Blog
Fatalna pogoda
28.04.2005 - Czwartek - 21:29
Ulewa uniemożliwiła mi niestety sfotografowanie świeżo odmalowanej Okl27-10, czyli parowozu pomnika stojącego w Skierniewickiej Parowozowni. A jednym z moich celów było właśnie sfotografowanie tego kapitalnego parowozu.
Wolne!
26.04.2005 - Wtorek - 21:58
A teraz prawie dwa tygodnie leżenia bykiem ;-) Niestety trzeba się wziąć ostro za niektóre rzeczy. I nie mam tutaj na myśli tylko nauki, chociaż za to też należałoby się wziąć. Czyli z tego "byka" to najwyżej jakaś chuda krowa zostanie ;-)
Podjąłem dzisiaj pewną decyzję. Powziąłem już pierwsze kroki w tym kierunku i zobaczymy co z tego wyjdzie. Pierwsze wieści spodziewane są w czwartek.
Dorzuciłem też kilka zdjęć do galerii. Między innymi dwie dziewiątki ;-)
Oni nas wykończą!
20.04.2005 - Środa - 21:24
Osiem godzin laboratoriów jednego dnia! Oni nas chcą wykończyć!
Ale ja im się nie dam! Ja dzisiaj zaliczyłem obie wejściówki i nie ma mowy, żeby mnie żywcem wzięli!
Co to będzie?
19.04.2005 - Wtorek - 19:25
Niemiec! Jak by nie było był faworytem. Trochę ciężko się przyzwyczaić do Niemca. Niemiec papieżem? ;-) Ale zobaczymy co to będzie.
Ciekawe czy umie mówić po polsku? ;-)
Dwa zielone kible i flak
16.04.2005 - Sobota - 23:25
Ech... Ładna była dzisiaj pogoda rano. Coś mnie tknęło, żeby wyciągnąć rower i przetestować przytorowe połączenie o nawierzchni nieubitej (ścieżka ;-)) z Żyrardowa do Międzyborowa i dalej do Jaktorowa. Niestety około 15:30 rozpoczęła się burza. Popadało dość solidnie, ale szybko przestało. Pogoda się pogorszyła, ale nie zmieniłem planów. Wyjechałem o siedemnastej. Już w Żyrardowie na torze postojowym stały dwa zielone, sprzęgnięte ze sobą kible: EN57-1907 i EN57-1910. Jeszcze nie widziałem kibli w nowym malowaniu sprzęgniętych ze sobą. Ciekawe są też wyświetlacze, które co jakiś czas pokazują zamiast stacji docelowej napis "Koleje Mazowieckie" oraz małe logo. Trochę dziwnie to wygląda.
Udałem się w dalszą drogę. Jechałem. Dojechałem do Międzyborowa i dalej jechałem do Jaktorowa. Dojechałem już prawie do wiaduktu CMK, zsiadłem na chwilę z roweru i udałem się na tory, żeby zobaczyć czy coś jedzie. Nic nie jechało. Wróciłem, wsiadam na rower... Nici z Jaktorowa. Zawracam! Flak na przednim kole. Dociągnąłem się do Międzyborowa, chwilę poprowadziłem rower, potem znowu wsiadłem... Fatalna jazda. Kupa szumu, gwizdów, pisków... Kto by pomyślał, że opona rowerowa jest zdolna do takich dźwięków? ;-)
A teraz... Oprócz kilku fotek zostało mi jeszcze obolałe "siedzenie" ;-)
Laborka za laborką!
12.04.2005 - Wtorek - 22:09
Ech te laborki! Dzisiaj zrobiłem sprawozdanie z laborki z obwodów - bagatela dziesięć wykresów. Jutro mam kolejną laborkę. Pewnie znowu zaliczę warunkowo (jak każdy ;-)). Wrócę do domu około 21.00. W piątek cztery godziny wuefu pod rząd. W środę za tydzień znowu laborki, ale aż osiem godzin pod rząd (cztery godziny Przyrządów półprzewodnikowych i cztery Obwodów i sygnałów). Oni chcą nas zabić!
