Komentarze do wpisów
Zaczynam się wkręcać
24.10.2004 - Niedziela - 19:51
Już zaczynam się przyzwyczajać do nowego trybu życia. Dojazdy już są dla mnie normalką, żegnanie pociągu, który przed chwilą uciekł również. Jeszcze trzeba jeszcze się przyzwyczaić do laborek z fizyki, ale już się prawie przyzwyczaiłem - wszystko robię w ostatniej chwili ;-) Ale za to robie sobie zaległości :-(
Jednak czasu mam bardzo mało. A jakoś nie mogę się przemóc, żeby zacząć go efektywniej wykorzystywać. Wciąż czas poświęcony na dojazdy jest dla mnie czasem straconym. Nie mogę po prostu uczyć się w autobusie czy pociągu (tym bardziej na stojaco). Ale już żeby jakoś ten czas upłynął postanowiłem słuchać sobie radia. Pierwsze testy z użyciem odbiornika kieszonkowego typu "Scan - Reset" wypadły całkiem dobrze. W pociagu można było normalnie posłuchać radia, ale na dworcu Centralnym/Śródmieściu już było kiepsko. Kiepsko też było koło Pałacu Kultury, ale tu się nie ma co dziwić - tak wiele silnych sygnałów i radio zwariowało. Ale już poczyniłem odpowiednie kroki i dokonałem zakupu trochę lepszego radia kieszonkowego z gałką strojenia częstotliwości - mam nadzieję, że będzie lepiej.
Opracowałem też sposób na "robienie w konia" chciwych konduktorów. Z pewnego powodu, w drodze powrotnej do domu, wsiadam w pierwsze drzwi pociągu - zaraz za lokiem. Nie szukam sobie miejsca siedzącego (tak, tak, przestałem być wygodnicki), bo nie ma to sensu - albo palą w przedziale, albo będę ósmym do siedzenia i wszyscy się będą patrzeć na mnie jak na mordercę (Ósmy pasażer... ;-)). Stoję sobie po prostu podziwiając "nosy" na "siódemce". W pospiesznych kierownik pociągu siedzi sobie w pierwszym przedziale pierwszego wagonu, czyli niedaleko mnie. Ja stojąc na przedzie, z dala od ludzi, niejako daję mu do zrozumienia, że nie mam biletu i chętnie pojechałbym za pięć złotych do łapy konduktora. Konduktor zaraz po ruszeniu z Warszawy Zachodniej zaczyna sprawdzać bilety. Zaczyna oczywiście ode mnie. Prosi mnie o bilet, ja ślamazarnie wygrzebuję bilet i legitymację z kieszeni, on cieszy się, że wpadnie mu parę groszy, ja mu pokazuję bilet i legitymację, a jemu szczęka opada.
Na razie miałem tylko jeden taki przypadek. Reszta konduktorów zniosła to "po męsku" i nie dała po sobie poznać rozczarowania ;-) Albo, po prostu, nie liczyli na to, że zwiększy im się "dochód wolny od podatku".
Mimo wszystko. Poznałem już trasę Żyrardów - Warszawa Centralna tak dobrze, że wręcz intuicyjnie wiem, kiedy nastąpi hamowanie, kiedy szarpnie itp. Więc, jeśli zobaczycie kiedyś człowieka, który przed Grodziskiem Mazowiecki stojąc w wagonie, dziwnie ugina nogi, niejako się zniżając, to pewnie będę ja, przygotowujący się do przejechania przez rozjazdy ;-)
Jeszcze żeby tylko nie tak nie palili papierochów w pociągach... Wtedy byłoby bardzo fajnie.
A jutro... Jutro muszę sobie pójść do Urzędu Miasta i spytać się czy już moje dokumenty przywędrowały. Chociaż... Znając moje szczęście i znając polską administrację pewnie poczekam jeszcze ze dwa tygodnie. Ludzie! Ja od Was tak wiele nie wymagam, ja po prostu chcę dostać swój nowy, aktualny dowód osobisty, z nowym adresem. Czy to jest w ogóle wykonalne?
Ech... W środę laborki z fizyki, w piątek sprawdzian na ćwiczeniach rachunkowych z fizyki... Chcąc, nie chcąc, muszę polubić fizykę, która mi zbrzydła w technikum za sprawą pewnej nauczycielki, która bardzo dziwnie podchodziła do tego przedmiotu. Ale cieszę się, bo jutro mam do odebrania w bibliotece podręcznik do fizyki. Wreszcie przyszła moja kolej.
A propos kolei (znowu ;-)). Wiecie jak to jest z tą blokadą drzwi podczas jazdy w wagonach A/Bdnu? Są blokowane, czy nie?
Jeszcze jedna rzecz mi się przypomniała: we wtorek mam W-F, a na W-Fie atletykę terenową - super, fajnie, cool i w ogóle do d..., zwłaszcza, że ma padać :-(
