Blog
Stuck beacon - rozwiązanie mało eleganckie
2009-04-22 21:42:29
Ostatnio mam coraz większy problem z błędem "stuck beacon" w Madwifi. Momentami szlag mnie trafiał jak po załadowaniu modułu od razu wyskakiwał ten błąd. Ponieważ wiele wskazuje na to, że ma on swoją przyczynę w "zaśmieconym eterze", dotychczas odsuwałem antenę jak najdalej od potencjalnego źrodła zakłóceń. Niestety chyba moc szumu rośnie, bo kable się kończą, a stuck beacon występuje. Dlatego dzisiaj, w akcie desperacji wreszcie wpadłem na bardzo oczywiste rozwiązanie - wykręciłem antenę.
Rozwiązanie jest wyjątkowo nieeleganckie i niepraktyczne. Ale w moim przypadku (testowy punkt dostępowy do eksperymentów związanych z pracą dyplomową) jest w sam raz. Anteny urządzeń klienckich ustawiam w niewielkiej odległości tak, że otrzymuję sygnał 40-50 dB ponad poziom szumu. Ogólny zasięg jest oczywiście ograniczony do (może) dwóch metrów.
No cóż... Wojna wymaga ofiar ;-)
Powrót do kraju
2009-04-07 18:28:25
Krzysztof do Polski wrócił cały i zdrowy.
Ok, nie do końca. Cały, bo żadnej części ciała w Szwajcarii nie zostawiłem, ale ze zdrowiem ciut gorzej. Jestem potwornie zmęczony i obolały. Zmęczenie wynika z całej wystawy. Ból przyszedł wczoraj, ponieważ przez siedem godzin pałętałem się z ośmiokilogramowym plecakiem po lotnisku, stacji kolejowej przy lotnisku i po dworcu Cornavin. Jak wreszcie wysiadłem wczoraj z samolotu, już na Okęciu, praktycznie nie mogłem chodzić.
Medale już zdane czyli można (a nawet trzeba) zająć się nadrabianiem zaległości w codziennych zajęciach.
A! Jeszcze zdjęcia trzeba będzie zrzucić z aparatu i obrobić...
Tagi: Genewa Szwajcaria
Wystawy dzień piąty i ostatni
2009-04-05 22:15:29
Dzisiaj zakończyła się wystawa. Oprócz wczorajszego medalu Krzysztof otrzymał jeszcze wyróżnienie od Ministerstwa Przemysłu i Handlu Federacji Rosyjskiej. W rzeczywistości, na dyplomie napisane jest "ГРАМОТА", co oznacza certyfikat (przynajmniej tak twierdzi Google). Jak jest w rzeczywistości, nie wiem ;-)
Jutro trzeba przed południem wymeldować się z hotelu, jechać na lotnisko i poczekać na samolot, który odlatuje dopiero o 19:30! Stracę masę czasu, ale trudno. Przylot do Warszawy około 21:40 dopiero.
Ważne, że nie wracam z pustymi rękami i przywiozę dwa medale (jeden srebrny, drugi z plastiku ;-))
Dzisiaj na wystawie nie byłem długo. Jakieś cztery godziny. Zainteresowanie małe, bo odwiedzających mało i wystawcy też już się pozwijali. I dzisiaj nie spotkałem nikogo mówiącego po polsku!
Po powrocie do hotelu odwiedziłem jeszcze stację SNCF Amandolier (Gare de Eaux Vives) - syf i rozpacz. Na "dzieńdobry" próbowano ode mnie wydębić "deux frances" (pewnie brakowało do wina). Sama stacja (czołowa) wygląda jak typowy polski przystanek w zabitej dziurze, na linii, na której kursują zamiast pociągów menele. Perony zarośnięte, ogrodzenie z wyłamanymi sztachetami (skorzystałem z dziury w płocie, żeby uniknąć ponownej prośby o dwa franki ;-)) a lustra porozbijane.
Wcale ta Szwajcaria (a w zasadzie Genewa) nie jest taka poukładana i porządna. Ten "szwajcarski zegarek" jednak lekko się zacina...
