Reklama

Blogi, które czytam

Kategorie

Archiwum

2008

2007

2006

2005

2004

Stat4u

Stat4u

Komentarze do wpisów

Prowokacja kontrolowana

22.03.2005 - Wtorek - 20:35

Nie, nie jestem reporterem Faktu, Polsatu czy SuperExpressu. Nie, nie szukam dziury w całym, bo tego "całego" już od dawna nie ma. Nie, nie próbuję się w żaden sposób wyżywać. Nie, nie chcę dalej obserwować niekompetencji.

To było tytułem wstępu. Teraz zacznijmy wątek.

Dzisiaj przyjechałem Telimeną na dworzec Warszawa Wschodnia. Pogoda kapitalna, ciepło, słońce świeci, wręcz wspaniała do zrobienia kilku fotek. Fotek oczywiście, jak to ja mam w zwyczaju, o tematyce kolejowej. Ale pewna rzecz nie dała mi spokoju. Sokiści, czyli ludzie, których zachowanie trudno przewidzieć i na terenie kolejowym lepiej nie wchodzić im w drogę. Ponieważ miałem jeszcze sporo czasu do zajęć postanowiłem porozmawiać z sokistami, którzy często kręcą się po tunelu pod peronami.

Znalazłem dwóch. Przeprosiłem i grzecznie spytałem się o możliwość zrobienia kilku zdjęć, oczywiście amatorsko. Sokiści po moim pytaniu poczuli się bardzo niezręcznie. W ogóle nie wiedzieli co mają mi odpowiedzieć, więc stwierdzili, że istnieje ogólny zakaz fotografowania (ogólny - czyli zakaz fotografowania czegokolwiek - pociągów, dróg, samochodów, drzew, zwierząt i w ogóle wszystkiego), praktycznie stwierdzili, że aparaty fotograficzne to broń masowego rażenia. Oczywiście ich stwierdzenie było nieprawdziwe. Pomijając już fakt ogólności zakazu, to na kolei przecież też taki zakaz nie istnieje (a jeśli tak, to gdzie są wywieszone tabliczki o tym informujące?). Zapewne spytacie, dlaczego się zapytałem? Nie chciałbym zostać złapanym na "gorącym uczynku" i ponosić jakieś konsekwencje czynu, który w żaden sposób wykroczeniem, a tym bardziej przestępstwem nie jest.

Po tym jak usłyszałem tę rewelację, postanowiłem pociągnąć sprawę dalej i dokonać "prowokacji kontrolowanej" - takiej dziennikarskiej sztuczki, ale z niepisaną gwarancją obsmarowania kolei tylko za to co zrobiła, a nie za to co mi ślina na język przyniesie, jak to jest często w przypadku dziennikarzy wymienionych na samym początku notki.

Spytałem się sokistów, gdzie mogę dostać bardziej szczegółowe informacje. Ich "yyy.... e.... " jakoś mnie nie zadowalały. Odesłali mnie do Administracji obiektu. Pójdzie pan od ulicy Kijowskiej, tam są schody na górę i tam jest administracja. Poszedłem. Wchodzę na górę: przede mną kantor, po lewej krata z napisem drużyny konduktorskiej, po prawej krata nieopisana. Skręcam w prawo. Jest sporo drzwi, ale żadne nie są opisane. Kręce się tak trochę... Może czegoś nie zauważyłem. Ktoś wychodzi. Zaczepiam, przepraszam i znowu grzecznie tłumaczę o co mi chodzi. Kobieta tłumaczy mi, że powinienem zgłosić się do Przewozów Regionalnych (o pozwolenie na fotografowanie dalekobieżnych), Kolei Mazowieckich (o pozwolenie na fotografowanie osobowych) itd. Ja jej grzecznie tłumaczę, że znam podział "ról" po podziale PKP i dalszych kombinacjach. Zaprasza mnie do jakiegoś pokoju. Pani Naczelnik, Pani porozmawia z tym panem! Czyżbym rozmawiał z Naczelniczką? Nie wiem. Może to była Naczelnik czegoś innego. Ale to w sumie nie jest ważne. Tłumaczę jej o co chodzi. Zaznaczam, że chodzi o fotografię amatorską. Usłyszałem tylko, że terroryzm i w ogóle i Pan pójdzie na drugą stronę, od Lubelskiej. Tam są takie schody w dół i tam jest sekretariat. Wpisze pan się na portierni, dostanie plakietkę i tam panu wszystko wyjaśnią. Pożegnałem się i poszedłem.

