Komentarze do wpisów
Jak Krzysztof wtorek spędził...
20.06.2007 - Środa - 00:33
Wybaczcie, że będzie tak szczegółowo ;-)
Krzysztof Ażzabardzopunktualny
Miałem dzisiaj mieć dwie rozmowy kwalifikacyjne w sprawie pracy (na początek na wakacje, a później to się jeszcze okaże). Nie powiem Wam jakiej pracy, ale z moimi kwalifikacjami... Domyślicie się ;-) O godzinie dwunastej byłem umówiony na rozmowę na Okęciu (nie, nie lotnisku, ale blisko). Pojechałem Ostrowianinem 10.12. O 10.56 miałem z Zachodniego 154, które spóźniło się jakieś dziesięć minut. Na miejscu byłem około 11.20. Zwiedziłem więc okolicę, obejrzałem rozkłady jazdy okolicznych przystanków, popatrzyłem na startujące samoloty i jakoś spędziłem... dwadzieścia minut. Trudno, dwadzieścia kolejnych poczekam na miejscu. Kilka minut przed dwunastą zostałem zaproszony na salę rekrutacji. Ja i jeszcze jeden chłopak. Prawdopodobnie miało się stawić więcej osób. Stchórzyli? ;-) Po krótkim wstępie zostałem sam na sam z rekruterką i rozpoczął się magiel, zwany rozmową kwalifikacyjną...
Krzysztof Rozgadany
W trakcie rozmowy kwalifikacyjnej dostałem serię pytań, różnych. Począwszy od opisania swoich wad i zalet do pytania o to co bym zrobił, gdybym dostał milion złotych. Traf chciał, że dzień wcześniej znalazłem w Sieci 150 najczęściej zadawanych pytań i jedynym, które mnie zaskoczyło było właśnie to pytanie z milionem złotych. Rozgadałem się. Stres praktycznie żaden, zdecydowane i oryginalne odpowiedzi, aż zaskoczyłem sam siebie ;-) Tak naprawdę, to była moja pierwsza rozmowa kwalifikacyjna w życiu przeprowadzona w ten sposób. Nie spodziewałem się, że tak gładko mi pójdzie. I nie wiedziałem też, że stwierdzenie, że studiuję na Wojskowej Akademii Technicznej wywoła taką reakcję. Jednak uczelnia ma siłę przebicia, nawet w tak niezwiązanej branży ;-)Wyszedłem po około dwudziestu minutach z zapewnieniem, że dostanę jeszcze dziś telefon i będę umawiać się na szkolenie.
Krzysztof Nieufny oraz Krzysztof Czasemgapa
Idę na przystanek. Pada deszcz. Już nigdy więcej nie zaufam prognozie pogody z Onetu. Według nich miał być krótki przelotny deszczyk, a tu się rozpętała spora burza (pioruny w okolicach lotniska) z oberwaniem chmury. Idę na przystanek 106. I Krzysztof Czasemgapa nie zauważył, że akurat dla 106 ten przystanek jest warunkowy. Zły na siebie pożegnałem wzrokiem mijające mnie Urbino 12 z Veolii. Trudno, trzeba to swoje głupstwo przełknąć. Idę na przystanek 154, mam za kilka minut. W rozkładzie brygada niskopodłogowa, może trafię na Grodziską Scanię... Nie trafiłem na Jelcza z Redutowej, trudno. Jadę do Zachodniej, wsiądę w jakiś pociąg i dojadę do Śródmieścia, bo następny punkt mojej podróży to agencja pracy przy Rondzie Dmowskiego. W międzyczasie ulewa jeszcze bardziej się rozhulała. Na szczęście, akurat ten Jelcz był szczelny ;-) Wysiadając z autobusu (już suchy) i wbiegając w tunel pod Zachodnim i tak zdążyłem zmoknąć. Poczułem się jakby ktoś mnie wiadrem wody oblał... Naprawdę ostry deszcz. Zastanawiałem się czy w taką pogodę jest sens jechać jeszcze do Centrum. W końcu tam nie mam konkretnego terminu wyznaczonego, ale zaryzykowałem. Akurat przyjechał kibel z Radomia. Kiedy dojeżdżałem do Ochoty deszcz przestał lać i już po prostu padało ;-) Przejście ze Śródmieścia na północno-wschodni róg Alei Jerozolimskich i Marszałkowskiej nawet nie spowodowało zbyt wielkiego nasiąknięcia deszczówką. Dotarłem na miejsce.