Tagi: Genewa Szwajcaria kolej
Sobota sukcesów ;-)
2009-04-04 22:41:35
Piąty dzień w Genewie, czyli czwarty dzień wystawy. Sobota, więc ludzi nieco więcej. Ale mało kto się interesuje takimi sprawami. Zazwyczaj tylko przechodzą, popatrzą i pójdą. Jeśli zapytam czy coś ich interesuje to odpowiadają, że nie i idą dalej. Wygląda na to, że przyszli tutaj w jakiś sposób spędzić wolny czas. Wystarczy tylko spojrzeć na ilość rodzin z wózkami. Jak dotąd przeprowadziłem kilka rozmów w tym jedną po polsku. Jednak Polaków na tej wystawie jest trochę ;-)
Zainteresowanie około dwunastej nieco wzrosło. Pomysł się podoba i widzą metody jego zastosowania. Trzeba pomyśleć jak długo będę tutaj siedział ;-) Jeden rosyjskobrzmiący przechodzień "sprzedał" mi ciekawy pomysł. Oczywiście nie powiem ;-)
A po południu Krzysztof otrzymał srebrny medal, czyli Krzysztof wypełnił rozkaz "bez medalu nie wracaj" ;-)
Po powrocie do hotelu wyszedłem "w miasto". Wreszcie udałem się nad Jezioro Genewskie. O ile sama Genewa nie jest zbyt interesująca dla turysty mojego pokroju to jezioro bardzo mi się podobało. Szczególnie ta tryskająca na 150 metrów w górę fontanna. Wszedłem na "coś" w rodzaju molo. Wybudowane z kamieni, szerokie na półtora metra i zupełnie pozbawione barierek! Na odcinku ponad stu metrów można łatwo się skąpać. W Polsce coś takiego by nie przeszło. Tutaj wszyscy chodzą i nikt nie narzeka.
Przepłynąłem się również na drugi brzeg łódką (na bilecie komunikacji miejskiej ;-)) Nie mam choroby morskiej ;-) Porobiłem dzisiaj dużo zdjęć, ale internet tutaj... A już nie ma sensu gadać...
Zaszedłem jeszcze do McDonald'sa ;-) Po angielsku oj słabiutko spikają, słabiutko ;-) A ceny mają jeszcze gorsze. Cheesburger w Polsce kosztuje 3 PLN tutaj 2,5 CHF czyli około 7,5 PLN.
Jeszcze jutro trzeba być. Ale już krótko. Porozmawiam może jeszcze z "sąsiadami" (czyt. Saudyjczykami), bo dość interesujące rzeczy mają a i nawet dość sympatyczni są ;-)
Tagi: Genewa Szwajcaria
Trzeci dzień wystawy
2009-04-03 23:32:43
Dzień czwarty (czyli trzeci dzień wystawy) to dzień, w którym widać już tylko masy zwykłych ludzi przechodzących i zapuszczających żurawia na stanowiska, ale nie wnikających w szczegóły. Miałem okazję wytłumaczyć działanie tylko kilku osobom w tym jednemu Polakowi, który mieszka w Szwajcarii. Zajmuje się technologią medyczną i był zainteresowany produktem Rosjan. Ale Rosjanie mówią tylko po rosyjsku, więc wiele się nie dowiedział ;-)
Miałem również okazję porozmawiać z jednym z przedstawicieli delegacji Arabii Saudyjskiej, doktora nauk technicznych w specjalności mechanika. On jako nie-fizyk i ja jako nie-fizyk gadaliśmy o dualizmie korpuskularno-falowym i barierze napotkanej przez naukę w dzisiejszych czasach. Wspólnie doszliśmy do wniosku, że teraz czekamy na drugiego Einsteina i drugiego Kopernika, którzy odkryją coś naprawdę przełomowego i ruszą naukę do przodu otwierając nowe dziedziny wiedzy.
I dzisiaj na wystawie muszę być do 21.00 - wręczenie nagród specjalnych - może mi też coś wpadnie w ręce ;-) A ponieważ nie byłem przygotowany na tak długie siedzenie będę musiał wrócić do hotelu, szybko coś skonsumować i pojawić się w Palexpo ponownie. Ciekaw jestem czy dzienne linie autobusowe i tramwajowe jeszcze o tej porze jeżdżą po Genewie. Jak nie to trzeba będzie znowu wyłożyć c.a. 35 CHF na taksówkę...
Od rana w Genewie naprawdę ładna pogoda. Chciałem dzisiaj przejść się nad jezioro, ale wygląda na to, że dzisiaj się nie uda. Trudno, może jutro, może w niedzielę.
Dochodzą do mnie narzekania, że ta wystawa jest wyjątkowo uboga. Wielu nie przyjechało, jest masa pustych miejsc, a sam katalog jest wyjątkowo cienki. Pewnie kryzys...
O! Teraz Polka mieszkająca od dziesięciu lat we Francji. Dawno nie rozmawiała po polsku...
Co jeszcze ustaliłem... Jeden z członków grupy Saudyjskiej jest członkiem rodziny królewskiej. Ale nie wygląda ;-) A bezsprzecznie najmłodszym wynalazcą na wystawie jest dziesięcioletna saudyjka, która wymyśliła urządzenie chroniące dzieci przed asfiksją (trudne słowo ;-) Inaczej zamartwica, wiąże się z duszeniem).