Jestem już od strony ulicy Lubelskiej. Nie ma żadnych schodów w dół. Czyżbym czegoś nie zrozumiał? Widzę tych samych dwóch sokistów. Znowu ich zaczepiam i mówię gdzie mam iść. Oni, tym razem z pewnością w głosie, kierują mnie na zewnątrz, do drugiego budynku. Wychodzę. Idę do tego budynku. Cóż widzę nad drzwiami? "Koleje Mazowieckie"! Wiedziałem, że jestem nabijany w butelkę, ale żeby aż tak!? No nic, prowokacja, prowokacją. Kontynuuję. Wchodzę. Od razu wita mnie portierka. Mówię jej, że jestem w takiej, a takiej sprawie. Kieruje mnie do sekretariatu. Tutaj te drzwi, a potem pierwsze drzwi na lewo. Żadnej plakietki gościa? Ale nieważne. Wchodzę. Przede mną sporo "szych". Dziwnie się na mnie patrzą, ale przepuszczam ich grzecznie w przejściu. Pukam w drzwi sekretariatu. Słyszę "proszę". Wchodzę. Witam się. Pani, właśnie rozmawia przez telefon. Z kilku słów rozmowy wnioskuję, że rozmowa, mimo, że wykonywana w pracy, ma charakter ściśle prywatny. Czekam kilkanaście, może kilkadziesiąt sekund. Pani na chwilę odsuwa słuchawkę od ucha. Pyta się mnie jakiej sprawie (z delikatnym zdenerwowaniem w głosie). Wiedząc, że zdenerwowanie wynika z mojego przeszkodzenia w jej rozmowie stwierdzam, że mogę chwilę poczekać, niech skończy rozmowę. Ona kończy. Tłumaczę jej o co chodzi. Dziwne spojrzenie. Głupi? A może terrorysta, który przygotowuje się do ataku na historyczny tabor i nie chce wzbudzać podejrzeń? A może kolejny chrzaniony pismak? Zakaz jest. Żeby fotografować pociągi, musi pan mieć pozwolenie od naszej Pani Prezes. Żeby fotografować budynki musi pan mieć pozwolenie z Nieruchomości. Podanie trzeba napisać. W tych słowach nie rozróżniła typów pociągów i stwierdziła, że wszystkie pociągi należą do Kolei Mazowieckich i Koleje Mazowieckie mogą nimi dysponować jak im się podoba. Ja, czując, że już mnie nigdzie nie odeśle (a nawet jak mnie odeśle do Prezeski to na co mi to?), podziękowałem, stwierdziłem, że "nie mam czego tutaj szukać", pożegnałem się i wyszedłem.

I jaki stąd wniosek? "Niedasizm" i niekompetencja. Dopiero poczuliby się niezręcznie, gdybym poprosił ich o uzasadnienie zakazu i spytał się gdzie jest wywieszona informacja o zakazie czyli gdzie są tabliczki z przekreślonym symbolem aparatu.

Najgorsze jest to, że nikt nie stwierdził odważnie, że nie wie. Każdy wolał podeprzeć się zakazem i olać niestandardowego klienta pogarszając, i tak fatalny, wizerunek swojego przedsiębiorstwa (w końcu tym obsmarowaniem pogarszam wizerunek PKP i wszystkiego wokół PKP). Według jednej informacji, powinienem spalić aparat fotograficzny, spisać z tego faktu protokół i pójść z nim do notariusza, żeby protokół nabrał mocy prawnej. Według innej informacji, Koleje Mazowieckie są prawie wszechmogące. A według jeszcze innej informacji, żeby zrobić zdjęcie na stacji Warszawa Wschodnia potrzebuję pozwolenia od conajmiej jednego przewoźnika (oczywiście robiąc zdjęcie muszę uważać, żeby pociąg innego przewoźnika nie wszedł przypadkiem w kadr bo będzie nielegalne zdjęcie), pozwolenie od PKP Cargo - właściciela lokomotyw, PKP Nieruchomości - w końcu stacja do nich należy, PKP Energetyka - na zdjęciu z pewnością będzie trakcja elektryczna, i od PKP PLK - na czym stoją pociągi jak nie na torach? Nie daj Boże, żeby w kadrze znalazł się jeszcze kawałek infrastruktury telekomunikacyjnej, bo będę potrzebował jeszcze pozwolenia od TKT Telekom.

W skrócie. Muszę się dokładnie zaznajomić z odpowiednimi rozporządzeniami i zawsze je mieć przy sobie, tak żebym mógł się przed sokistami wykpić. Jeśli ja próbuję grzecznie, a oni mi odmawiają zasłaniając się urojonym zakazem to ja przestanę być nadmiernie grzeczny i będę zasłaniał się faktycznymi przepisami.

Nie ze mną te numery PKP!

