowa kluczowe: krzysiek

Komentarze (1)

Święta, koniec roku, ehh...

24.12.2007 - Poniedziałek - 20:33

Zaczęły się Święta. Znowu w większości stacji radiowych leci ten przeklęty, hiperwkurzający "przebój" wszechczasów "Last Christmas". Ścierpieć go nie mogę. Włączam tylko TOK FM, w którym zarzekli się, że nie będą go puszczać.

Święta coraz bardziej, z roku na rok, mnie denerwują. Może nie same Święta, ale przesadne do nich podejście. Nierzadko można zaobserwować hipokryzję ludzi, którzy z jakiegoś dziwnego powodu nagle stają się aniołami. Oczywiście etat anioła przyjmują najwyżej na tydzień. Ja nie jestem idealny, nie chcę być hipokrytą, więc Święta staram się olać. Dla mnie to kolejny okres, w którym nie muszę jechać na uczelnię, mogę przesiedzieć sporo czasu przed komputerem i coś zrobić. To, że w telewizji leci po raz n-ty Kevin czy inne przeboje sprzed kilkunastu lat, a lista przebojów radiowych zawęża się do kilku pozycji, jeszcze jakoś jestem w stanie przeżyć. Jeszcze dwa lata temu byłem na tyle zdeterminowany i stwierdziłem, że wyślę życzenia do swoich znajomych. Rok temu i teraz stwierdziłem, że nie warto się wysilać na wymyślanie własnych życzeń (nie, nie używałem "gotowca", każdemu pisałem inne życzenia), skoro i tak w odpowiedzi dostanę jakiś oklepany wierszyk z błędami ortograficznymi. Zwątpiłem w ogóle w ideę tych życzeń. I tak się nikomu nie spełnią. Jeszcze takiej mocy sprawczej nie posiadłem ;-) Jednak nie wypada nie podziękować, więc wszystkim, którzy mi czegoś życzyli (nawet natychmiastowej śmierci) dziękuję, Wam życzę tego samego. I tak nic z tego nie wyjdzie ;-)

Zostało jeszcze kilka dni do końca roku. Trzeba się zebrać i zrobić jakieś podsumowanie. A jest co podsumowywać. Trochę rzeczy się działo. Ale o tym w oddzielnym wpisie już niedługo.

Mam kilka zaległości, muszę wreszcie się zmobilizować i zacząć pisać kilka rzeczy, które są aktualnie priorytetowe. Skoro się podjąłem, to muszę to wykonać. Szkoda tylko, że tak ciężko ostatnio przychodzą mi pomysły. Tych rewelacyjnych praktycznie nie mam w ogóle. Prawdopodobnie się starzeję... ;-)

Poza tym, mam nową antenę. I mam naprawdę niesamowite wrażenia. Okazało się, że moje łącze jest symetryczne. Mam megabit zarówno z, jak i do Internetu. Nawet na tej starej karcie D-Linka z chipsetem ACX (karta 802.11b!). Chodzi szybciutko, mam niewielkie opóźnienia do bramki, a retransmisja TCP występuje bardzo rzadko. Nawet połączenie do mojego komputera z zewnątrz działa bardzo szybko ;-)

Teraz jeszcze chcę sobie zrobić access pointa w domu, żeby nie podpinać do laptopa skrętki. Zakupiłem nawet drugą kartę na chipsecie Atherosa. Konkretnie TP-Link WN551G. I pojawił się problem. Otóż ta karta wymaga PCI 2.2, a mój router posiada tylko PCI 2.1 i płyta główna w ogóle nie widzi tej karty. Teraz muszę wymienić router na coś nowszego ;-) Już znalazłem komputer z Pentiumem III 733 MHz i płytą na chipsecie i810. Trochę nowsza, więc pewnie i PCI 2.2 już będzie mieć. Przy okazji zrobię upgrade Dappera do Gutsy'ego ;-)

Ok, starczy wylewności na dziś ;-)

Słowa kluczowe: krzysiek

Komentarze (2)

Zmiana operatora

23.10.2007 - Wtorek - 22:50

To już jutro! Czy Krzysztof sobie ze wszystkim poradzi? Czy nie wystąpią problemy natury technicznej? Czy megabit będzie w rzeczywistości megabitem? Odpowiedzi na te pytania w jutrzejszym odcinku ;-)

Słowa kluczowe: krzysiek internet

Komentarze (0)

I doczekałem się ;-)

22.10.2007 - Poniedziałek - 22:30

Po pięciu tygodniach czekania, wreszcie doczekałem się mojego laptopa. Ale za to, jakby w ramach rekompensaty, zapłaciłem za niego nieco mniej ;-)

Siedzę sobie teraz na łóżku, z laptopem na kolanach i ogarnia mnie przerażenie, kiedy sobie zaczynam zdawać sprawę ile mam jeszcze rzeczy do zainstalowania i skonfigurowania. Nie wszystko mogę tak bezpośrednio przekopiować ze swojego desktopowego /home/krzysztof. Coś trzeba sobie zostawić do skonfigurowania ;-)

Ubuntu (już 7.10) zainstalowało się ładnie i bezproblemowo. Komputer w trakcie instalacji otrzymał nazwę ed74, jako że zdarzyło mi się dzisiaj nim jechać, a nazywać go en57 nie miałem sumienia ;-) Jest kilka rzeczy, które nie działają jak należy. Nie mogę wyłączyć karty Wi-Fi, nie działa rozjaśnianie wyświetlacza za pomocą przycisku Fn i... I to właściwie wszystko. Nie miałem okazji jeszcze wszystkiego przetestować, ale z pewnością wreszcie będę miał taką możliwość i porozwiązuję sobie napotkane problemy. Bo cóż innego, jak nie własnoręcznie skonfigurowany system sprawia największą przyjemność? ;-)

Ok, wracam do instalacji pakietów ;-)

Słowa kluczowe: krzysiek komputer ubuntu

Komentarze (1)

Jak się rzeczy miewają

20.10.2007 - Sobota - 19:23

A rzeczy miewają się tak, że trochę zalatany jestem. Na uczelni jeszcze w miarę spokojnie, same wykłady, codziennie pobudka o piątej rano. Jednak dla mnie nie do końca tak spokojnie bo zostałem starostą swojej grupy. Głupi Krzysiek, głupi!

Będę zmieniał też swojego dostawcę Internetu. Stary przestał mnie zadowalać, ze swoimi cenami i przepustowościami niezmiennymi od trzech lat. Teraz, za niewiele większe pieniądze będę miał łącze megabitowe z publicznym adresem IP. Oczywiście radiem ;-)

Stałem się też miłośnikiem kebabów na Dworcu Zachodnim. Jem i wcale się nie zastanawiam co jem. Może lepiej jak będę nieświadomy ;-)

Mój zamówiony laptop prawdopodobnie już jest w Polsce, albo właśnie do niej dopływa i będę miał go na dniach.

Jak będę miał już lepsze łącze to dokonam aktualizacji systemu z Feisty na Gutsy. Teraz mi się nie opłaca ;-)

Będę też udzielał korepetycji z matematyki na poziomie liceum. Rozruszam sobie trochę szare komórki ;-)

Aktualnie w wolnym czasie kończę czytać "Shoguna". Niestety przez wakacje nie zdobyłem trzeciego tomu tej powieści. Teraz mi się udało. W zanadrzu mam jeszcze Kotowskiego i Grooma.

A jutro obowiązkowo oczywiście pójdę oddać swój głos. Wiecie na jaką listę.

A najlepsze w tym jest to, że wszystko się kumuluje w tym samym czasie (laptop, korepetycje, Gutsy, zmiana providera, kolokwium z TST i kilka innych obowiązków). Ale trzeba sobie z tym jakoś poradzić ;-)

Słowa kluczowe: krzysiek

Komentarze (0)

Kolejny bezowocny rok

30.09.2007 - Niedziela - 22:56

No i minął kolejny bezowocny rok mojej egzystencji na tym świecie. Dwudziesty trzeci z kolei... Czuję się stary, zgrzybiały, stetryczały i zgorzkniały. A właściwie nie czuję się, a jestem stary, zgrzybiały, stetryczały i zgorzkniały.