P.S. Krzysztof dzisiaj nic nie dostał (w sensie żadnej nagrody), ale jeszcze nie koniec wystawy ;-) Medale dopiero jutro!
Tagi: Genewa Szwajcaria
Genewa, dzień trzeci
2009-04-02 22:47:41
Kilka spostrzeżeń zanotowanych "na żywo":
Trzeci dzień w Genewie, trzeci dzień wystawy, pierwszy dzień ze zwykłymi odwiedzającymi. Przewija się naprawdę sporo zwykłych osób, ale większość z nich niestety mówi tylko po francusku. Sporym zainteresowaniem cieszą się stoiska Arabii Saudyjskiej z naprzeciwka. Trzeba przyznać, że mają je całkiem efektowne - bogaty kraj to król dał sporo pieniędzy na ich obecność na wystawie.
O! Pojawiają się właśnie Niemcy lub niemieckojęzyczni Szwajcarzy. Oni też zakładają, że wszyscy znają ich język ;-) Wychodzi na to, że Polacy za granicą są bardzo kulturalni próbując nawiązywać kontakt od razu w języku gospodarzy ;-)
A jeśli chodzi o ceny połączeń... Makabra! Minuta rozmowy w roamingu kosztuje mnie 4,90! A sms 1,49 PLN! Szwajcaria nie jest w Unii Europejskiej, więc Komisja Europejska nie ma nic do gadania na temat cen połączeń w roamingu. Przypominają się czasy pierwszych komórek w Polsce, kiedy rozmowa kosztowała tyle, że mało kto mógł sobie na nią pozwolić. W samej hali wystawowej mam zasięg francuskiej Orange. Zobaczymy czy będzie odrobinę taniej. I wreszcie mi się w telefonie zapaliła lampke "E" oznaczająca dostępność Edge, a nie tylko "G" (GPRS) jak w Orange CH czy Sunrise. I tak nie korzystam z przesyłu danych, bo musiałbym naprawdę beknąć za rachunek ;-) Chociaż zastanawiam się czy nie kupić sobie jakiegoś prepaida do połączeń z siecią, bo w hotelu mam problem wysłać nawet maila...
Hmm... Z jakiejś przyczyny, spore zainteresowanie wzbudza moja silikonowa klawiatura ;-)
O! Właśnie widziałem kogoś z wizerunkiem króla Arabii Saudyjskiej na koszulce! Ot ciekawe! ;-)
Ok, a teraz historia. Po drodze z Palexpo do hotelu spędziłem jakieś 20 minut na dworcu Cornavin robiąc zdjęcia pociągom. Nikt na mnie uwagi nie zwracał ;-) Po powrocie do hotelu poszedłem do Coop (alias Biedronka) po jakieś jedzenie na wieczór. I co zauważyłem!? Mają tutaj Pringlesy! Będę musiał kupić ze dwie tuby i zabrać do Polski. Antena kierunkowa jak znalazł! :-)
W samej Biedronce zaszedłem też do sekcji z elektroniką. Chciałem nabyć jakiś pre-paid, żeby włożyć do modemu i mieć dostęp do sieci jak zdechnie hotelowe wifi. No cóż... Obsługa w tym sklepie wymaga poprawy. Jeden facet prawie w ogóle nie mówił po angielsku, ale powiedział mi, że tak się nie da. "No, no, no! No possible!", a drugi, podobno miał mówić doskonale, ale jedyne co mi powiedział to, że muszę kupić z modemem. Już nie wspominając o tym, że pre-paidy mieli gdzieś głęboko schowane na zapleczu i od razu prosili mnie o paszport. Kiej czort?! Do pre-paida paszport? Podziękowałem im mówią "mehrhrhrhrhrci" (szczególnie akcentując to ich gardłowe "r") i poszedłem do kasy. Dziwny kraj...
Jutro może udam się w kierunku jeziora. Jeśli pogoda pozwoli...
Tagi: Genewa Szwajcaria
Genewa, dzień drugi (a wystawy pierwszy)
2009-04-01 23:23:47
Poranek w Genewie zaczął mi się o siódmej rano. Najpierw próba sprawdzenia porannej poczty... Wifi nie działa. Jakkolwiek bym nie próbował, nie jestem w stanie zmusić routera do przekazywania pakietów.
No nic, schodzę na dół na śniadanie. Szybko coś zjadłem i dowiedziałem się, że problem z wifi nie dotyczy tylko mnie, ale wszystkich w hotelu, a nawet całej ulicy. No cóż... Trudno.
