Blog

Podsumowanie 2008

2008-12-31 18:53:55

Gdyby założyć, że w 2008 roku działo się tyle ile działo się na blogu, to ten rok miałby ogromne szanse na zdobycie miana najbardziej nudnego roku ze wszystkich. Jednak relacja jest odwrotna. Mało się działo na blogu, bo dużo się działo ogólnie. A teraz postaram się przytoczyć ważniejsze sprawy. O ile wszystkie je pamiętam...

Najważniejszą zmianą w mijającym roku była dla mnie praca. Skończyłem "pracę" dla CTB, gdzie "pracowałem" ponad cztery lata. Zacząłem pracować wreszcie w pełnym tego słowa znaczeniu, mimo że nadal na umowę o dzieło. Nie liczę epizodu z telemarketingiem z poprzedniego roku, bo lepiej się nie przyznawać ;-)

I tak: najpierw był Pierwszak.pl, który zajął mi prawie cztery miesiące naprawdę morderczej pracy i za niewielkie pieniądze... Szybko zrezygnowałem z dalszej pracy. Praca nie była satysfakcjonująca finansowo, a i zaczynały się pojawiać pierwsze zgrzyty w kontaktach ze zleceniodawcą - brak zdecydowania, ciągłe zmiany wcześniej ustalonych rzeczy, a czasami nawet traktowanie mnie jak niewolnika. Oddałem projekt i go porzuciłem. Do dzisiaj projekt trwa w prawie niezmienionej postaci - można rzec wegetuje. Z tego co wiem nikt na dłuższą metę nie podjął się kontynuacji mojego dzieła. I przypuszczam, że rezygnowali nie ze względu na pieniądze (i tak pewnie niewielkie).

W międzyczasie, tak po znajomości (tak się większość zleceń niestety załatwia...) wykonałem szybki, ale niezbyt prosty projekt dla pewnej warszawskiej agencji reklamowej. System reklamowo-konkursowy dla Petronas Lubricants Poland - Dzień Dobry Chiny - Ni hao China. W porównaniu z Pierwszakiem, to praca była przyjemna i znacznie lepiej płatna (w przeliczeniu na miesięczną stawkę to sześciokrotnie lepiej ;-)). Nadal zajmuję się tym projektem i będę się nim zajmował jeszcze kilkanaście dni, bo właśnie konkurs się kończy. Dzięki temu zdobyłem jeszcze większe doświadczenie.

W sierpniu musiałem zrealizować praktykę miesięczną. Odbyłem ją w Instytucie Łączności w Miedzeszynie. Praktyka bardzo przyjemna. A ponieważ pracowałem w PHP to trochę się nauczyłem i trochę wiedzy przekazałem ;-)) Jednak sam sierpień to jednak był miesiąc makabryczny. Cztery godziny snu to była norma. Pobudka po piątej, pociąg o 6:30, o ósmej w Miedzeszynie, w domu około szesnastej, obiad i praca do pierwszej w nocy... Straszne zmęczenie... Ale terminy goniły.

Wrzesień to kolejny miesiąc zawalony pracą. Pierwsze dni września to jeszcze Pierwszak, kolejne dni to już trzy następne projekty dla agencji reklamowej. Pracy było tyle, że w pewnym momencie "zatrudniałem" dwóch znajomych ;-) Ale jakoś ze wszystkim zdążyliśmy. I we wrześniu, z części zarobionych pieniędzy zaopatrzyłem się w odrobinę nowego sprzętu ;-)

We wrześniu nawet występowałem w telewizji, ale o tym lepiej się nie rozpisywać ;-)

Październik... Nowy rok akademicki, ostatni mój rok na uczelni jako student. Okazało się, że wyniki z poprzedniego roku pozwoliły mi zdobyć stypendium (a właściwie drugi próg stypendialny, średnia powyżej 4,4 ;-))

Jeszcze pod koniec października trafiła się kolejna praca. Tym razem projekt dla uczelni. Ktoś, nadal nie wiem kto, powiedział, że jestem dobrym PHP-owcem i w ten sposób trafiłem do zespołu konstrukcyjnego serwera praw autorskich... Efekt? Srebrny medal na "Brussels Innova 2008" i złoty na "Seoul International Invention Fair 2008". Opłacało się? Satysfakcja bardzo wielka, pieniądze i tak większe niż za Pierwszaka (chyba Pierwszak stanie się moim źródłem odniesienia) ;-)

I jakoś tak do grudnia się rok potoczył. Pierwsza połowa (no powiedzmy do maja) nie wyróżniała się niczym szczególnym. Po maju - zupełnie inny świat.

Ale wszystko to tylko praca i szkoła. A w życiu osobistym? Praktycznie nic nowego. Przybył kolejny rok na karku, przez wakacje cztery kilogramy utyłem, trochę mi się zakola powiększyły, podwyższyła mi się samoocena, ale dziewczyny się nie dorobiłem. Właściwie to nic dziwnego, bo po tym roku stałem się jeszcze trudniejszym do zniesienia geekiem i kompletnie niereformowalnym bucem ;-)

Tagi: krzysiek

I poszło

2008-12-30 15:46:33

I po wielu miesiącach, które wstępnie miały być kilkoma dniami, Antylameriada przeniosła się za Ocean. A konkretnie teraz jest gdzieś w okolicach Los Angeles.

Jak widzicie, zmieniło się nieco. Część rzeczy wyleciała na zawsze. Niektóre elementy jeszcze wrócą. Ale i tak najważniejsze jest to, że kod został przepisany od nowa i serwer oferuje znacznie lepsze warunki (techniczne i finansowe) niż Livenet.pl, który ostatnio stawał się z dnia na dzień coraz bardziej tragiczny. Tutaj mam dostęp do shella, nieograniczonej bazy danych i nieograniczonych zasobów dyskowych. Wreszcie będę miał dodatkową platformę do testowania własnych projektów bez ciągłego martwienia się o transfer, którego ubywało momentami w zastraszającym tempie. Dreamhost jest po prostu lepszy. Zauważalnie droższy, ale lepszy.

Tagi: antylameriada