Zawsze pod koniec września łapie mnie melancholijny nastrój. Zawsze wtedy zaczynam sobie zdawać sprawę jak beznadziejny jestem - czego nie umiem i czego się boję. Oczywiście postanawiam wtedy coś ze sobą zmienić i, tu dwie opcje, albo postanowienie upada, albo próba jego realizacji staje się kompletną klapą. Z roku na rok coraz mniej postanowień upada - co jest dobre - ale coraz więcej realizacji staje się kompletną klapą - co już takie fajne nie jest.

Mimo wszystko zauważam w sobie jakieś zmiany na plus. Niewielkie, ale są. Nie wymienię ich bo jeszcze się uśmiejecie, a mój "imidż" na tym straci ;-)

Zobaczymy co mi przyniesie dwudziesty czwarty rok życia. Może wreszcie coś się przełamie? Może wreszcie coś mi się we łbie poprzestawia? Ee.... Mało prawdopodobne...

A teraz pora spać, bo jutro o piątej pobudka i zaczynamy siódmy semestr studiów!

Słowa kluczowe: krzysiek

Komentarze (3)

Kilka słów o tym i tamtym

09.09.2007 - Niedziela - 23:02

Na początku muszę wyrazić swoje zadowolenie z samorozwiązania Parlamentu. Niestety wykazuję obawę, że następny może być taki sam o ile nie gorszy. Mimo to cieszę się, że wreszcie Kaczory zorientowały się, że ich możliwości się skończyły. Oby ich czas się skończył!

Po drugie, muszę się pochwalić, że praktycznie skończyłem już drugi w swojej karierze sklep internetowy. Napisany od początku do końca w obiektowym PHP 5, pozbawiony najbardziej rażących wad (może nie tyle wad, co nieeleganckich rozwiązań) swojego poprzednika oraz wykorzystujący AJAX pochłonął prawie dwa miesiące mojego czasu (tego, który miałem "wolny"). Już jest dostępny w sieci, ale adresem pochwalę się później ;-)

Po trzecie jestem zaskoczony swoim planem zajęć na przyszły semestr. Codziennie na ósmą rano, a to oznacza, że będę musiał swoje zwłoki podnosić z wyra już o 4.50 ;-) Prawie jak piekarze ;-)

Po czwarte, przechodzę swego rodzaju metamorfozę. Momentami na lepsze, momentami na gorsze (niestety w tych ważniejszych momentach na gorsze) i zaczynam się naprawdę głęboko zastanawiać nad swoimi wadami. Można powiedzieć nawet, że za głęboko bo samoocena mi drastycznie spadła w dół. Nie bez powodu... Powiedzmy sobie szczerze. Kilka dni temu doznałem szoku po tym jak uświadomiłem sobie, że w pewnych sytuacjach, nie pytajcie jakich, totalnie panikuję, a chwilę później jestem już spokojnym, rozluźnionym... totalnym chamem. Czar prysł. Nie jestem taki wspaniały jakim się sobie wydawałem.

Po piąte, muszę wreszcie się wziąć za zaległość z poprzedniego semestru.

Po szóste, noszę się z zamiarem kupna laptopa. Ale raczej takiego z niższej półki. Upatrzyłem sobie Fujitsu-Siemensa Amilo Pro V3515. Najbardziej interesuje mnie konfiguracja z Pentiumem Dual Core (taki zubożony Core Duo) 1,73 lub 1,86 GHz i 1 GB RAM-u. Oczywiście wersja z Linuksem, bo za Windowsa nie będę dopłacał. Potrzebna mi Vista jak dziura w moście. Ten laptop nie jest wzorem wyposażenia dodatkowego, ale ma wszystko czego mi potrzeba. Charakter mojego użytkowania komputera jest dość prosty. Byle działała przeglądarka, Gajim, Sylpheed, Vim i OpenOffice. A to działać będzie napewno ;-)
Swoją drogą, przeglądam czasem różne opinie o laptopach i czasem mnie szlag trafia jak widzę, że coraz więcej opinii o laptopie opiera się tylko na tym, że działa/nie działa jakaś gra. Uważam za ostatni kretynizm kupno laptopa tylko po to, żeby grać. Ja, z pewnością, nie będę wybierał laptopa kierując się takimi kryteriami...

Po siódme... Albo już skończę ;-)

Słowa kluczowe: ogólne Krzysiek

Komentarze (3)

Krzysztof już nie telemarketer

08.09.2007 - Sobota - 18:11

Wczoraj po raz ostatni wciskałem "produkt" przez telefon. Zakończyłem swoją przygodę z telemarketingiem i nigdy więcej do tego nie wrócę. Zarobek niespecjalny, a namęczyć się trzeba. Codzienna chrypka i drapanie w gardle. Na dodatek ten zmieniony tryb dnia... Praca od piętnastej do dwudziestej pierwszej naprawdę może wybić z normalnego rytmu życia. Na szczęście do końca września mogę trochę odpocząć. Właściwie to mam jeszcze wiele planów do zrealizowania do końca września, ale nie są one tak wyniszczające ;-)

W trakcie swojej pracy sprzedałem przez telefon, bagatela, 702 sztuki męskiej bielizny ;-) A zatem wygenerowałem przychód 10459,80 zł. Zarobiłem z tego... E... Lepiej nie wspominać. Schudłem pięc kilogramów, powiększyła mi się łysina i zdarłem głos...

Jednak poznałem wiele fajnych osób, z którymi się przyjemnie pracowało. Co jak co, ale tamta atmosfera była bardzo fajna i trochę szkoda było się stamtąd uwalniać ;-)

A jednak teraz trzeba zająć się rzeczami ważniejszymi, chociażby uzupełnieniem tej jednej, jedynej zaległości z szóstego semestru ;-)

Słowa kluczowe: krzysiek telemarketer

Komentarze (0)

Tchórz, ciąg dalszy

06.09.2007 - Czwartek - 12:10

Dobra, może Krzysiek nie jest takim wielkim tchórzem, jak siebie przedstawiał w poniedziałek, ale nie zmienia to faktu, że coś z nim jest nie tak...

Słowa kluczowe: krzysiek

Komentarze (0)

Tchórz!

03.09.2007 - Poniedziałek - 22:37

Krzysztof jest obrzydłym, głupim, śmierdzącym tchórzem. O! I tyle mogę o sobie powiedzieć!

Słowa kluczowe: krzysiek

Komentarze (1)

Z frontu walki o premię i wyższą stawkę godzinową...

28.08.2007 - Wtorek - 11:51

Powiem tylko, że Krzysztof będzie pracował do dzewiątego września, czyli de facto do piątku, siódmego września. Krzysztof ucieka stamtąd, żeby mieć czas na wykurowanie głosu, przytycie kilku kilogramów oraz mentalne przygotowanie się do powrotu do Akademii.

Krzysztof, mimo wszystko, będzie bardzo mile wspominał pracę w tym dziwnym zawodzie ;-)

Słowa kluczowe: krzysiek telemarketer

Komentarze (2)

Pakiet kontrolny

22.08.2007 - Środa - 00:09

Żebyście nie zapomnieli o mnie opublikuję wreszcie kilka słów.

Po pierwsze, minęła już połowa sierpnia, a co za tym idzie minęło również pół moich wakacji. Krzysztof nadal pracuje, chociaż już zaczyna myśleć o zakończeniu pracy (najwyższa pora), bo rekordowo schudł. Bardzo schudł... Krzysztof również wyłysiał. Niestety, coraz bardziej zaczyna przypominać rzecznika (jeszcze istniejącego) rządu, któremu zakola sięgają prawie środka głowy. Krzysztof na dodatek ma bardzo zniszczony głos i cieszy się kiedy nie musi nic mówić.