Trzeba zrobić zakupy. Trzeba znaleźć "Biedronkę". Jakieś 300 metrów od hotelu znalazłem szwajcarską Biedronkę zwaną Coop ;-) Drobne zakupy za ponad 10 franków... Zwykła bułka tutaj kosztuje 0,85 CHF! Ale za to półtora litra najtańszej gazowanej wody mineralnej (oczywiście pod marką Biedro^W Coop ;-)) tylko 0,30 CHF. Ok, powrót do hotelu, szybkie spakowanie rzeczy i jadę do Palexpo.
Na przystanku pod hotelem wsiadam w tramwaj nr 16. Przyjechał Bombardier Cityrunner. Sześcioprzegubowy (siedem sekcji, o ile nie pomyliłem się w liczeniu przegubów w tym kolosie), dwustronny (dwie kabiny sterownicze) i z drzwiami po obu stronach oczywiście! Około piętnaście minut jechałem do Dworca Cornavin. Tam przesiadłem się w autobus nr 5 (Citaro), którym dojechałem dokładnie pod halę siódmą Palexpo.
Zdobyłem wejściówkę i znalazłem swoje stoisko w polskiej sekcji. Dosłownie kilka minut po moim przybyciu pojawiła się (już!) komisja konkursowa mojej kategorii. Przedstawiłem im w kilku słowach swój produkt i powiedziałem, że mam przygotowaną prezentację, ale nie zdążyłem jej uruchomić. Zaproponowali, że wrócą za kilkanaście minut. Szybko musiałem zorganizować jakiś stolik i zasilanie. Stolik to nie problem, gorzej z zasilaniem. Na szczęście, z drugiej strony ścianki, Rosjanie mieli wolne gniazdko elektryczne. Więc wykorzystałem swój przywieziony z Polski przedłużacz i wyniesioną z hotelu przejściówkę do szwajcarskich gniazdek. Kilkanaście minut później pojawiło się jury, tak jak obiecywali. Przedstawiłem im teraz działający produkt. Zająłem im około trzech minut i odpowiedziałem jeszcze na kilka pytań - dobry znak, jeśli komisja się dopytuje - jest zainteresowana.
Chwilę później koło mnie, przeszło czterech panów w dziwnych mundurach i z... siekierami na plecach (nie, nie toporami, siekierami, prawie jak z Castoramy ;-)) i miałem okazję w minutę przedstawić swój produkt władzom Genewy.
Do końca dnia rozmawiałem z kilkonastoma osobami - sporo z nich miało do czynienia już z Polską - jeden z moich rozmówców całkiem dobrze mówił po polsku, chociaż wygodniej było mu rozmawiać po angielsku (a w rzeczywistości pochodził z Kijowa ;-))
Wracając z Palexpo poszedłem na dworzec kolejowy Geneve Aeroporte, gdzie wsiadłem w pierwszy lepszy pociąg IR, którym dojechałem do Geneve Cornavin. Sam dworzec Aeroporte wygląda trochę jak Centralny w Warszawie o piątej rano ;-) Ciemno, smutno i pusto. Nie ma tylko gołębi i cieknącego sufitu (ale może dlatego, że pogoda była ładna ;-)). Za to Cornavin wygląda trochę jak Warszawa Wschodnia - otwarty, duży, na wzniesieniu, trochę obskurny i z masą petów na peronie (swoją drogą w Genewie sporo osób pali na chodnikach). Ale co o pociągu... Wagony znaaaaacznie lepsze od naszych grzmotów z lat osiemdziesiątych po niezliczonych NG w Pesie czy innym HCP. Nie skrzypią, nie terkoczą, okna się domykają, drzwi się bez problemu otwierają (i zamykają) i nawet mają wygodne siedzenia ;-) No i przyspieszenie... Ledwo wyjechałem z Aeroporte, a jechałem już setkę... Jak się wyjeżdża z Zachodniego to 40 km/h to już coś ;-) Na Cornavin przesiadłem się w tramwaj i dojechałem do hotelu.
Tak swoją drogą, tutaj w tramwajach też można spotkać grajka. Ja dzisiaj spotkałem faceta z klarnetem i bardzo swojskiego pana z akordeonem. Tylko muzyka taka nie z Mokotowa albo z Pragi ;-)
Wybrałem się później na piechotę do McDonald'sa, ale szybko z niego wyszedłem - kolejka jakby mięso rzucili ;-) W drodze powrotnej zrobiłem kilka zdjęć, z przyczyn oczywistych tramwajów i autobusów ;-)
A Internet w hotelu... Masakra... Zobaczę co będzie jutro, bo dzisiaj to już wolę z niego nie korzystać. Kładę się spać... Żeby jeszcze ci Francuzi z pokoju obok trochę ciszej gadali...
Tagi: Genewa Szwajcaria