Krzysztof Rozchwytywany
Trochę zdezorientowany dziwnie opisanymi strzałkami dowiaduję się, że muszę wypełnić kwestionariusz. Wypełniam. Praktycznie to samo co w CV i liście motywacyjnym. Wchodzę do pokoju, w którym mam go oddać. Dowiaduję się na czym polega praca, czytam regulamin pracy (nawiasem mówiąc, czytając go poczułem się jak w obozie pracy) i dowiaduję się o warunkach. Gorsze, na Okęciu dużo lepsze warunki pracy i stawka większa. A tutaj... Chcą już podpisywać umowę i od jutra zaczynam pracę... Niestety. Hola, hola, proszę państwa. Sesję mam do końca następnego tygodnia, a poza tym wolę Okęcie. Stanęło na tym, że umowę mogę podpisać pod koniec czerwca, a pracę rozpocząłbym od drugiego lipca. Mi to pasuje. Będę miał czas na zastanowienie się ;-)
Krzysztof Czasemfartowny
Wracam. Idę na Śródmieście. Wchodząc widzę pociąg do Skierniewic. Biegiem! Niestety... Uciekł... Na Centralny nie idę, bo nie zdążę na Wrocławianina dobiec. Czekam na osobówkę do Radomia, może uda mi się przesiąść na Zachodnim (Wrocławianin odjeżdża 13.55 z szóstki, a osóbowki do Radomia też stają przy szóstce). Niestety na Ochocie wyprzedził mnie Wrocławianin, a przed Zachodnim, tam gdzie droga tej osobówki krzyżuje się z torami dalekobieżnymi jeszcze postałem trochę, żeby przepuścić Jaćwinga. Trudno, trochę poczekam. Wysiadam na Zachodnim, schodzę na dół, żeby zobaczyć, czy jest pospieszny do Łodzi o 14.25 (przy tak wielu zmianach rozkładów już sam się gubię), gdy nagle słyszę, że "Pociąg pospieszny Prząśniczka z Warszawy Wschodniej do Łodzi Fabrycznej przez Żyrardów, Skierniewice, Koluszki wjedzie na tor pierwszy przy peronie szóstym". O! A jednak mam farta ;-) Prząśniczka przesunięta 40 minut później. ;-) Wracając jeszcze odebrałem telefon i dowiedziałem się, że przeszedłem pomyślnie rekrutację i zaproszono mnie na szkolenie w piątek ;-)
I tak Krzysztof spędził wtorek. A teraz drodzy czytelnicy, zastanówcie się po co ja to w ogóle pisałem? Bo ja też nie wiem ;-)
Słowa kluczowe: krzysiek
Komentarze
reod
O tym, że pociągi przez (do/z) Skierniewice są niebespieczne, wie każdy, kto czytał ,,Lalkę'. Dobrze, że nie wsiadłeś.
Tak mi się skojarzyło :p
21.06.2007 21:49
Adres permanentny
tranx
Praca to nic fajnego. Znaczy fajna jest jak się dobrze tak jak ja trafi, ale najgorsze jest, jak sobie uświadamiasz, że nie masz wakacji w sumie. Najprzyjemniejszy jest jednak dzień wypłaty ;]
22.06.2007 23:10
Adres permanentny

vmario
Potrzeba pewnego rodzaju ekshibicjonizmu, chęć odreagowania przeżyć (niekoniecznie negatywnych, przecież radością też lubimy się dzielić) - to jest chyba to coś, co popycha ludzi do blogowania, pamiętnikarstwa czy po prostu gadania przy piwie o swoim życiu.
Ot, takie widzimisię, dla którego nie znajduję poważniejszego uzasadnienia (nie jestem psychologiem). Zresztą czy to ważne? :)
20.06.2007 20:21
Adres permanentny