Po drugie, pracuję nad kolejnym sklepem internetowym. Mogłem skorzystać z poprzedniego, ale ponieważ w tamtym popełniłem kilka błędów w założeniach projektowych (nie wspomnę już o tym, że projekt był naciągany do wymagań odbiorcy), postanowiłem napisać coś znowu od zera. Jestem już na etapie w pełni działającego sklepu, ale niestety jeszcze ma on niezbyt wielkie możliwości. Nowością, w tym sklepie jest wykorzystanie AJAX-a, w postaci użycia biblioteki xajax w panelu administracyjnym (bardzo wygodnie dzięki niej się pracuje) oraz do koszyka. Adżaksowy koszyk jest wręcz kapitalną sprawą. Właściwie już nie wyobrażam sobie innej możliwości ;-) Robię też wyszukiwarkę produktów, która będzie również korzystała z adżaksa. Oczywiście w planach są również wersje alternatywne koszyka i wyszukiwarki, nieadżaksowe, ale nie są one na wysokim priorytecie. Muszę również przyznać, że teraz pisanie sprawia mi przyjemność. Dobrze przemyślany projekt oraz wykorzystanie obiektowego PHP5 wszystko rozjaśniają ;-)

Krzysztof z niedowierzaniem, kompletnym ogłupieniem i szerokim uśmiechem obserwuje również jak czwarte erpe gnije śmierdząc bardziej niż trzecia. Nie, oczywiście, że z tego się nie cieszę. Wolałbym żyć w kraju rozsądnie rządzonym... Ale skoro mi nie jest dane, to trzeba jakoś to przeżyć i wesołe podejście do tego tematu może być jedynym właściwym... A nowe billboardy PiS są niesamowicie naciągane. Zdjęcie samego pana premiera Jarosława, w połowie swojej okazałości, z dziwną miną (na szczęście nie z grymasem á la Lech), okularami w ręku i podpisem "Zasady zobowiązują"? Jakie zasady? PiS? To raczej same kwasy, a nie zasady ;-)

Krzysztof korzysta również z tego, że pogoda nie jest taka zła i nadal jeździ pociągami z wystawioną głową. Z powodów czysto praktycznym tylko powrotnym, czyli (prawie) w nocy. Krzysztof ćwiczy swój zmysł powonienia wąchając zapachy smaru do zwrotnic, ścieranych wkładek hamulcowych, pracujących piekarni i padliny leżącej przy torach. Jestem dziwny, ale sprawia mi to przyjemność (no, może prócz tej padliny ;-))

Krzysztof już zaczyna tęsknić za Akademią. Ale niedługo pojedzie na WAT i będzie po tęsknocie. Swoją drogą zadziwiające jak bardzo można się do czegoś przyzwyczaić, a wręcz uzależnić, prawda?

Krzysztof również próbuje zebrać w sobie siły oraz odważyć się na wykonanie pewnej niezbyt skomplikowanej czynności, jednakże dla niego wręcz niewyobrażalnie trudnej. Jeśli mu się uda, to może coś napisze, jeśli nie to Krzysztof będzie na siebie zły... Z resztą, żadna to nowość...

I dlaczego Krzysztof zaczyna o sobie pisać w trzeciej osobie? Paranoja, czy co?! ;-)

Słowa kluczowe: ogólne Krzysiek

Komentarze (1)

Krótki wpis informacyjny

19.07.2007 - Czwartek - 23:22

Wbrew krążącym pogłoskom Krzysztof żyje. Trochę zmizerniał, ale wciąż jeszcze chodzi o własnych siłach.

Krzysztof wciąż poszerza swoją wiedzę w zakresie telemarketingu i, trzeba przyznać, staje się w tej dziedzinie coraz lepszy. Oczywiście współczuję klientom, którzy natrafiają na Krzysztofa ;-)

Słowa kluczowe: ogólne krzysiek

Komentarze (0)

Z życia przeklętego telemarketera - dzień czwarty

05.07.2007 - Czwartek - 00:28

Dziś (właściwie wczoraj) minął czwarty dzień mojej pracy jako telemarketer. Wrażenia? Nie jest źle. Faktycznie jest to dość nużąca praca, ale można to przeboleć. Gorzej tylko z godzinami pracy, bo okazało się, że nie ma szans na pracę rano i niestety będę musiał przyzwyczaić się do wieczornego trybu życia. Najgorsze jest to, że rano praktycznie nie mam szans na zrobienie niczego, bo za cokolwiek się wezmę, to z pewnością nie zdążę.

Ale pracuje się całkiem w porządku. Już dwa razy zarobiłem premię za sprzedaż ;-) Oczywiście miałem kilka rzutów słuchawką, nieco ostrzejszych słów, ale żadnej wiązki mięsa jeszcze nie otrzymałem ;-) Dzienna ilość rozmów waha się pomiędzy 150 a 160 i wygadany czas w okolicach trzech i pół godziny (reszta to uzupełnianie danych i czekanie na połączenia). Jak już się zacznie, to potem leci jak z płatka i nawet nie zauważa się mijającego czasu ;-)

Dobra, a teraz idę spać, bo już jestem padnięty ;-)

Słowa kluczowe: krzysiek telemarketer

Komentarze (0)

Z życia przeklętego telemarketera - dzień pierwszy

26.06.2007 - Wtorek - 00:15

I stało się. Wybiła godzina czternasta, dnia 25.06.2007, kiedy to Krzysztof, dotychczas ogólnie nielubiany mimowolny członek społeczeństwa wkroczył na drogę wciąż mimowolnego członka społeczeństwa, ale za to bardziej nielubianego. Krzysztof stał się telemarketerem...

O godzinie czternastej, miałem jeszcze spotkanie, na którym musiałem przeprowadzić rozmowę na sucho. Po tej rozmowie, okazało się, że Krzysztof jest bardzo zdolnym uczniem i może zacząć kłamać dzwonić od razu, a niektórzy powinni jeszcze przysłuchać się kilku rozmowom. I tak, około piętnastej czterdzieści wykonałem swój pierwszy telefon. Oczywiście zakończony porażką ;-) Okazało się, że osoba, której miałem dane, nie mieszka już pod tym adresem... Potem kilka standardowych odmów, rzuceń słuchawką, a w najlepszym razie zgód na zadzwonienie w innym terminie. Krzysztofowi się nie szczęściło. Mówi się trudno. W międzyczasie Krzysztof stał się inwigilowany, czyli jego rozmowy stały się kontrolowane. I nagle, jak za dotknięciem magicznej różdżki pojawia się pierwsza pozytywnie zakończona rozmowa! Osoba z Rawy Mazowieckiej! Czyżby lokalna solidarność? ;-)

A potem już jakoś szło. Nasłuchałem się sporo interesujących odpowiedzi: "Nie ma. W kartoflach jest.", "Do Niemiec pojechała", "Z dzieciakiem u doktora, bo wie Pan, dzieciakowi się porobiło..." itp. Zamówienia powoli szły. Około godziny dziewiętnastej, postanowiłem sobie zrobić przerwę, o którą nawet żołądek się upraszał. Ale, z ciekawości podliczyłem jeszcze wykonane rozmowy (a właściwie połączenia): 101! Sto jeden wykonanych połączeń, z czego około 60% kończyło się po przedstawieniu produktu, a nie przed ;-) Na 101 rozmów, osiem zamówień. Nie jest źle, jak na pierwszy dzień pracy ;-)

Ale czas leciał, po dziewiętnastej, mimo, że byłem w pełni sił, a regułka w moim wydaniu brzmiała coraz naturalniej, niestety zainteresowanie spadło. Dostałem nawet ochrzan od męża pewnej pani, którą miałem w bazie, że nie powinienem do niej dzwonić, bo nie wypada ;-) Poza tym natłumaczyłem się również w jaki sposób dane klientów trafiły do nas, nawet pomimo tego, że mają zastrzeżone numery telefonów. Przed godziną dwudziestą pierwszą miałem już jedenaście zamówień. Jeszcze jedno, a będę miał premię! Ale niestety nie dane mi było zdobyć premii. Wybiła godzina 21.00 i dzwonić już się nie dało... A ja wciąż próbowałem, bo zegarek mojego komputera oszukiwał mnie przez cały czas o dwadzieścia minut ;-) Licznik tego dnia zakończył się na 155 połączeniach ;-)

Kilka uwag po pierwszym dniu:

I jeszcze rada dla Was: Uważajcie na wszelkie pola typu "Zgadzam się na przetwarzanie moich danych osobowych...", bo do Was też kiedyś może zadzwonić BTFH, a wtedy już nie macie szans ;-)

Słowa kluczowe: krzysiek telemarketer

Komentarze (7)

Zawodowy kłamca

23.06.2007 - Sobota - 12:21

Od poniedziałku, zaczynam pracę jako kłamca. Wczoraj przeszedłem szkolenie i od poniedziałku zaczynam pracę jako... Proszę się nie śmiać.... Telemarketer ;-) Jak to się stało, że tam trafiłem? Nie wiem, nie pytajcie. Jak mi to wyjdzie w praktyce? To się jeszcze okaże.