Komentarze

Rafał
Esej piszesz? :P Nie mogłes tego skrócić do słów: nic nie załatwiłem, PKP ma burdel.
22.03.2005 21:20
Adres permanentny

Krzysiul
Bardzo przyjemnie to się czyta, więc stanowczo protestuję przeciwko słowom krytyki towarzysza Rafała. Publikacja ta zawiera o wiele głębsze treści niż tylko opis sytuacji w jakiej znalazł się narrator. Wyrażone są tu porażające trafnością dygresje, które można rozciągnąć nie tylko na sokistów, administrację kolekową i inne takie, ale na cały nasz urzędniczy świat. Amen. :-)
22.03.2005 21:34
Adres permanentny

Krzysiek
Towarzyszu Rafał, jesteście w opozycji. A opozycja ma to do siebie, że na "burdel" mówi "burdel". Władza ubiera to w ładniejsze słowa. Kiedy opozycja dochodzi do władzy też zaczyna mówić ładniej o burdelu ;-)
22.03.2005 21:39
Adres permanentny

Rafał
Towarzyszu Krzysztofie, a jak ładniej mówi władza na "burdel"? A może tak jakąś książke wydasz np coś w rodzaju "Kolej-mit, a rzeczywistość". :D
22.03.2005 22:05
Adres permanentny

Krzysiek
Władza opisuje burdel "dookoła" ;-) A książki z tego się nie da wydać. Żaden wydawca nie wydałby kilkudziesięciu tomów dreszczowca ;-)
22.03.2005 22:11
Adres permanentny

Magda
A pewnie, że się czyta przyjemnie tyle, że takie Młodziki jak Wy to niech z dala sie trzymają od słowa "burdel" nawet :P
25.03.2005 22:57
Adres permanentny

Krzysiek
Trudno trzymać się z dala od burdelu, skoro burdel nas otacza ;-)
26.03.2005 11:15
Adres permanentny

Rafał
Młodziki. LOL Chyba jeszcze nikt dotąd mnie tak nie określił.
26.03.2005 23:22
Adres permanentny

Magda
Nawet jeśli nas otacza to ja trzymam się od niego z daleka, a przynajmnej staram się :]A może Kolega Krzysztof wcale nie chce oddalac się od niego :> Hm...kto co lubi prawda :] "Młodziki"-zawsze musi byc ten pierwszy raz :> Ale czy to aż tak źle brzmi? :D Nie wydaje mi się :]
27.03.2005 18:53
Adres permanentny

Krzysiek
Dobra, zejdźmy już z "burdeli", bo mnie wyszukiwarki zabanują ;-)
27.03.2005 20:20
Adres permanentny

Magda
To może ja wejdę na Google i wpisze "burdel".Zobaczymy jaka strona będzie na pierwszym miejscu:> Tak zejdźmy...bo mi to tak nawet nie wypada :D
27.03.2005 20:25
Adres permanentny

Krzysiek
Beata Burdel, Joanna Burdel, a my tu sobie wycieramy gęby cudzymi nazwiskami. Powinniśmy się wstydzić ;-)
P.S. W Polsce są 44 osoby o nazwisku Burdel, 301 Burdelaków, 75 Burdelasów, po jednym Burdelku i Burdeliku i 168 Burdelskich ;-)
27.03.2005 20:30
Adres permanentny

Magda
He...nie trzeba wchodzić na Google, żeby czegoś sie dowiedzieć. To ja bym chciała dokładny adres jakiegos Pana o takim nazwisku jeszcze :] A teraz czytam notki pewnego osobnika-Młodzika więc o "burdelu" już nie napisze :]
27.03.2005 20:41
Adres permanentny

Krzysiek
Nie znam adresu. Ale najlepiej go szukać w dawnym województwie nowosądeckim. Jest ich tam aż dwunastu!
27.03.2005 20:44
Adres permanentny

Kwitmen
No tak, z diesel'ami (czytaj sokistami) nie warto nawet gadać. Co do fotek, swojego czasu w Iławie, robię fotki pociągów, diesele zatrzymały mnie i zaprowadziły na wartownie. Tam czterech durni przez 20 minut próbowało wyjąć film z aparatu... cyfrowego! O ludzie!
22.11.2005 16:11
Adres permanentny

Sebastian
też fotografuję koleje ale nie mam zamiaru latać po prezesach po świstki. chore to jest ale co zrobić. najlepiej nosić kodeks karny czy jakiś taki i dochodzić swoich praw. tekst się bardzo przyjemnie czyta
18.04.2008 22:00
Adres permanentny

Dodaj komentarz

Uzupełnij poniższe pola

Imię:

E-mail (opcjonalny, nie zostanie wyświetlony):

Strona WWW (opcjonalna):

Uwaga! Komentarze pojawią się dopiero po ich zaakceptowaniu. Zastrzegam sobie prawo do usuwania komentarzy obraźliwych wobec mnie i innych czytelników, komentarzy nic nie wnoszących do tematu oraz komentarzy będących typowym spamem.

© Krzysztof Sawicki