Kolejna wyprawa
11.04.2005 - Poniedziałek - 20:55
Dzisiaj doszła do skutku kolejna wyprawa na WMH. Kierunek jednak obraliśmy przeciwny - wyruszamy spod Huty i idziemy na WAT. Już na samym początku mieliśmy możliwość obfotografowania SM48-119, która stała na stacji Warszawa Radiowo. Oczywiście skorzystaliśmy z okazji. Dostaliśmy również od mechanika Rp1 w pozdrowieniu ;-)
Około 10.30 wyruszyliśmy na szlak. Szliśmy, szliśmy licząc na to, że pociąg, który wyrusza o godzinie 10.35 nas dogoni (prędkość szlakowa na tej linii to 10 km/h). Doszliśmy do Radiowej, nic nie było widać za nami. Kiedy przechodziliśmy koło poligonu coś daleko zapiszczało. Jedzie! Ale jeszcze go nie widać.
Doszliśmy prawie do przejazdu na Kocjana, kiedy spostrzegliśmy, że jakieś pół kilometra za nami jedzie pociąg. Nieco przyspieszyliśmy kroku, żeby zdążyć dojść do przejazdu i na niego poczekać. Chwilkę poczekaliśmy, uzbroiliśmy się w aparaty i trach, trach, zdjęcie za zdjęciem ;-) Ponieważ pociąg jechał nie więcej niż 7 km/h, a przejazd był wciąż zablokowany przez przetaczane wagony zacząłem biec, żeby wyprzedzić pociąg. Trochę wyprzedziłem, odwróciłem się i zrobiłem kolejne zdjęcie. Mechanik wychylił się i spytał się czy był dobry sygnał. Ja wyciągnąłem kciuk do góry, potwierdziłem i podziękowałem skinieniem głowy. Chwilę poczekaliśmy, aż się przetoczy i wróciliśmy na uczelnię.
Zdjęcia są, oczywiście. Bardzo ładne nawet. Ale niestety pojawią się dopiero jutro albo pojutrze bo aktualnie jestem wybitnie "nieczasowy".
Laborka
10.04.2005 - Niedziela - 12:35
I w końcu muszę się wziąć za laborkę z Obwodów. Kuupa nuudnej roboty...
Nie! Nie wierzę!
09.04.2005 - Sobota - 18:53
Dotychczas znałem tylko jedną osobę, która nigdy nie jechała pociągiem. Dziś dowiedziałem się, że kolejna osoba nigdy nie jechała pociągiem. Jak można tak skrzywdzić człowieka i nie dać mu nigdy zakosztować tej przyjemności? ;-)
Muszę, inaczej się nie da
05.04.2005 - Wtorek - 19:23
A już myślałem, że nie będę musiał nawiązywać do tego tematu...
Tranx zacytował kawałek mojego wpisu w swoim jogu. Najciekawsze są umieszczone tam komentarze. A ponieważ jestem autorem zacytowanego tekstu muszę się do nich ustosunkować.
Gdzie ja (albo Tranx) napisałem, że nie mam szacunku dla Papieża? Od kiedy krytyka zachowania ludzi stała się krytyką Papieża?
Krytykowałem "płacz na pokaz", łańcuszki, zmuszanie do takich, a nie innych postaw. Nie krytykowałem samego Papieża, toteż nie widzę żadnego zniesławienia.
Co ma do tego wiek? Każdy, niezależnie od wieku, ma prawo do posiadania własnego zdania.
Przypomina mi się takie zdanie: "Jesteśmy tolerancyjni, ale nie tolerujemy przeciwników tolerancji!"
- I, do jasnej cholery, czy robienie "czerwonych słoneczek", zapalanie świeczek w oknach, ciągłe powtarzanie tego samego i ogólne robienie z Papieża, odważę się to stwierdzić, elementu popkultury (zapewne niedługo pojawią się koszulki i czapeczki z wizerunkiem Papieża) jest jedynym sposobem czczenia jego pamięci? Zapomnieliście o kontemplacji i modlitwie? Od razu musicie pokazywać, że tak Wam żal Papieża, że trzeba się pokazać jakim to jest się gorliwie wierzącym człowiekiem?
A najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że najbardziej "pogrążeni w żalu" są ludzie, którzy zapewne nie do końca rozumieją nauki Jana Pawła II, a może nawet o jego istnieniu dowiedzieli się w ostatnich dniach z telewizji...
Dzisiaj się udało!
04.04.2005 - Poniedziałek - 21:01
Dzisiaj się udało! Ustrzeliliśmy wreszcie jakiś pociąg na WMH! Rozpoczęliśmy wędrówkę około godziny 8:35 z przejazdu na ul. Kocjana i szliśmy w kierunku HLW, aż w końcu do niej doszliśmy. Poczekaliśmy chwilę i o godzinie 10:35 spotkaliśmy SM42-2193 ciągnącą jakieś platformy! Potem tylko powrót na WAT przy pomocy komunikacji miejskiej (chociaż jej dostępność wskazywała raczej na "podmiejskość" terenu) i po trzech godzinach z powrotem wylądowaliśmy na zajęciach ;-)
Kilka kilometrów w nogach, ale warto było! Poniżej kilka fotek:
Więcej w Galerii.
Rain Maker
03.04.2005 - Niedziela - 21:53
Są w życiu człowieka książki, które sprawiają, że odzyskuje się chęć czytania, straconą chociażby po tknięciu chociażby lektur szkolnych. Jedną z takich książek, dla mnie, jest Rain Maker Johna Grishama. Tylko, że ja już się pogodziłem z czytaniem książek jakiś czas temu - na początku piątej klasy technikum. Nie wiem, czy wtedy lektury stały się ciekawsze (niektóre z pewnością), czy może ja wydoroślałem i zacząłem szukać nieco ambitniejszej rozrywki, ale jedno jest pewne - przestałem myśleć o czytaniu książki jak o katordze.
No, ale wróćmy do książki, o której dzisiaj napiszę. Jest dość gruba. Ponad pięćset stron kartek formatu B-5, napisanych niezbyt dużymi literami. Jeszcze dwa i pół roku temu powiedziałbym, że książka jest nie do przebrnięcia; półtora roku temu jej grubość z pewnością by mnie niesamowicie odpychała, a dzisiaj... Dzisiaj, a właściwie wczoraj i dzisiaj, przebrnąłem ją i odczuwam pewien niedosyt z powodu jej grubości ;-)
Książka jest kapitalna, choć początek może tego nie zdradzać, bo zaczyna się od nieco nudnego wprowadzenia. Jednak, pierwsze zwroty akcji, pech prześladujący głównego bohatera zaczynają wciągać na dobre.
A wszystko kręci się wokół dwudziestopięcioletniego, początkującego adwokata, Rudy'ego Baylora, który po kilku niepowodzeniach zakłada własną kancelarię, mając za wspólnika doświadczonego, nieco nieetycznego adwokata bez licencji, z niezłymi "plecami" u jednej z najważniejszych postaci miejscowego półświatka. Jeszcze na studiach Rudy natyka się na sprawę chorego na białaczkę chłopaka i jego rodziców, którym towarzystwo ubezpieczeniowe odmawia pokrycia kosztów przeszczepu szpiku kostnego, tym samym skazując go na śmierć.
W książce można znaleźć niesamowite sytuacje, wątki komediowe, a nawet melodramatyczne. Ale ta mieszanka jest bardzo zrównoważona, przez co nie można powiedzieć, że książka jest skierowana do jakiejś konkretnej grupy ludzi. Jest po prostu dla wszystkich.
Najciekawsze jest to, że nie wiem w czym leży sukces tej książki. Trudno jest wyróżnić jakiś konkretny jej element, który byłby główną przyczyną jej poczytności (Rain Maker był światowym bestsellerem) - Grisham chyba jest jakimś cudotwórcą ;-)
Nie chcę tutaj dokładnie streszczać fabuły, bo nie widzę w tym sensu, a i przy okazji może kogoś namówię do jej przeczytania, ale muszę stwierdzić, że jedna rzecz mi się nie spodobała. A konkretnie była to śmierć pewnej osoby w zakończeniu. Nie był to główny bohater, a pewna zupełnie nieznacząca dla głównego wątku osoba, ale jej śmierć trochę mi tu nie pasuje. Nie mam pojęcia dlaczego tak mi się wydaje. Przecież i tak nie oczekiwałem sielanki, czego można było się spodziewać od początku, ale po prostu ta śmierć mi tam zupełnie nie pasuje.