W ogóle byłem niesamowicie zaskoczony, ponieważ okazało się, że z pewnej grupy chłopaków, którzy byli na rozmowach kwalifikacyjnych tylko ja przeszedłem. W efekcie tego byłem wczoraj jedynym chłopakiem na szkoleniu. Mało tego! W moim wieku to w tej firmie jest już wyższa kadra, a ja zaczynam od najniższego stanowiska ;-) I nie pytajcie się, co będę sprzedawał ;-)

A sesja nadal trwa...

Wszelkie przekleństwa, narzekanie na telemarketerów, życzenia śmierci i pogróżki przyjmuję w komentarzach ;-)

Słowa kluczowe: krzysiek

Komentarze (3)

Jak Krzysztof wtorek spędził...

20.06.2007 - Środa - 00:33

Wybaczcie, że będzie tak szczegółowo ;-)

Krzysztof Ażzabardzopunktualny

Miałem dzisiaj mieć dwie rozmowy kwalifikacyjne w sprawie pracy (na początek na wakacje, a później to się jeszcze okaże). Nie powiem Wam jakiej pracy, ale z moimi kwalifikacjami... Domyślicie się ;-) O godzinie dwunastej byłem umówiony na rozmowę na Okęciu (nie, nie lotnisku, ale blisko). Pojechałem Ostrowianinem 10.12. O 10.56 miałem z Zachodniego 154, które spóźniło się jakieś dziesięć minut. Na miejscu byłem około 11.20. Zwiedziłem więc okolicę, obejrzałem rozkłady jazdy okolicznych przystanków, popatrzyłem na startujące samoloty i jakoś spędziłem... dwadzieścia minut. Trudno, dwadzieścia kolejnych poczekam na miejscu. Kilka minut przed dwunastą zostałem zaproszony na salę rekrutacji. Ja i jeszcze jeden chłopak. Prawdopodobnie miało się stawić więcej osób. Stchórzyli? ;-) Po krótkim wstępie zostałem sam na sam z rekruterką i rozpoczął się magiel, zwany rozmową kwalifikacyjną...

Krzysztof Rozgadany

W trakcie rozmowy kwalifikacyjnej dostałem serię pytań, różnych. Począwszy od opisania swoich wad i zalet do pytania o to co bym zrobił, gdybym dostał milion złotych. Traf chciał, że dzień wcześniej znalazłem w Sieci 150 najczęściej zadawanych pytań i jedynym, które mnie zaskoczyło było właśnie to pytanie z milionem złotych. Rozgadałem się. Stres praktycznie żaden, zdecydowane i oryginalne odpowiedzi, aż zaskoczyłem sam siebie ;-) Tak naprawdę, to była moja pierwsza rozmowa kwalifikacyjna w życiu przeprowadzona w ten sposób. Nie spodziewałem się, że tak gładko mi pójdzie. I nie wiedziałem też, że stwierdzenie, że studiuję na Wojskowej Akademii Technicznej wywoła taką reakcję. Jednak uczelnia ma siłę przebicia, nawet w tak niezwiązanej branży ;-)Wyszedłem po około dwudziestu minutach z zapewnieniem, że dostanę jeszcze dziś telefon i będę umawiać się na szkolenie.

Krzysztof Nieufny oraz Krzysztof Czasemgapa

Idę na przystanek. Pada deszcz. Już nigdy więcej nie zaufam prognozie pogody z Onetu. Według nich miał być krótki przelotny deszczyk, a tu się rozpętała spora burza (pioruny w okolicach lotniska) z oberwaniem chmury. Idę na przystanek 106. I Krzysztof Czasemgapa nie zauważył, że akurat dla 106 ten przystanek jest warunkowy. Zły na siebie pożegnałem wzrokiem mijające mnie Urbino 12 z Veolii. Trudno, trzeba to swoje głupstwo przełknąć. Idę na przystanek 154, mam za kilka minut. W rozkładzie brygada niskopodłogowa, może trafię na Grodziską Scanię... Nie trafiłem na Jelcza z Redutowej, trudno. Jadę do Zachodniej, wsiądę w jakiś pociąg i dojadę do Śródmieścia, bo następny punkt mojej podróży to agencja pracy przy Rondzie Dmowskiego. W międzyczasie ulewa jeszcze bardziej się rozhulała. Na szczęście, akurat ten Jelcz był szczelny ;-) Wysiadając z autobusu (już suchy) i wbiegając w tunel pod Zachodnim i tak zdążyłem zmoknąć. Poczułem się jakby ktoś mnie wiadrem wody oblał... Naprawdę ostry deszcz. Zastanawiałem się czy w taką pogodę jest sens jechać jeszcze do Centrum. W końcu tam nie mam konkretnego terminu wyznaczonego, ale zaryzykowałem. Akurat przyjechał kibel z Radomia. Kiedy dojeżdżałem do Ochoty deszcz przestał lać i już po prostu padało ;-) Przejście ze Śródmieścia na północno-wschodni róg Alei Jerozolimskich i Marszałkowskiej nawet nie spowodowało zbyt wielkiego nasiąknięcia deszczówką. Dotarłem na miejsce.

Krzysztof Rozchwytywany

Trochę zdezorientowany dziwnie opisanymi strzałkami dowiaduję się, że muszę wypełnić kwestionariusz. Wypełniam. Praktycznie to samo co w CV i liście motywacyjnym. Wchodzę do pokoju, w którym mam go oddać. Dowiaduję się na czym polega praca, czytam regulamin pracy (nawiasem mówiąc, czytając go poczułem się jak w obozie pracy) i dowiaduję się o warunkach. Gorsze, na Okęciu dużo lepsze warunki pracy i stawka większa. A tutaj... Chcą już podpisywać umowę i od jutra zaczynam pracę... Niestety. Hola, hola, proszę państwa. Sesję mam do końca następnego tygodnia, a poza tym wolę Okęcie. Stanęło na tym, że umowę mogę podpisać pod koniec czerwca, a pracę rozpocząłbym od drugiego lipca. Mi to pasuje. Będę miał czas na zastanowienie się ;-)

Krzysztof Czasemfartowny

Wracam. Idę na Śródmieście. Wchodząc widzę pociąg do Skierniewic. Biegiem! Niestety... Uciekł... Na Centralny nie idę, bo nie zdążę na Wrocławianina dobiec. Czekam na osobówkę do Radomia, może uda mi się przesiąść na Zachodnim (Wrocławianin odjeżdża 13.55 z szóstki, a osóbowki do Radomia też stają przy szóstce). Niestety na Ochocie wyprzedził mnie Wrocławianin, a przed Zachodnim, tam gdzie droga tej osobówki krzyżuje się z torami dalekobieżnymi jeszcze postałem trochę, żeby przepuścić Jaćwinga. Trudno, trochę poczekam. Wysiadam na Zachodnim, schodzę na dół, żeby zobaczyć, czy jest pospieszny do Łodzi o 14.25 (przy tak wielu zmianach rozkładów już sam się gubię), gdy nagle słyszę, że "Pociąg pospieszny Prząśniczka z Warszawy Wschodniej do Łodzi Fabrycznej przez Żyrardów, Skierniewice, Koluszki wjedzie na tor pierwszy przy peronie szóstym". O! A jednak mam farta ;-) Prząśniczka przesunięta 40 minut później. ;-) Wracając jeszcze odebrałem telefon i dowiedziałem się, że przeszedłem pomyślnie rekrutację i zaproszono mnie na szkolenie w piątek ;-)

