Blog
Zabrać zniżki studentom
2009-07-27 13:11:48
Dzisiaj rano usłyszałem w radiu o pomyśle Platformy Obywatelskiej, w którym mowa jest o zabieraniu zniżek bogatym studentom. I chociaż sam już nie jestem studentem i zniżki już nie mam (pożegnałem się z nią dwa tygodnie temu) to sam pomysł wydaje mi się głupi...
Pozwolę sobie dorzucić parę słów do artykułu: http://wyborcza.pl/1,75248,6861793,Pociag_do_oszczednosci.html
Jeremi Mordasewicz z PKPP "Lewiatan" chyba studiował bardzo dawno temu i to na mało wymagającym kierunku:
Mordasewicz uważa, że studenci powinni się wreszcie nauczyć, że na studiach też się pracuje i zarabia na utrzymanie. W tym - na przejazdy. - Polska ma najniższy w Europie wskaźnik zatrudnienia młodzieży w wieku 20-24 lata. Za granicą studenci pracują. U nas nie.
W tym stwierdzeniu jest kilka błędów. Po pierwsze, wbrew pozorom, w Polsce studenci pracują. Ale nie na etacie tylko na umowy o dzieło/zlecenia - bo tak jest taniej! Po drugie wcale nie powinni się nauczyć, że się pracuje na studiach. Państwo powinno zagwarantować takie warunki, żeby studenci zajęli się studiami, a nie zarabianiem pieniędzy i czekaniem żeby zdobyć "papierek" zamiast dyplomu. Sam jeszcze niedawno byłem studentem i miałem możliwość obserwowania studentów pracujących i niepracujących. Znacznie lepiej przygotowali się studenci niepracujący. Tym pracującym nie można zarzucić braku doświadczenia, jednak nie zawsze to doświadczenie było zdobywane w zawodzie... Już nie wspomnę, że niektóre kierunki studiów są czasem bardziej wymagające niż etat...
Poseł PO Sławomir Piechota mówi:
- To nie jest sprawiedliwe - mówi poseł PO Sławomir Piechota, szef sejmowej komisji polityki społecznej. - Mój syn, który w tym roku zaczyna studia, żadnej zniżki nie powinien dostawać. Bo rodziców stać, aby mu zapłacić za dojazd. Co innego pracownica mego biura, która ma dziewięcioro rodzeństwa. Jej zniżka się należy.
Ja tutaj nie widzę problemu. Niech syn pana posła po prostu, podczas kupowania biletu prosi o bilet bez zniżki. Jaki w tym problem!?
Mam głęboko w szafce schowane wszystkie bilety miesięczne, które kupiłem podczas studiowania. Policzyłem koszt tylko kolejowych biletów miesięcznych. Wyszło 5169,87 PLN. I to ze zniżką 49%. Gdybym nie miał zniżki wyszłoby 10550,76 PLN. Niemałe pieniądze, prawda? Nawet dla "zamożnego studenta". Problem tylko w tym, że "zamożny student" z tej zniżki korzysta wyjątkowo sporadycznie. Na uczelnię przyjeżdża własnym samochodem i na wakacje pewnie też jedzie.
Dlatego ja bym się zastanowił. Jaki procent dopłat z budżetu to dopłaty do biletów wakacyjnych - myślę, że niewielki. Znacznie więcej to dopłaty do biletów okresowych - dla ludzi, których zamożnymi nazwać nie zawsze można. Zabranie ulgi okaże się kolejnym głupim pomysłem, który wygeneruje więcej problemów niż będzie z niego pożytku. Czemu? Trzeba będzie opracować i uruchomić procedury weryfikacji komu należy się ulga. Oczywiście, bezwzględnie, będzie procedura nagminnie naciągana. Sprawiedliwość społeczna będzie daleko za horyzontem. Następnie trzeba będzie opracować dokument, który będzie uprawniał do zniżki. Dzisiejsza elektroniczna legitymacja studencka ma wydrukowany zapis "uprawnia do ulgowych przejazdów środkami zbiorowego transportu kolejowego". Studenci, którzy nie będą mieć zniżki będą musieli wymienić legitymacje. A to kolejny koszt. I za co? Za cenę zaoszczędzenia dwudziestu kilku złotych rocznie na wakacyjnym wyjeździe studenta (i to wcale nie każdego, rzekłbym nawet, że mniej niż połowa studentów wyjeżdża w wakacje). A zniżka i tak obowiązuje jedynie w najtańszych kategoriach pociągów...
Najłatwiej oczywiście szukać oszczędności na materiale, który nie będzie miał szansy się obronić. A nadal nikt przeklętego ZUS-u, który generuje masę niepotrzebnych kosztów przez swoją biurokrację ruszyć nie może. Albo archaiczne górnictwo, które straciło rację bytu nadal musi trwać. A może posłowie zabiorą sobie stuprocentową ulgę na przejazdy kolejowe wszystkimi kategoriami pociągów?
Komentarze
Nikt jeszcze nie skomentował tej notki.
Dodaj komentarz