Mimo wszystko zachęcam do przeczytania książki, szczególnie osobom, które jeszcze nie widziały filmu (tak jak ja), bo z doświadczenia wiem, że czasem film pogarsza późniejszy odbiór książki.
Czytajcie! Podnoście normę ilości książek przeczytanych w ciągu roku przez jednego obywatela! Ja ze swoimi czterema książkami przeczytanymi już w tym roku z pewnością podwyższam już tę średnią ;-)
Medialna śmierć
02.04.2005 - Sobota - 22:26
Wczorajsze i dzisiejsze wydarzenia z pewnością odbiją się wielkim echem w historii. I to nie z powodu śmierci wielkiego człowieka (właśnie radio podało tę informację), ale z powodu dziwnego, a wręcz beznadziejnego zachowania mediów. Radio, prasa, telewizja non-stop trąbiły o problemach ze zdrowiem Papieża. Rozumiem, że było to ważne wydarzenie, ale nie było to i nigdy nie będzie powodem do "medialnej histerii". Cała ta sytuacja w mediach przypomina mi właśnie histerię.
I nie zrozumcie mnie źle, ja wcale nie bagatelizuję faktu, który nastąpił. Rozumiem przecież, że ogromne rzesze ludzi, nie tylko katolików były silnie związane emocjonalnie z Papieżem, ale tak naprawdę to fakt jego śmierci odbije się szerokim echem tylko w mediach. Nie wpłynie to w znaczącym stopniu na politykę, światową gospodarkę czy konflikty militarne (no może, ale to będzie tylko krótki moment).
Potępiam również panikę, która pojawiła się w Internecie. Setki łańcuszków, nawoływania do modlitwy. Pominę już sensowność tego typu działań, a skupię się na masowych próbach zmuszania do zmiany własnego zdania. Otrzymałem kilka łańcuszków, w jednym wyzwano mnie od idiotów, w innym kazano mi się zastanowić nad moim stanowiskiem. A wszystko przez to, że powstrzymałem się od wylewania rzewnych (zupełnie bez zrozumienia) łez, czy nieustannym lamentowaniem przed telewizorem.
Nie! Nie będę myślał tak jak Wy tego chcecie! Nie zmienię swojego zdania!
Papież umarł. Podczas swojego pontyfikatu pokazał jak należy otworzyć się na wiernych. Następny Papież nie będzie mógł zignorować doświadczeń swojego poprzednika. I, kimkolwiek będzie, też zapisze się, z pewnością, mocno w historii.
Skończyła się pewna era. Nie panikujmy! Przecież to jeszcze nie jest koniec świata!
Historia
01.04.2005 - Piątek - 22:24
Po raz kolejny tworzy się historia. Pewne fakty przechodzą do historii, pewni ludzie również przechodzą do historii. Człowiek, który przechodzi dzisiaj do historii (tak, wciąż przechodzi) zmienił świat. Nie można tego co uczynił bagatelizować, ale nie trzeba się zgadzać z jego wszystkimi stwierdzeniami. Denerwuje mnie jednak ta pseudospontaniczna reakcja tłumów. Ogromne rzesze ludzi odwalają szopkę! Tak! Szopkę! Nie oskarżam o to wszystkich, nie mówię, że jest to większość, ale stwierdzam, że nie jest to wcale mały procent.
Z pewnymi rzeczami należy się pogodzić, nie da się ich cofnąć i w żaden sposób nie jesteśmy w stanie im zapobiec. Szukanie winnych, twierdzenie, że jest to wina niedoszłego mordercy, teraz mija się z celem. Nastąpiło wybaczenie, nastąpiła kara, nie ma co szukać dzikiego odwetu.
I jeszcze to szukanie spisku... "A może już... A może ukrywają coś..." uważam za... Ech! Nie powiem!