I tak Krzysztof spędził wtorek. A teraz drodzy czytelnicy, zastanówcie się po co ja to w ogóle pisałem? Bo ja też nie wiem ;-)

Słowa kluczowe: krzysiek

Komentarze (3)

Graficzne beztalencie

13.05.2007 - Niedziela - 20:47

Rozmawiając z kolegą, przez przypadek zeszliśmy na temat braku umiejętności rysowniczych. Przypomniało mi się, jak w trzeciej klasie podstawówki (w 1993 roku... Ale ten czas leci....) zostałem przymusowo wysłany na "zajęcia wyrównawcze" z plastyki, po tym jak oddałem pracę, na której namalowałem jakąś postać, która miała ręce do ziemi, krzywe nogi, płaską głowę i wiele innych mankamentów oraz uparcie twierdziłem, że to człowiek ;-) Pamiętam to upokorzenie ;-)

Dzisiaj więc stwierdziłem, że może warto coś narysować. A cóż ja mogę narysować? Oczywiście, że coś kolejowego. Wziąłem więc jakieś zdjęcie (konkretnie wzorowałem się na łódzkiej EU07-443 i katowickiej EU07-433 - nawet numery mają podobne), ołówek, gumkę i kartkę papieru i namazałem. Dobrze, że zrobiłem tylko rysunek czoła, a nie ryzykowałem perspektywy, bo skutki byłyby pewnie jeszcze bardziej opłakane. A więc proszę! EU07-443 sprofanowana przez Krzysztofa Sawickiego (mikole mnie wyklną za to) ;-)

Sprofanowana EU07-443

Słowa kluczowe: kolej krzysiek

Komentarze (1)

Blogowa zabawa

03.03.2007 - Sobota - 22:42

Od jakiegoś czasu krąży po blogach kolejna zabawa polegająca na wypisywaniu pięciu interesujących faktów o sobie. Wiedziałem, że prędzej czy później ktoś też mnie do niej wytypuje, ale że strzał przyjdzie stąd to się nie spodziewałem ;-) Ale, skoro już jest... A dorzucając fakt, że jestem rasowym narcyzem... Dobra, wchodzę w to ;-)

Od czego by tu zacząć? I jak wiele ujawnić? ;-)

  1. Mimo swojego mikolstwa wcale nie zwiedziłem wiele pociągiem. Od jakiegoś czasu myślę, żeby wreszcie nieco nadrobić i chociaż przejechać okoliczne linie, ale jakoś nie mogę się zdecydować.
  2. Zawsze dążyłem do tego, żeby być oryginalnym, ale w taki sposób, żeby za bardzo nie wyróżniać się z tłumu. W podstawówce, kiedy to wszyscy bawili się jojo i zbierali rysunkowe kartki z notatników ja zajmowałem się gromadzeniem najpierw monet, a potem znaczków pocztowych. Do dzisiaj trzymam cztery klasery swoich zbiorów ;-) Mało tego! Wtedy nawet miałem na tyle dużą siłę przebicia, że sporo osób zainteresowałem numizmatyką i filatelistyką. Jednak, jak zauważyliście, monety i znaczki nie przetrwały próby czasu i narodziła się miłość do kolei. Ale to się już stało, kiedy byłem starszy i ciężko będzie nazwać ją "młodzieńczym hobby".
  3. Kiedyś miałem drobny epizod piromana. Eksperymentowałem z prochem (na szczęście nie udało się ;-)), różnymi łatwopalnymi środkami, a nawet bombami. Kiedyś prawie podpaliłem szkołę. Dobrze, że mi to nie wyszło. Ale tak ogólnie to byłem spokojny. Takie głupoty do głowy odpalały chyba każdemu trzynastolatkowi. No, ale za to nigdy nie zapaliłem papierosa! :-)
  4. Jestem chorobliwie nieśmiały w stosunku do kobiet. I zdaję sobie z tego sprawę. Niestety... Niestety, bo kiedy próbuję z tym walczyć, to przestaję kontrolować to co mówię... Aj, źle to brzmi... Nie kontrolować, a zastanawiać się. Przestaję zastanawiać się nad tym co mówię i po prostu gadam głupoty. A im więcej głupot gadam, tym bardziej się denerwuję i efekt tego jest jeszcze gorszy. Kiedyś mi to praktycznie nie przeszkadzało, teraz coraz bardziej odczuwam skutki i wkurza mnie ten problem.
  5. Numer pięć... Co jako numer pięć? Może nieco kulinariów? ;-) Nie lubię mięs i wędlin. Nie lubię też większości zup. Nie cierpię gotowanej marchwi, ale za to surową lubię. Uwielbiam czosnek i cebulę, mógłbym je jeść na okrągło (ale wtedy już kompletnie wszyscy by ode mnie uciekali ;-)), ale tylko surowe. Lubię też grzyby, ale jakoś nie palę się do ich zbierania. Nie jadłem nigdy żadnych produktów kuchni chińskiej, wietnamskiej i tureckiej, bo na myśl o tym jak one są przyrządzane... Z fastfoodów ogólnie też rzadko korzystam i tylko gdy naprawdę wmówię sobie, że da się to zjeść.
  6. I jako bonus dopowiem tylko, że ostatnio głupio zaczynam się uśmiechać, kiedy wychodzę rano z domu na pociąg i obserwuję wschód słońca. I czy ktoś mi wytłumaczy dlaczego? ;-)

A ponieważ zabawa wymaga również wyznaczenia pięciu innych osób do kontynuowania, dlatego wyznaczam:

Kolejność przypadkowa, proszę się niczym nie sugerować. Ustrzelonych proszę o nieignorowanie obowiązku ;-)

Słowa kluczowe: ogólne krzysiek

Komentarze (4)

Postanowienia noworoczne

02.01.2007 - Wtorek - 15:10

Najpewniej zestarzałem się i zgłupiałem do tego stopnia, że postanowiłem coś postanowić na nowy rok ;-)

Niektórzy chcą rzucić palenie, inni schudnąć kilkanaście kilogramów. Ja nie palę, więc jedno oklepane postanowienie odpada, a i schudnąć nie mam z czego (co najwyżej nieco przytyć), więc i drugie popularne postanowienie mnie nie dotyczy. Więc co tu wymyśleć?

Ale i tak nie będę oryginalny. Po pierwsze: chciałbym się zmobilizować do nauki i codziennie, choćby na kilkanaście minut, usiąść i rozwiązać jakieś zadanie. Po drugie chciałbym też nieco więcej pracować i nie odkładać wszystkiego na później, bo to "później" się kiepsko kończy. No i jeszcze chciałbym nieco częściej odwiedzać Parowozownię i pracować na jej rzecz.

A czy mi się uda? To jeszcze zobaczymy

Słowa kluczowe: ogólne Krzysiek

Komentarze (7)

Podsumowanie roku 2006!

31.12.2006 - Niedziela - 17:27

Najwyższa pora, żeby podsumować rok, który już (prawie) się skończył.

Styczeń
W styczniu usłyszeliśmy pierwsze plotki o rozszerzeniu składu rządu o Andrzeja Leppera. Plotki później okazały się prawdą. A poza tym: silne mrozy, męczący okres na uczelni (kumulacja zajęć), rekordowe spóźnienia pociągów, pojedyncze jednostki ekstremalnie nabite... I zacząłem ćwiczyć, dla własnej przyjemności ;-)
Luty
W lutym rozwiązałem wreszcie swój problem z Internetem, po tym jak wpadłem na pomysł zmiany MTU ;-) W lutym zaczęła się seria egzaminów z półprzewodników. Seria ta trwała do września ;-) Antylameriada przeniosła się do nowej firmy hostingowej i zaczęła korzystać z "przyjaznych adresów", przez co PageRank głównej strony skoczył do pięciu, a większości podstron do czterech :-)
Marzec
Marzec upłynął pod znakiem wolnego powrotu wiosny... i zaliczania zaległości, które warto było zaliczyć w miarę szybko ;-) Powoli rozpoczynałem też udany sezon fotograficzny ;-)
Kwiecień
Kwiecień to prócz ładnej pogody, sporo zajęć na uczelni i niczym szczególnym się ten miesiąc nie wyróżnił... No może poza pierwszymi sesjami na CMK ;-)
Maj
W maju CMK już była przeze mnie dość często odwiedzana. Całą grupą braliśmy rowery i fruu do Jaktorowa ;-) Styczniowa plotka stała się prawdą. Lepper został wicepremierem, a razem z nim Giertych... W maju miałem jeszcze więcej zajęć i jeszcze mniej wolnego czasu. Ale jakoś przeżyłem ;-) A Antylameriada zanotowało dziesięć tysięcy odwiedzin! :-)
Czerwiec
Czerwiec to praktycznie same studia i sesja... Ale ponieważ fiskus oddał część mojego podatku dorobiłem się nowego aparatu, więc fotografowania trochę też było ;-)
Lipiec
A w lipcu. W lipcu wreszcie miałem trochę odpoczynku. Często jeździłem na CMK (także o czwartej rano) i byłem po prostu szczęśliwy! :-) Dowiedziałem się też, że zostałem przyjęty na specjalność Systemy Teleinformatyczne, czyli będę kontynuował naukę w zawodzie wyniesionym z technikum ;-) A Roman zaczął dawać matury...
Sierpień
Sierpień to miesiąc, w którym nieco pogorszyła się pogoda, ale to nie przeszkodziło zbytnio w robieniu zdjęć ;-) W sierpniu również, bez żadnej decyzji, kompletnie spontanicznie, przerzuciłem się na Linuksa i trzymam się do dzisiaj. Na szczęście nie musiałem się uczyć tego systemu, bo już go od dłuższego czasu znałem ;-) Wciąż byłem zadowolony!
Wrzesień
Kampania wyborcza już się zaczynała. Niestety zbyt ciekawa i dynamiczna nie była :-/ A studia się zbliżały. Wakacje dobiegały już końca i trzeba było się wreszcie wziąć do roboty... Jako tako udało mi się pozaliczać. Zdałem też połprzewodniki, co było wielkim naszym sukcesem :-)
Październik
W październiku wziąłem się ostro do roboty. Ale niestety był to krótki okres... Większość rzeczy leżała później dość długo bez żadnych zmian. Ech, ten mój słomiany zapał... Ogólnie październik minął raczej na ponownym przystosowaniu się do studiów ;-)
Listopad
Listopad wyróżniającym się miesiącem nie był. No może prócz tego, że nawet polubiłem VHDL-a ;-)
Grudzień
Grudzień, jakich dawno nie było. Ciepły, bez śniegu, nawet słoneczny ;-) Spędzony niestety w większości na uczelni... No i bogaty w rozmyślania...

A jak ogólnie podsumować ten rok? Jako udany. Wiele się zmieniło. Poznałem sporo osób, nauczyłem się wielu rzeczy i coraz rozsądniej zacząłem myśleć. W porównaniu z poprzednim rokiem wygląda na to, że sporo zmądrzałem ;-) Ciekawe co przyniesie nowy rok ;-)

Słowa kluczowe: ogólne Krzysiek

Komentarze (2)

Mądrość ludowa

06.12.2006 - Środa - 22:49

Dzisiaj będzie w nieco innym stylu, niż w tym, do którego nawykliście czytając tego bloga. Mianowicie, będzie osobiście.

Kiedyś (nie ważne gdzie, nie ważne jak) usłyszałem stwierdzenie, że co siedem lat człowiekowi zmienia się charakter. Nie zastanawiałem się wtedy nad prawdziwością tego stwierdzenia, ale dzisiaj jestem skłonny stwierdzić, że coś w tym jest.

Oczywiście pierwszej "zmiany charakteru" nie pamiętam. Mając siedem lat człowiek nie zastanawia się nad własnym uwarunkowaniem psychicznym. Ale z "drugiej" zmiany już coś pamiętam. Szósta i siódma klasa podstawówki. Zmian było sporo, ale to można jeszcze wytłumaczyć okresem dorastania.

Trzecia zmiana, w wieku dwudziestu jeden lat przypadła w moim przypadku na początek drugiego roku studiów. Z oczywistych względów pamiętam najlepiej co się stało. Zmiany nie były nagłe, ani bardzo drastyczne, ale mimo wszystko były i nie można ich zbagatelizować. A cóż we mnie ewoluowało? Otóż stałem się bardziej otwarty. Mało kto stwierdziłby, że jestem otwarty do ludzi, ale ja zauważyłem, że trochę się posunąłem w tamtym kierunku. Zacząłem rejestrować to co nienamacalne, czyli wszelkie odczucia, przeczucia, uczucia itp., co wcześniej praktycznie dla mnie nie istniało. Stałem się pomocny. Już nie odmawiam pomocy w rozwiązaniu jakiegoś problemu "bo po prostu", a odmawiając przynajmniej posiadam jakiś argument przeciw. Ustabilizowały mi się poglądy, szczególnie w kwestiach etyki i moralności. Bardzo rażą mnie zachowania nieetyczne. No i się uspokoiłem, a właściwie stałem się bardziej cierpliwy, dużo mniej wybuchowy, rozmawiając mówię spokojnym głosem. Może nawet stałem się flegmatykiem...

A co pozostało? Nadal jestem nudziarzem. Nie potrafię (albo ludzie nie potrafią) ze mną nawiązać rozmowy na temat inny niż kolej czy studia. Niestety jestem monotematyczny, chociaż mam wiele do powiedzenia na różne tematy... Mimo wzrostu swojej otwartości na ludzi, wciąż mam ogromne problemy z bezpośrednim kontaktem człowiek-człowiek. Nieśmiałość... Nieśmiałość to jedna z przyczyn tego problemu. Zauważalna szczególnie w stosunku do kobiet. Pięć lat technikum, prawie całkowicie zmaskulinizowanej szkoły daje efekty - nie mam pojęcia jak rozmawiać z kobietami, nie rozumiem ich... Rozmowa z kobietą tak jak z facetem niestety nie jest dobrą opcją. Druga przyczyna to brak czegoś co się zwie empatią. Nie potrafię odczytywać myśli moich współrozmówców, dopóki swojego niezadowolenia (bo tu zazwyczaj o to chodzi) nie zaczną wyrażać słowami albo gestami. Mój humor nadal pozostaje niezrozumiały dla większości. Wciąż mam o sobie zbyt duże mniemanie, wciąż jestem leniwy, wciąż mam problemy z motywacją. Wciąż to, wciąż tamto...

I stało się! Publicznie opisałem swoje słabości. Mój długo kreowany wizerunek runął. Odkryłem przed wszystkimi swoje słabości! A przy okazji sam przed sobą dokonałem analizy samego siebie. Szczegółowe wyniki zostawiam dla siebie, czas wyciągnąć wnioski...

Przepraszam wszystkich, których zanudziłem tym tekstem. Wygląda na to, że potrzebowałem coś takiego napisać.

Słowa kluczowe: osobiste krzysiek

Komentarze (9)

Specjalizacja

11.07.2006 - Wtorek - 00:10

Pojawiły się wyniki podziału na specjalizacje mojego roku. I, co było do przewidzenia, udało mi się zostać wpisanym na STI - czyli Systemy Teleinformatyczne.

Na mojej specjalizacji zostaną utworzone dwie grupy. Na drugiej specjalizacji w tym instytucie - STK - Systemach Telekomunikacyjnych - jedna grupa. Specjalizacja SRE - Systemy Radioelektroniczne - tylko jedna grupa, a szkoda, bo sporo osób chciało się tam dostać. Systemy Teledetekcyjne - STD - specjalizacja unikalna na skalę co najmniej krajową, też tylko jedna grupa, ale ona zbyt wielką popularnością się nie cieszyła. I jeszcze ISB - Inżynieria Systemów Bezpieczeństwa - tutaj baaardzo dużo osób chciało się dostać, ale nie ja - dwie grupy.

I z tego wynika, że 186 studentów drugiego roku Elektroniki i Telekomunikacji właśnie rozpoczęło prawdziwe studiowanie... Aż się boję ;-)

Słowa kluczowe: wat krzysiek

Komentarze (3)

Katastrofa?! Kataklizm?!

21.06.2006 - Środa - 21:45

Wieczorem zerwał się wiatr i przyplątała się burza. Nieświadom niczego poszedłem sobie pod prysznic.

Woda sobie leci na mnie równym strumieniem, gdy nagle.. pyk! Zgasło światło! Myślę sobie, trudno. Prysznic dokończe, a ogolę się najwyżej przy świeczce. Minęła chwila. Nagle spostrzegam, że woda zaczyna coraz słabiej płynąć. Zakręcam ciepłą, odkręcam zimną... To samo! Wina wodociągu! Jeszcze leci, jakoś przetrzymam. Przyspieszam, żeby zdążyć przed punktem krytycznym. Niestety, punkt krytyczny przyszedł niespodziewanie szybko. A ja stoję sobie, cały w mydle, bez światła i bez wody. Fajnie! Nawet w wodociągach prądu nie ma i pompy nie tłoczą wody do sieci... Super. Już zaczynam obmyślać plan awaryjny: wstanę jutro około czwartej (zakładam, że będzie już woda), wezmę prysznic, ogolę się, umyję zęby, ubiorę się, zjem i pójdę na pociąg. Trudno. Nie wypada jechać na egzamin śmierdząc potem ;-)Tylko co zrobić z tym mydłem? ;-)

A tu nagle... Pyk! Światło! Nadzieja wraca! Woda też zaczyna nieśmiale lecieć, ale widać, że się "rozkręca". Jestem uratowany! ;-)

Hmm... Bez prądu jestem w stanie żyć (oczywiście najwyżej kilkadziesiąt godzin), ale życia bez bieżącej wody sobie nie wyobrażam już kompletnie! Odcięcie wody jest nieludzkie! A brak prądu i wody... Pierwszy raz mi się coś takiego zdarzyło. Byłem wręcz przestraszony!

P.S. Wreszcie dorobiłem się nowego aparatu - Canona Powershot A520. Niby nic wielkiego, a jak cieszy ;-)

Słowa kluczowe: krzysiek

Komentarze (2)

Potrzebuję zmian!

18.06.2006 - Niedziela - 17:59

Zaczynam zauważać (być może po prostu się starzeję), że cała moja egzystencja jest kompletnie bezużyteczna. Chodzę tu i tam, robię to i tamto, ale nikt nie ma z tego pożytku. Jestem kolejnym, szarym bytem żerującym tylko na (niezupełnie) zdrowym społeczeństwie.

Popadam w kompletną paranoję. Zaczynam wszystko robić wręcz rutynowo, niezupełnie kontrolując swoje odruchy. Zdaję sobie sprawę, że to nie poprowadzi mnie do niczego dobrego. Momentami wydaje mi się, że osiągnąłem już szczyt - zachowanie Adama Miauczyńskiego w "Dniu Świra" Marka Koterskiego. Oglądając ten film jeszcze się śmiałem. Teraz nie wiem, czy w ogóle bym choć trochę wykrzywił usta do uśmiechu. Mało prawdopodobne...

Mam prawie dwadzieścia dwa lata. Właściwie nic przez te lata nie osiągnąłem. Czuję, że wszystkie moje możliwości, wszelkie pomysły, których kiedyś byłem pełen, uszły ze mnie i już nie wrócą. Ja tego nie chcę! Ja chcę coś tworzyć, czym się zajmować, mieć jakieś konkretne cele. Ja wciąż mam niewykorzystany potencjał! Ja chcę go jakoś wykorzystać! Tylko jak... Póki co wykorzystywanie potencjału sprowadza się do rozwiązywania banalnych problemów różnorakiej natury. A ja czuję, że stać mnie na więcej. Tylko jak zmusić siebie do tego?!

Jeszcze dwa miesiące temu taki wpis, nie miałby możliwości się tu pojawić. Ale coś we mnie się przestawiło, pękło i coś się zaczyna ulatniać. Teraz ulatnia się chęć bycia potrzebnym...

P.S. Prawda, że to za wcześnie na kryzys wieku średniego?

Słowa kluczowe: krzysiek patetycznie

Komentarze (10)

WueF

13.06.2006 - Wtorek - 20:35

To już ostatni wpis, w którym narzekam na wuef. Ostatni, bo wreszcie, po piętnastu latach, skończył mi się przedmiot zwany wychowaniem fizycznym! Skończył się! Wreszcie!

A chyba dobrze wiecie jak bardzo nie lubiłem tego przedmiotu, jak wieszałem na nim psy, jak rzucałem mięsem na wuefistów... Teraz to się skończyło! Już nie będę się denerwował z powodu wuefu. Ale z łezką w oku to go wcale nie żegnałem ;-)

Ostatni wuef zakończył się dość optymistycznie, bo dostałem na koniec semestru czwórkę, która, tak mi się wydaje, mi się nie należała, jeśli chodzi o umiejętności, ale należała mi się za wszystkie te krzywdy ;-)

A na dodatek, mam jeszcze 4,5 z laboratoriów z Układów Analogowych, a z tego wynika, że będę miał czwórkę z egzaminu z tego przedmiotu. Ha!

Słowa kluczowe: wat krzysiek

Komentarze (0)

Godziny (dni) szczytu

07.06.2006 - Środa - 18:38

Tak, zaczęło się. Teraz wszystko się skumuluje. Do sesji jeszcze półtora tygodnia, a przede mną jeszcze: dwie laborki z Zasilania, dwie laborki z Optoelektroniki, zaliczenie ćwiczeń z Przetwarzania Sygnałów, zaliczenie z Zasilania, zaliczenie z Optoelektroniki, zaliczenie z Telekomunikacji, zaliczenie z Teledetekcji i n-ty egzamin z Półprzewodników... Jeszcze też kilka sprawozdań i ich obrony. A na wszystko mam... w sumie pięć dni, ponieważ zajęcia kończą się w środę. Ech... Pięknie, kapitalnie, wspaniale, jak to na WAT przystało.

A najgorsze jest to, że, choć tego po mnie jeszcze nie widać, zaczynam się już nieźle stresować. Szybko się wkurzam i mam wszystkiego dość. Nie będę wspominał o tym, że zmalała też średnia długość mojego snu :-/

Słowa kluczowe: wat krzysiek

Komentarze (0)

Czasem aż nie można uwierzyć...

31.05.2006 - Środa - 20:51

Czasem aż nie można uwierzyć... Ale to za chwilę. Najpierw krótkie stwierdzenie: tak, udało się przekroczyć 10 000 (słownie: dziesięć tysięcy) odwiedzin w tym miesiącu. Mały sukces.

A teraz wracamy do zasadniczego tematu wpisu. Czasem aż sam nie mogę się nadziwić jaki głupi jestem. Los jak dotąd sprawiał, że bardzo często, bez większego wysiłku, udawało mi się zaliczać różne przedmioty. Przyzwyczaiłem się do tego tak bardzo, że ostatnio praktycznie w ogóle nie wkładałem pracy w naukę i albo liczyłem na szczęście albo liczyłem na zdrowy rozsądek, który, nieskromnie to powiem, parę razy uratował mnie przed niezaliczeniem. Jednak wszystko co dobre, kiedyś musi się skończyć. Dzisiaj dowiedziałem się, że nie zaliczyłem testu z Telekomunikacji. I w sumie nie mogę się za bardzo dziwić, bo wcale się nie uczyłem, ale jestem na siebie strasznie zły, bo test był łatwy i jego zaliczenie nie było wielkim wyczynem.

Czasem solidny kopniak w tyłek, chociażby w postaci takiego niepowodzenia, może mieć zbawienny wpływ. Czy będzie na mnie miało? Nie mam pojęcia. Skłaniam się jednak ku stwierdzeniu, że spłynie to po mnie jak majowy deszczyk, a ja znów będę robił to co zwykle, czyli nic.

Weź się do roboty Krzysiek, bo daleko tak nie zajedziesz! Kilka tygodni temu dostałem maila, w którym jego autor stwierdził, że jestem nadętym bufonem, który myśli, że pozjadał wszystkie rozumy. Może miał trochę więcej racji niż przypuszczał...

Słowa kluczowe: krzysiek ogólne antylameriada

Komentarze (1)

Dziwne rzeczy się dzieją

05.04.2006 - Środa - 22:46

Mam problemy ze skupieniem uwagi i z koncentracją. Ktoś do mnie mówi, ja go słucham, ale nie mam pojęcia o czym mówi. Oczywiście zakładam, że to efekt zmiany pogody, a nie jakieś początki schizofrenii lub czegoś podobnego (nawiasem mówiąc dzisiaj przed oczami zmaterializowała mi się śrubka na podłodze).

A może po prostu już się zaczynam starzeć. Skoro łysieję, to czemu nie miałbym się zestarzeć ;-)

Mało tego! Z dnia na dzień coraz bardziej zbliżam się do stwierdzenia, że jestem głupi. Proste rzeczy stają się dla mnie coraz trudniejsze. Nic mi się nie chce, nie mam pomysłów, jestem wypalony. I mimo tego, że jestem aspołeczny, to te relacje międzyludzkie, które jeszcze pozostały coraz bardziej się kruszą, bo nie potrafię złapać wspólnego języka z innymi ludźmi. Coraz bardziej się wyobcowuję.

Kurcze! Tak nie może być!

Słowa kluczowe: krzysiek

Komentarze (3)

O kurcze!

28.03.2006 - Wtorek - 20:37

Przed chwilą usłyszałem: Im bardziej ktoś jest inteligentny, tym większą chęć odczuwa na poprawianie innych przez wyszukiwanie błędów i kruczków. O kurcze! To ja jednak jestem inteligentny, bo jednym z moich hobby jest ciągłe poprawianie innych ;-)

Tak, wiem, wiem. Popadam w samozachwyt :-/

Słowa kluczowe: krzysiek

Komentarze (0)

Luki w pamięci?

07.03.2006 - Wtorek - 21:39

Kiedy ja zainstalowałem sobie Gimpa 2.2? Rękę bym sobie dał uciąć, że mam wciąż 2.0. Dziwne...

Słowa kluczowe: krzysiek komputer

Komentarze (3)

Szatan! Szatan ze mnie!

19.02.2006 - Niedziela - 00:46

Mam słomiany zapał, ale choć trochę uprzykrzę życie swoim uprzykrzaczom :-)

Pytanie brzmi: czy na blog.onet.pl (niech czeluści piekielne pochłonią tę domenę) można z poziomu jakiegoś panelu administracyjnego usuwać komentarze? Ktoś wie? Bo chętnie bym popsuł szczególnie upierdliwym osobnikom trochę krwi ;-)

P.S. Jeszcze jeden pomysł wpadł mi do głowy: blokada komentarzy po wejściu z refererem z http://blogi.toplista.pl/ ;-)

Słowa kluczowe: blog antylameriada krzysiek

Komentarze (9)

Uderzyło mnie coś w głowę?

15.02.2006 - Środa - 22:04

Od kilku tygodni robię coś, o czym kiedyś nawet bym nie pomyślał - ćwiczę. Ot, tak po prostu robię pompki albo macham hantelkami.

Ale dlaczego? Nie wiem... Czyżby dlatego, że kiedyś zobaczyłem się w lustrze i stwierdziłem, że wyglądam jak żywy trup - chude ręce, zapadnięty brzuch, wystające żyły z szyi. Spontanicznie zacząłem pompować.

Efekty pojawiły się dość szybko. Nadal wyglądam jak trup, ale jestem w stanie zrobić jednego dnia nawet 200 pompek (w seriach po 20 - 25), a byłem w stanie zrobić dwie. Kiedyś zdarzało mi się szybko męczyć. Teraz już raczej nie. No i ładnie mi się triceps wyróżnia :-)

Póki co nie zacząłem jeszcze chodzić w dresie, nie zgoliłem wszystkich włosów, a kark mi się nienaturalnie nie powiększa, więc nie jest jeszcze źle ;-)

Słowa kluczowe: krzysiek

Komentarze (9)

Stres - wielki come back

05.02.2006 - Niedziela - 21:37

Było dobrze, byłem zupełnie spokojny, prawie w ogóle się niczym nie przejmowałem. Aż usłyszałem tę straszną wieść. Załamał się cały mój spokój, a serce zaczęło walić niczym seria impulsów Diraca. Jutro mam egzamin z Układów analogowych, ustny! Czyli żegnaj swobodna myśli! Nie będzie możliwości uzupełnić braków w wiedzy logicznym myśleniem. Szansa na zdanie egzaminu spada gwałtownie... Bardzo gwałtownie, bo w bezpośredniej relacji student - wykładowca zawsze student jest na gorszej pozycji niż w przypadku, gdy między studentem, a wykładowcą pośredniczy kartka papieru.

Ale nie... Ja muszę pozostać spokojny. Nie chcę żeby powtórzyły się zdarzenia sprzed roku...

Słowa kluczowe: krzysiek

Komentarze (3)

Mam 21 lat...

09.01.2006 - Poniedziałek - 21:19

Mam 21 lat, można powiedzieć, że jestem w pełni sił witalnych, a całe życie przede mną. Można powiedzieć, ale nie będzie to prawdą. Dziś zaobserwowałem u siebie rzecz dziwną. Łysieję. I nie mam na myśli tutaj naturalnego wypadania kilku zużytych włosów, ale dość szybko powiększające się "zakola" nad czołem. Mógłbym dać głowę, że jeszcze kilka tygodni temu czoło miałem dużo niższe.

A teraz muszę się zastanowić, kto z mojej rodziny, jest odpowiedzialny za moje przedwczesne łysienie ;-)

Słowa kluczowe: krzysiek

Komentarze (2)

Oko

30.09.2005 - Piątek - 22:27

I stuknęło! W dniu dzisiejszym rozpocząłem dwudziesty drugi rok swojego nędznego bytu.

Zauważam w sobie sporo zmian. Większość z nich pojawiła się lub bardzo rozbudowała właśnie w dwudziestym pierwszym roku mojego życia. Stałem się bardziej zrównoważony, inaczej patrzę na otaczającą mnie rzeczywistość, zacząłem rachować korzyści i straty wszystkich posunięć. Coraz częściej myślę długofalowo. Wybudowało mi się silne własne zdanie na wiele tematów, jednak wciąż często ulegam różnym wpływom. Nieskromnie też powiem, że bardzo różnię się mentalnie od innych osób w moim wieku - nie bawią mnie, ani nie interesują pomysły typowe dla pokolenia połowy lat osiemdziesiątych. Częściej poświęcam się własnej pasji i wolę spędzać wolny czas, na przykład, z książką.

A stosunki międzyludzkie wciąż są kiepskie. Nie potrafię znaleźć wspólnego języka z ludźmi (nie mam tutaj na myśli mojej ciągłej paplaniny o kolei), a ludzie nie potrafią znaleźć wspólnego języka ze mną. Może to jest spowodowane różnicami mentalnymi...
Jeśli chodzi o płeć przeciwną - nie wykazuję wystarczająco dużo entuzjazmu. Może to dobrze, na wszystko przyjdzie kolej pora.

A teraz sam sobie życzę: przyrostu wiedzy i inteligencji, chęci do produktywnej pracy, poprawienia swojego stanu psychicznego i pozbycia się manii wielkości wyższości.

I dziękuję wszystkim za miłe życzenia :-)

Słowa kluczowe: krzysiek

Komentarze (5)

© Krzysztof Sawicki